Kluczową rolę w zapewnianiu nam bezpieczeństwa odgrywają dwie ustawy: o ochronie osób i mienia oraz o bezpieczeństwie imprez masowych. Zadaliśmy pytania resortom, których przedstawiciele po zabójstwie Pawła Adamowicza podczas finału WOŚP zabierali głos w tej sprawie. Czy obecne prawo jest dobre i czy trwają prace nad jego zmianą? Ministerstwo Sprawiedliwości przekierowało nas do MSWiA, skąd nie przyszła żadna odpowiedź.

Nie milczy branża ochroniarska. Jej przedstawiciele mówią, że przez ostatni rok nie wydarzyło się niemal nic. Mikołaj Bułat, właściciel agencji ochrony, przekonuje, że władze ograniczyły się do zapowiedzi. Owszem, wzmożono kontrole firm zajmujących się ochroną. – Ale obowiązkiem kontroli objęte są tylko firmy posiadające status SUFO (specjalistyczne uzbrojone formacje ochronne) – mówi. Tymczasem większość agencji ma tylko koncesje (5,7 tys. wobec ok. 890 z SUFO). Jego zdaniem rozwiązaniem byłyby zmiany w ustawie o ochronie osób i mienia, m.in. powrót do państwowych egzaminów i licencji. Bo dziś, żeby zostać kwalifikowanym pracownikiem, wystarczy dostarczyć na policję dokument poświadczający ukończenie komercyjnego kursu.

Paweł Bilko z Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Ochrony podkreśla, że nie stworzono systemu szkoleń i motywacji dla ludzi, by podnosili kwalifikacje. A efekt? Niebezpieczny bałagan. – Komendy wojewódzkie przeprowadziły niedawno kontrolę wśród kwalifikowanych pracowników ochrony, którzy mają obowiązek przejść raz na 5 lat kursy doszkalające. Okazało się, że ponad 1,8 tys. osobom cofnięto uprawnienia, gdy się okazało, że zamiast na szkoleniu były w pracy. Znalazłem też kurs na pracownika ochrony za 200 zł w całości odbywający się przez internet. Jak zdobyć wiedzę z technik interwencyjnych czy obezwładniania tą drogą? – pyta retorycznie.

Choć ustawodawca nie wyposażył samorządów w nowe narzędzia prawne czy organizacyjne, władze lokalne przekonują, że tegoroczne imprezy miejskie, jak sylwester, będą bezpieczne.

W Warszawie teren zabawy będzie strzeżony przez 350 pracowników ochrony i służb informacyjnych. Przy każdym z kilkudziesięciu wejść będzie prowadzana kontrola pod kątem posiadania zabronionych przedmiotów (broni palnej i białej, szklanych opakowań, wyrobów pirotechnicznych, alkoholu, środków odurzających). Straż pożarna wystawi cztery wozy bojowe, zabawę zabezpieczą zespoły medyczne. Wyciągnięto też wnioski z ubiegłorocznej tragedii w Gdańsku. Chodzi o ograniczenia w dostępie do sceny i jej zaplecza. – Droga do nich prowadzi teraz przez kilka bramek. Każda osoba musi posiadać identyfikator pozwalający na wejście do konkretnego miejsca – zapewnia Magdalena Łań ze stołecznego ratusza.

Władze Katowic zabezpieczają noworoczną imprezę, finansując m.in. dodatkowe patrole policji. W Bydgoszczy odbyła się odprawa z udziałem służb bezpieczeństwa, na której omówiono potencjalne zagrożenia. – Nie wskazywały konieczności wprowadzenia dodatkowych zabezpieczeń – mówi Marta Stachowiak, rzeczniczka UM.

Nawet w Gdańsku urzędnicy nie wspominają o szczególnych środkach zabezpieczających. – Imprezy plenerowe na terenie miasta są organizowane na podstawie przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Posiadają pozytywne opinie służb – mówi Olimpia Schneider z magistratu.

