Rypson: Rynek rosyjski rusyfikuje rdzennie polskich artystów [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
2 listopada 2019, 16:45
Piotr Rypson Fot. Darek Golik
Piotr Rypson Fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Do takiego Centre Pompidou zgłaszają się kuratorzy z Afryki Północnej, jest cała Azja, która ma swoją tradycję i wielkie pieniądze, więc gdzie ci Polacy mieliby się tu jeszcze zmieścić - mówi w wywiadzie Piotr Rypson, historyk sztuki, były szef Muzeum Narodowego w Warszawie.

Bo pokazał Marsz Niepodległości. Dla niego fascynujące było to, że prawica, także ta radykalna, jest w stanie wygenerować bardzo silną i skuteczną perswazyjnie, przekonującą wielu ludzi symbolikę. Jednocześnie lewica i – szerzej – cała strona opozycyjna, której się to nie podoba, nie ma nic do zaproponowania i niczego nie oferuje.

Ona w swej głębokiej istocie jest konserwatywna, bo uczestniczy w kreowaniu bańki spekulacyjnej i jeśli pan kupi ode mnie dowolny obraz za 100 mln, to rynkowo rzecz biorąc, on jest tyle wart, nawet jeśli jego wartość artystyczna jest zerowa.

Na mikroskalę, tymczasem na światowym rynku sztuki funkcjonują dźwignie finansowe – kupuje pan od galerzysty obraz, którego jeszcze nie ma, ale pan już na ten obraz zaciąga kredyt, a potem sąd nie wie, czy ten obraz tak naprawdę istnieje, czy nie. O to były duże procesy w USA.

Taki mądry to ja nie jestem. Gdybym wiedział i miał pieniądze, to bym zainwestował, nie opowiadając o tym nikomu… (śmiech)

W świadomości i historii sztuki przetrwają artyści tworzący jeszcze w PRL-u. Dlaczego? Kiedy ogląda pan sztukę bardzo dawną, to podziwia pan jej piękno, ale trzeba uczonych głów, by odszyfrować, o czym ona mówi. Tymczasem, kiedy patrzymy na sztukę Młodej Polski, pierwszą polską wielką sztukę, to wiemy, o czym ona jest. Czasem się mylimy, bo znaczenie symboli się zatarło, ale generalnie wiemy, o co chodzi. To bardzo pomaga w przetrwaniu tych obrazów, że mówią coś ważnego, co pozwala nam poznać czas.

Ma to bez wątpienia sztuka powojenna i ma również sztuka stanu wojennego. Jest wiele bardzo dobrych, bardzo ciekawych rzeczy.

Oczywiście, ale nie tylko, choćby środowisko łódzkiej Galerii „Strych”, którą dziś nazwalibyśmy offem offu, z wystawami Libery czy środowiska Łodzi Kaliskiej.

Kilku malarzy z Modzelewskim czy Sobczykiem – ale nie chcę ich tu wszystkich wymieniać – nie tylko przetrwa próbę czasu, ale od stanu wojennego bardzo się rozwinęło. Wystartowali mocno i to nie siadło, a przecież nie zawsze tak bywa.

Jest ich całkiem sporo, myślę np., że część artystów konceptualnych z lat 70. jest niedoceniona i niedowartościowana aukcyjnie, że wymienię choćby Andrzeja Dłużniewskiego – malarza bardzo inteligentnego, poetę sztuki w zasadzie. Jarosław Kozłowski jest niby artystą bardzo znanym…

Ale on jest doceniony, a Kozłowski nie. Nie chcę mnożyć nazwisk, więc dodam tylko, że niedoceniani byli również artyści w przeszłości, choćby Jan Rembowski, student Wyspiańskiego, bardzo interesujący artysta Jerzy Hulewicz…

Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj