Niecałe 11 miesięcy zostało do końca okresu przejściowego wyznaczonego na zmniejszenie liczby miejsc w domach dziecka. Od 2021 r. będą bowiem mogły działać tylko te placówki, w których będzie nie więcej niż 14 podopiecznych. Okazuje się, że wiele samorządów zostawiło na ostatnią chwilę przeprowadzanie zmian organizacyjnych pozwalających na dostosowanie się do tego standardu. Potwierdzają to informacje uzyskane przez DGP z urzędów wojewódzkich. Co istotne, żaden z powiatów nie zgłosił im, że nie zdąży przekształcić się w wyznaczonym terminie, więc wygląda na to, że samorządy powinny wygrać tę walkę z czasem.

Prawie rodzinne warunki

Co do zasady zgodnie z art. 95 ust. 3 ustawy z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1111 ze zm.) w placówce opiekuńczo-wychowawczej (z wyjątkiem tej typu rodzinnego) w jednym czasie może przebywać nie więcej niż 14 dzieci. Ten warunek obowiązuje od momentu wejścia w życie ustawy, czyli od 1 stycznia 2012 r.

To oznacza, że po tej dacie liczba miejsc w każdym nowo powstającym domu dziecka nie może przekraczać tej liczby. Dzięki temu placówka ma zapewniać przebywającym w nim podopiecznym warunki pobytu jak najbardziej zbliżone do domowych.

Placówki, które rozpoczęły działalność przed 2012 r. i mogą mieć maksymalnie 30 miejsc, na mocy art. 230 ustawy otrzymały dodatkowy czas na dostosowanie się do wymogu wynikającego ze wspomnianego przepisu. Termin ten mija 1 stycznia 2021 r.

Samorządy miały więc osiem lat na takie przekształcenie domów dziecka, aby spełniały ustawowe standardy. I choć to dużo czasu, w wielu powiatach prace wciąż trwają. Na przykład w woj. mazowieckim wśród 107 placówek jest 35 takich, które zaczęły działalność przed 2012 r., a 31 z nich nie osiągnęło standardu określonego w art. 95 ust. 3 ustawy. Podobnie jest w Warmińsko-Mazurskiem i podkarpackim, w obydwu funkcjonuje po 26 placówek, które powstały do końca 2011 r., a liczbę miejsc zmniejszyło odpowiednio 10 i 11 z nich. W woj. lubelskim 63 proc. domów nie dostosowało się do ustawowych regulacji. W Małopolsce 14 podopiecznych nie ma jeszcze 19 placówek, a na Dolnym Śląsku 15. Nieco lepiej wygląda sytuacja w woj. świętokrzyskim.

– W rejestrze mamy wpisanych 13 placówek, które powstały przed wejściem w życie ustawy o pieczy zastępczej. Pięć z nich jest w trakcie realizacji działań mających na celu spełnienie jej wymogów – mówi Mariusz Pasek, zastępca dyrektora wydziału polityki społecznej i zdrowia Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Czas na usamodzielnienie

Do samorządów, które do końca tego roku muszą zmniejszyć liczbę wychowanków w placówkach, należy m.in. powiat buski.

– Mamy dwa domy dziecka, w których jest po 30 miejsc. Pierwszy zostanie podzielony na dwie mniejsze placówki, które przeprowadzą się do nowego budynku. W drugim przebywa 27 wychowanków, ale część z nich jest pełnoletnia lub wkrótce skończy 18 lat i będzie zaczynać proces usamodzielniania – mówi Andrzej Smulczyński, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Busku-Zdroju.

Podzielenie jednego domu na dwa mające po 14 miejsc planuje też powiat człuchowski, a rozwiązanie polegające na usamodzielnianiu dorosłych mieszkańców placówki wykorzystuje powiat olsztyński.

– Mamy cztery domy, w trzech z nich jest wymagana liczba miejsc. W jednym jest 20 dzieci i nie przyjmujemy tam nowych podopiecznych, nawet wtedy, gdy o wolne miejsca pytają inne powiaty. Do końca roku będziemy przenosić pełnoletnich wychowanków do mieszkań chronionych, gdzie będą mogli się usamodzielniać. Będą się one mieścić w pobliżu placówek – wskazuje Arkadiusz Paturej, dyrektor PCPR w Olsztynie.

Tworzyć kolejne mieszkania chronione dla pełnoletnich wychowanków pieczy zamierza również powiat jaworski.

– Staramy się pozyskiwać chętnych do prowadzenia rodzin zastępczych – zawodowych i niezawodowych, ale jest to trudne zadanie, bo wciąż jest mało chętnych – mówi Izabela Aniołek, dyrektor PCPR w Jaworze.

Reforma do korekty

Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej zwraca uwagę, że niektóre samorządy odpowiednio wcześnie zaczęły przystosowywać się do ustawowych wymagań w zakresie wielkości placówki i pozyskiwały nawet środki z UE na zakładanie małych, przyjaznych dzieciom domków. Jednak są też takie, które z tym zwlekały, wychodząc z założenia, że jakoś dadzą sobie radę.

– Niepokojące jest to, że choć reforma pieczy zastępczej miała sprzyjać rozwojowi rodzinnej opieki i zmniejszać liczbę placówek, paradoksalnie stało się inaczej, bo wiele powiatów wybrało dzielenie domów na mniejsze jako sposób na spełnienie standardów – podkreśla.

Dodaje, że wyraźnie widać to w statystykach. Kiedy w 2012 r. zaczynała obowiązywać nowa ustawa, domów dziecka było 814. W 2018 r. – już 1125.

– Nie do końca przekonuje mnie argument, że nie ma kandydatów na rodziców zastępczych, którzy mogliby zająć się dziećmi ze zbyt dużych placówek. Być może to warunki, jakie się im zapewnia, nie są wystarczająco zachęcające – mówi Joanna Luberadzka-Gruca.

– Nie widzę też jakiejś szczególnej chęci ze strony rządu do podjęcia działań, które mogłyby poprawić obecną sytuację w pieczy zastępczej – podsumowuje.

>>> Czytaj też: Ile trzeba zarabiać, żeby należeć do 1 proc. najbogatszych na świecie?