Pociągi, które wożą powietrze, czyli polska rozrzutność kolejowo-lotniskowa

Nowe wagony PKP Intercity (10). Fot. PKP Intercity/Bartłomiej Banaszak
Wagony PKP Intercity Fot. PKP Intercity/Bartłomiej Banaszak/Media
Choć na głównej trasie z Łodzi do Warszawy w pociągach panuje ścisk, to spółka PKP Intercity skierowała część składów na Okęcie. W efekcie wożą one głównie powietrze

Eksperci ostrzegali, że uruchomienie przez to dziwaczny pomysł. Wszystko przez to, że jadące z zachodu na lotnisko składy omijają główne stołeczne dworce – Zachodni, Centralny i Wschodni. Obawy sprzed pół roku się potwierdziły. Po około dwóch miesiącach kursowania składów frekwencja jest bardzo niska. Spółka PKP Intercity zasłania się tajemnicą handlową i nie chce przekazać danych o biletach. Dziennikarze DGP sami zatem sprawdzili frekwencję – potwierdza się, że połączenie jest mało popularne.

>>> Czytaj też: Polsko-czeskie przyspieszenie z unijnych funduszy. Powstanie nowa trasa transgraniczna

W zeszłym tygodniu w trzech różnych kursach na odcinku przed Warszawą zajętych było tylko od kilkunastu do ponad 20 miejsc siedzących spośród 354. Taką pojemność ma elektryczny pociąg Dart, który skierowano na tę trasę. Jak ustaliliśmy, tylko jedna z sześciu par połączeń ma zapełnienie, które można by uznać za zadowalające. To kurs poranny, który dojeżdża do stolicy przed godz. 9, i powrotny, wyruszający z Warszawy po godz. 17. W poniedziałek tym ostatnim jechało ponad 120 osób, zatem pociąg wypełnił się w ponad jednej trzeciej. W ogromnej większości to nie są jednak pasażerowie jadący z lotniska, tylko pracownicy ogromnego zagłębia biurowego na warszawskim Służewcu, którzy dojeżdżają do stolicy z Łodzi, Skierniewic czy Żyrardowa. – Taka frekwencja w jednym składzie nie uzasadnia uruchomienia kilku połączeń, które w większości wożą powietrze – mówi Bartosz Jakubowski, ekspert ds. transportu z Klubu Jagiellońskiego. Zwraca uwagę, że przy okazji pogorszona została oferta na podstawowej trasie – z Łodzi przez Skierniewice w stronę Warszawy Centralnej. – W tych pociągach panuje ścisk, ludzie nierzadko muszą stać na korytarzach. Często jeździ nimi 300–400 osób – zaznacza. Przypomina, że powinno się polepszyć ofertę na podstawowej trasie z Łodzi do Warszawy, bo wciąż jest ona gorsza niż przed remontem tej linii, który był prowadzony w latach 2006–2016. Przed modernizacją pociągi jeździły regularnie co godzinę, a w godzinach szczytu co pół godziny. Teraz ten rytm jest mocno zaburzony. W rozkładzie są nawet dwugodzinne przerwy. Jeśli ktoś z Warszawy wybiera się na jeden dzień do Łodzi i ucieknie mu pociąg powrotny o godz. 17.23, to następny ma dopiero o godz. 19.15. Za to zaledwie cztery minuty po tym pierwszym pociągu odjeżdża skład w kierunku Lotniska Chopina, którym zainteresowanie jest nikłe.

>>> Cały tekst przeczytasz w środowym wydaniu Dzienniku Gazety Prawnej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Krzysztof Śmietana
Krzysztof Śmietana
Dziennikarz w DGP. Pisze głównie o transporcie, dużych inwestycjach publicznych, branży budowlanej a czasem także o motoryzacji
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPociągi, które wożą powietrze, czyli polska rozrzutność kolejowo-lotniskowa »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj