To dowód, że wpływy ludzi z rodowodem sięgającym PRL są wszechpotężne. Ci, którzy byli dominującą klasą przed laty, w III RP nie zostali rozliczeni. Po 1990 r. stali się biznesmenami, bankowcami, przejęli część mediów, obrośli w nowe przywileje. To pokłosie dogadania się części opozycji z elitą postkomunistyczną. Wyrok sądu oceniam więc z tej perspektywy: oto stary front zwiera szyki w obronnym geście.
>>> Czytaj też: Sąd nakazał oddać rentę esbekowi. To pierwszy taki wyrok w Polsce
Nie wiem, co miał na myśli, mówiąc o prawach niezbywalnych. Ja w przypadku tych ludzi widzę niesłusznie nabyte przywileje. Nie ma powodu, by ktoś, kto był kolejarzem czy sprzedawcą, miał się dziś gorzej tylko dlatego, że nie pracował w faworyzowanej instytucji.
Tak można by interpretować sytuację, gdyby chodziło o karę. Czyli odebranie rent, emerytur. Tymczasem my wyrównaliśmy niesprawiedliwość dziejową i naliczamy im świadczenia według tych samych kryteriów, co innym grupom społecznym.
Najistotniejsze w ustawie jest to, że sprowadza świadczenia do poziomu, na jakim żyje 90 proc. społeczeństwa. Choćby pielęgniarki i nauczyciele.
Jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony, ma prawo się sądzić. To dowód, że demokracja ma się dobrze.
I słusznie.
Niepojęte, że sędzia otwarcie lekceważy TK. To działania, które nie powinny mieć miejsca.
Zgadzam się, że przez ćwierć wieku III RP nie poradziła sobie z postawieniem ich przed sądem. Wystarczy wspomnieć wydarzenie sprzed kilku lat, kiedy prokurator, morderca sądowy Danuty Siedzikówny „Inki”, był chowany z honorami. Tak się działo w państwie rządzonym przez PO. Mam również świadomość, że wielu byłych funkcjonariuszy służb PRL pobiera dziś emerytury z ZUS i śmieje się z ustawy.
Gwarancja nietykalności dla ludzi z takim rodowodem? To było wielkie nadużycie ze strony byłego szefa UOP.
