Obserwując ich działalność, trudno dociec, jaki jest cel ich istnienia. Większość koncentruje się na obsługiwaniu wciąż tych samych projektów finansowanych ze środków rządowych lub unijnych, powielaniu tych samych materiałów lub przypisywaniu sobie sprawczości, nawet gdy płace czy emerytury rosną zgodnie z ustawowym wskaźnikiem waloryzacji. Trudno się zatem dziwić, że związki są słabo rozpoznawalne. Z ostatniego badania CBOS z marca tego roku wynika, że 40 proc. respondentów nie ma wyrobionej opinii o działaniu Solidarności, 60 proc. nie ma zdania na temat OPZZ i aż 73 proc. nie wie, jak ocenić FZZ.

Na dodatek centrale są molochami, które podobnie jak w minionym ustroju działają głównie w dużych oraz bogatych firmach z udziałem Skarbu Państwa – z badania CBOS z połowy 2017 r. wynika, że uzwiązkowienie przekracza w nich 50 proc. Pomimo zmiany ustroju w wielu dużych zakładach organizacje pracownicze wciąż mają wpływ na poziom płac, czasu pracy czy wysokości odpraw, niekiedy też mają przedstawicieli w radach nadzorczych i zarządach.

>>> Czytaj też: Składki na ZUS ostro w górę. Najbardziej ucierpią małe firmy

Mimo to niewielu pracowników uważa, że ich reprezentacje są efektywne. Tak deklaruje ledwie 14 proc. załóg zakładów, w których są organizacje mające ich reprezentować. 34 proc. pracowników w ogóle nie widzi ich działalności, a 43 proc. deklaruje, że się starają, ale niewiele im się udaje. Jednocześnie tylko 24 proc. badanych twierdzi, że skutecznie bronią one interesów pracowników, 44 proc. jest przeciwnego zdania. Jeszcze gorzej wyglądają te proporcje wśród działaczy związkowych. Aż 60 proc. z nich uważa, że związki nie bronią skutecznie praw pracowniczych. Jednocześnie wysoki odsetek pracowników, bo 38 proc. (64 proc. związkowców), deklaruje, że mają zbyt mały wpływ na sytuację w kraju.

Reklama



Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP