- Pytanie czy ekonomiści wyciągnęli wnioski po kryzysie jest pytaniem fundamentalnym, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony wzloty i upadki są dla gospodarki wolnorynkowej czymś nieodłącznym. Gdy w jakiejś dziedzinie poprawia się sytuacja, biznes i ludzie mogą lepiej zarabiać, to idą tam inwestorzy. Niestety w końcu następuje przesilenie, spadek, czasem recesja. To jest znany układ - mówi prof. Mączyńska.

- Nieszczęściem dla gospodarki rynkowej są kryzysy, których głębia jest tak znaczna, że niszczy dotychczasowe dokonania. Ostatni taki kryzys mieliśmy w roku 2008. Wcześniej np. w latach 1929-1933, a do tej pory ekonomiści sprzeczają się jakie wnioski wynikały z niego. Według mnie każdy kryzys nas czegoś uczy, ale... za mało. Podzielam opinię jednego z autorów książek o kryzysach, Michaela Lewisa (w PTE wydaliśmy jego „Bumerang”), który twierdzi, że kryzysy będą wracać. Nie brakuje ekonomistów, którzy uważają, że w dodatku będą coraz głębsze - dodaje prof. Mączyńska.

I dodaje, że najważniejsze zadanie to zbadać jakie są czynniki kryzysów i czy można im zapobiegać. - W tym przypadku świat wniosku nie wyciągnął. Jedną z przyczyn kryzysu w 2008 roku były błędne oceny papierów wartościowych dokonane przez agencje ratingowe. Niestety w agencjach nadal oceniany płaci oceniającemu, a ceny są ogromne. Agencje boja się odpływu klientów do konkurencji, która oceni lepiej i dostanie pieniądze.

Jeden z wniosków pokryzysowych dotyczy też reakcji po kryzysie. W niektórych krajach banki mogły liczyć na pomoc państwa, ale np. Islandia postanowiła pomóc ludziom poszkodowanym przez banki, a nie systemowi, bo pomoc systemowi często owocowała jeszcze większymi premiami dla menedżerów.

Prof. Elżbieta Mączyńska na OEES: Z kryzysu w 2008 roku świat nie wyciągnął wniosków