Czy sędzia w Częstochowie zlekceważył Trybunał Konstytucyjny?

Ten wyrok nie ma nic wspólnego z TK. Podobnie sprawy, jakie toczą się w Piotrkowie. Sędziowie dopuścili możliwość rozstrzygania, uznając, że trybunał ich nie blokuje. W Częstochowie sąd nie rozważał, czy istnieje możliwość rozpoznania na podstawie ustawy dezubekizacyjnej. On ją zanegował. Uznał, że przepisy prawa międzynarodowego są nadrzędne, a w ich kontekście ustawa jest sprzeczna z konstytucją i prawem europejskim. Orzeczenie ma dla nas wielkie znaczenie, bo jest uniwersalne. Gdyby inne sądy przyjęły podobną retorykę, blokada postępowań, która jest skutkiem bierności TK w tych sprawach, nie miałaby znaczenia.

Aleksandra Karnick

Aleksandra Karnick

źródło: DGP

>>> Czytaj też: Sąd nakazał oddać rentę esbekowi. To pierwszy taki wyrok w Polsce

Wyrok wzbudza kontrowersje wśród polityków.

I tego nie rozumiem. Sędziowie mają prawo wydawać wyroki w oparciu o przepisy prawa, w tym ratyfikowanego przez Polskę prawa międzynarodowego. Drogą do ich kwestionowania jest instancja odwoławcza. Ta sprawa będzie miała ciąg dalszy przed sądem w Katowicach, bo Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA złożył apelację. Będę reprezentowała byłego funkcjonariusza.

Twórcy ustawy powtarzają, że to nie kara, tylko odbieranie niezasłużonych przywilejów.

Zerowa stawka za każdy rok służby przed 1990 r. to nie jest powszechny przelicznik emerytalny. Sądy zaczynają to dostrzegać. W sprawach toczących się w Piotrkowie sędzia poprosił o przeliczenie przez ZER, ile w danej sprawie wynosiłaby emerytura, gdyby tylko okres służby na rzecz totalitarnego państwa przeliczyć po 0 proc. podstawy wymiaru. Autorzy ustawy dezubekizacyjnej pominęli też inne grupy zawodowe, które w tamtym czasie korzystały z przywilejów, a może bardziej przyczyniły się do trwania PRL niż telefonistka czy kierowca w MSW.

Autorzy przepisów mówią, że ci, którzy mają za sobą epizodyczną pracę przed 1990 r. albo pomagali opozycji w PRL, mogą zostać wyłączeni spod ustawy.

Mam klienta, który służył przed 1990 r. cztery dni. Inny został skierowany w latach 50. nakazem pracy do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Groziło mu więzienie, gdyby się nie stawił. Takich spraw są dziesiątki. Są świadkowie, dowody. I nic. Myślę, że politycy stracili kontrolę nad prawem, które uchwalili. Nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Objętym ustawą pozostaje liczyć na niezawisłe sądy.

>>> Czytaj też: Autor ustawy dezubekizacyjnej: Wpływy ludzi z rodowodem sięgającym PRL są wszechpotężne