Czy podczas finału WOŚP będzie wzmożona czujność? Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy formalnie odpowiada wyłącznie za warszawski finał na placu Bankowym – słyszymy. Pozostałe wydarzenia organizują lokalne sztaby, np. samorządy czy miejskie ośrodki kultury. – Będziemy ich nakłaniać do tego, by nie tylko wypełnić wymogi nałożone przepisami, ale by w miarę możliwości zapewnić jeszcze większe środki bezpieczeństwa – deklaruje rzecznik WOŚP Krzysztof Dobies.

I dodaje, że fundacja nie może nakładać na organizatorów żadnych ograniczeń, bo w świetle przepisów każdy z nich działa na rzecz fundacji we własnym imieniu. Dlatego żadne zmiany w zakresie ochrony imprez masowych nie nastąpią.

„W myśl ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych to do obowiązków organizatora należy m.in. zapewnienie bezpieczeństwa imprezy masowej w miejscu i w czasie jej trwania. Policjanci zapewniają bezpieczeństwo poza obszarem imprezy” – czytamy w nadesłanym przez policję komunikacie.

Grzegorz Sawczak z Polskiego Związku Pracodawców Ochrona mówi, że przepisy wspomnianej ustawy nie są złe. Problem w tym, że nie zawsze się ich przestrzega. Przypomina wydarzenia z niedawnego Biegu Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu. Dwie godziny przed startem policja stwierdziła niewystraczającą liczbę pracowników ochrony, w służbach porządkowych i informacyjnych były osoby w wieku 15 lat. Organizator nie stworzył też stanowiska dowodzenia koordynującego zabezpieczenie imprezy. Mimo że policjanci zobowiązali organizatora do usunięcia nieprawidłowości, ten i tak pozwolił wystartować biegowi.

Przedstawiciele agencji zajmujących się organizacją imprez masowych przyznają, że po tragedii w Gdańsku niekiedy widać wyczulenie. – Przykłada się większą wagę do kontroli identyfikatorów – zauważa Tomasz Kujawski z Vega Management.

Ale to nie jest reguła, bo przy organizowaniu wydarzeń nadal decydującym kryterium jest cena. – Wygrywają najtańsze oferty i potem okazuje się np., że na miejsce stawia się mniej ochroniarzy. Nikt ich nie liczy, urzędy sprawdzają tylko, czy liczba uczestników nie jest za wysoka – dodaje właścicielka jednej z agencji eventowych.

Przepisy mówią wprost: impreza masowa to powyżej 300 osób w budynku i tysiąca – poza nim. Na tysiąc osób bawiących się na powietrzu wymaganych jest 17 pracowników ochrony (z czego 20 proc. to pracownicy kwalifikowani). Im więcej ludzi, tym bardziej koszty rosną. – Znam przypadki, gdy organizator, chcąc zaoszczędzić, zgłasza mniej gości – mówi Grzegorz Sawczak. A np. kluby nie mają obowiązku zatrudniania profesjonalnej ochrony. Wiele bazuje na tym, że na ich terenie odbywa się wewnętrzna cykliczna impreza, co do której nie obowiązują przepisy o imprezach masowych. Raz są to imieniny Janiny, raz Sylwestra. Sawczak zastrzega, że firmy ochroniarskie też nie zawsze grają fair. PZPO prowadzi monitoring umów, które budzą wątpliwości. Na przykład zamówienie publiczne z Katowic, stawka 10,82 zł netto za godzinę. – Jest tak niska, bo agencja pewnie dostaje dofinansowanie z PFRON. To jedyne wytłumaczenie – ocenia. Uważa, że dopóki część branży będzie opierała się na pracownikach z orzeczoną znaczną niepełnosprawnością, nie ma mowy o jej naprawie. ©℗

>>> Czytaj też: Zanim odpalisz fajerwerki policz do 10, póki masz jeszcze wszystkie palce