W maju − zdaniem specjalistów − nastąpi szczyt zachorowań. Państwo nie jest więc w stanie zagwarantować bezpieczeństwa ani głosującym, ani członkom komisji wyborczych. Uważam, że wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o utrzymaniu majowego terminu to skrajna nieodpowiedzialność. Jak on to sobie wyobraża? I przede wszystkim, co wówczas z frekwencją? Ludzie będą się bać o siebie i swoich bliskich. Z oczywistych powodów nie będą chcieli pracować w komisjach. A ponadto jak w obecnej sytuacji mielibyśmy kontynuować kampanię i przeprowadzać równe wybory? Już dziś Polacy mają ograniczony kontakt z kandydatami opozycji. Bo z pewnością nie dowiedzą się niczego o nas z telewizji publicznej. A nawet jeśli, to tam usłyszą jedynie manipulację i kłamstwa na nasz temat.
Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej to odpowiedzialność rządu. A rejestracja kandydatów wciąż trwa i nie wiemy, kto jeszcze złoży 100 tys. podpisów w PKW. 26 marca będziemy mieć pewność.
Z wypowiedzi − panów Hołowni, Kosiniaka-Kamysza, Biedronia czy Bosaka − wynika, że – podobnie jak ja − uważają, że w takim momencie nie powinniśmy prowadzić kampanii, tylko rozwiązywać bieżące problemy. Trzeba pilnie zająć się zabezpieczeniem lekarzy, personelu medycznego i służb pracujących w warunkach podwyższonego ryzyka. Trzeba ratować gospodarkę i udzielić koniecznego wsparcia przedsiębiorcom i pracownikom. To są zadania na teraz. Tu zwyczajnie nie ma miejsca na rywalizację wyborczą. Tę prowadzi dziś tylko jeden kandydat i to nie jest w porządku. PiS za wszelką cenę prze do wyborów, bo jest przekonany, że dla Andrzeja Dudy to jedyna szansa, żeby wygrać. W sytuacji zagrożenia ludzie w sposób naturalny dają większy kredyt zaufania rządowi, lecz nie na zawsze. To zaufanie szybko się weryfikuje.
We Francji wstrzymano drugą turę wyborów lokalnych. Inne kraje też podejmują decyzję o przełożeniu. W Polsce w kilka najbliższych niedziel mają odbyć się w wielu miejscowościach wybory uzupełniające i referenda. Członkowie komisji wyborczych rezygnują w obawie o zdrowie i życie. Jest problem ze znalezieniem chętnych, czemu się w ogóle nie dziwię. Po co nam taka fikcja?
>>> Czytaj również:Poradnik racjonalnego wyborcy [OPINIA]
To świadczy tylko o tym, że zawiesiłam kampanię wyborczą. Zrobili to także pozostali kandydaci, oprócz Andrzeja Dudy. Rządzący prowadzą dziś dziwną grę z nami i z obywatelami, odwlekając decyzję o przełożeniu terminu wyborów. Gra polityczna w tym trudnym dla Polaków czasie świadczy źle o tych, którzy ją prowadzą.
Po pierwsze, ok. 170 mld zł będzie pochodzić z banków komercyjnych. To kredyty, które przedsiębiorcy będą musieli spłacić, razem z odsetkami, które owszem, będą dość niskie, bo stopy procentowe na całym świecie są bardzo niskie. Po drugie, nie ma żadnej realnej pomocy dla pracowników, którzy już dzisiaj dostają wypowiedzenia. Po trzecie, od początku mówiłam, że należy zrezygnować ze składek ZUS, a nie odraczać o dwa−trzy miesiące, jak chciał rząd. Cieszę się, że w końcu moja propozycja wzięła górę, chociaż tu ważne są warunki, jakie musi spełnić przedsiębiorstwo. Moje propozycje zawarte w pakiecie bezpieczeństwa przewidują pomoc dla wiele większej grupy przedsiębiorstw. Rząd nie odracza razie też wprowadzenia PPK w małych firmach, nie zawiesza nowych podatków, np. podatku cukrowego, nie daje dostępu do subkont VAT, o co apelują przedsiębiorcy. A wniosek o odroczenie składek na ZUS stał się już karykaturą, bo zamiast pomocy, przedsiębiorcy otrzymali kolejne obciążenia biurokratyczne.
Koszt pomocy na te najbliższe trzy miesiące to ok. 68 mld zł.
To dużo więcej niż daje rząd. Po pierwsze, nasza pomoc jest bezzwrotna. To środki budżetowe, a nie gwarancje i kredyty, które także są potrzebne, ale gotowe rozwiązania mamy już w przygotowanej przez PO w 2009 r. ustawie antykryzysowej. Wystarczy drobna zmiana. Po drugie, nasza pomoc jest szybka, udzielana na podstawie oświadczenia przedsiębiorcy. Czas na weryfikację będzie na koniec roku. Zaletą pakietu bezpieczeństwa jest to, że obejmuje proste i szybkie do wprowadzenia rozwiązania. Trzeba oczywiście znowelizować budżet, a także wykorzystać środki, które UE przeznaczyła na walkę z koronawirusem. To trzeba zrobić już, później przyjdzie czas na kolejne decyzje. Musimy obserwować rozwój sytuacji i odpowiednio reagować. Na pewno nie można zwlekać z pomocą.
Ta propozycja obejmuje dwa tygodnie marca, bo wtedy zaczęły się ograniczenia. W kolejnych miesiącach proponujemy już pensję minimalną w pełnej wysokości, czyli 2600 zł. Nasze wyliczenia obejmują trzy miesiące, mamy nadzieję, że po tym czasie epidemia, a raczej jej nasilenie, zacznie ustępować. To rozwiązanie, które ma zapobiec popadaniu ludzi w ubóstwo, dlatego że nie ze swojej winy ani z winy pracodawców nie mogą świadczyć pracy. Trzeba im pomóc teraz, by po szczycie epidemii mogli wrócić do pracy.
>>> Czytaj również:Koronapolityka. W czasach epidemii trudno cokolwiek przewidzieć
