Bo pokazał Marsz Niepodległości. Dla niego fascynujące było to, że prawica, także ta radykalna, jest w stanie wygenerować bardzo silną i skuteczną perswazyjnie, przekonującą wielu ludzi symbolikę. Jednocześnie lewica i – szerzej – cała strona opozycyjna, której się to nie podoba, nie ma nic do zaproponowania i niczego nie oferuje.
Ona w swej głębokiej istocie jest konserwatywna, bo uczestniczy w kreowaniu bańki spekulacyjnej i jeśli pan kupi ode mnie dowolny obraz za 100 mln, to rynkowo rzecz biorąc, on jest tyle wart, nawet jeśli jego wartość artystyczna jest zerowa.
Na mikroskalę, tymczasem na światowym rynku sztuki funkcjonują dźwignie finansowe – kupuje pan od galerzysty obraz, którego jeszcze nie ma, ale pan już na ten obraz zaciąga kredyt, a potem sąd nie wie, czy ten obraz tak naprawdę istnieje, czy nie. O to były duże procesy w USA.
Taki mądry to ja nie jestem. Gdybym wiedział i miał pieniądze, to bym zainwestował, nie opowiadając o tym nikomu… (śmiech)
W świadomości i historii sztuki przetrwają artyści tworzący jeszcze w PRL-u. Dlaczego? Kiedy ogląda pan sztukę bardzo dawną, to podziwia pan jej piękno, ale trzeba uczonych głów, by odszyfrować, o czym ona mówi. Tymczasem, kiedy patrzymy na sztukę Młodej Polski, pierwszą polską wielką sztukę, to wiemy, o czym ona jest. Czasem się mylimy, bo znaczenie symboli się zatarło, ale generalnie wiemy, o co chodzi. To bardzo pomaga w przetrwaniu tych obrazów, że mówią coś ważnego, co pozwala nam poznać czas.
Ma to bez wątpienia sztuka powojenna i ma również sztuka stanu wojennego. Jest wiele bardzo dobrych, bardzo ciekawych rzeczy.
Oczywiście, ale nie tylko, choćby środowisko łódzkiej Galerii „Strych”, którą dziś nazwalibyśmy offem offu, z wystawami Libery czy środowiska Łodzi Kaliskiej.
Kilku malarzy z Modzelewskim czy Sobczykiem – ale nie chcę ich tu wszystkich wymieniać – nie tylko przetrwa próbę czasu, ale od stanu wojennego bardzo się rozwinęło. Wystartowali mocno i to nie siadło, a przecież nie zawsze tak bywa.
Jest ich całkiem sporo, myślę np., że część artystów konceptualnych z lat 70. jest niedoceniona i niedowartościowana aukcyjnie, że wymienię choćby Andrzeja Dłużniewskiego – malarza bardzo inteligentnego, poetę sztuki w zasadzie. Jarosław Kozłowski jest niby artystą bardzo znanym…
Ale on jest doceniony, a Kozłowski nie. Nie chcę mnożyć nazwisk, więc dodam tylko, że niedoceniani byli również artyści w przeszłości, choćby Jan Rembowski, student Wyspiańskiego, bardzo interesujący artysta Jerzy Hulewicz…
Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP
