Cały Rzym jest pusty. Fontanna di Trevi pusta. Tamten świat się skończył [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 maja 2020, 09:15
Cały Rzym jest pusty. Fontanna di Trevi pusta. Tamten świat się skończył [WYWIAD]
DGP
Cały Rzym jest pusty. Fontanna di Trevi pusta, Schody Hiszpańskie puste, przy Koloseum nie ma nikogo. Tamten świat się skończył - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Magdalena Wolińska-Riedi, korespondentka TVP w Rzymie.

Jakie wsparcie?

Nie, na razie nie potrzebuję. Poza tym, nie ma takich standardów. Zaraz na początku epidemii, kiedy we Włoszech diagnozowano codziennie tysiące nowych zarażonych, a w Polsce jeszcze był spokój, mój szef zaproponował, że jeśli się boję, to mogę wrócić do Polski, bo była ta akcja „Lot do domu”... No ale przecież mój dom jest w Rzymie, tu jest moja rodzina, moje dzieci, tu funkcjonuję od lat. Miałam jednak wybór, to był ważny gest ze strony TAI.

Wiem, pracowali w trudnych warunkach.

Od 23 lutego można powiedzieć, że to są trudne warunki.

Prawie reporterką wojenną? To pani chciała powiedzieć? W pewnym momencie rzeczywiście pomyślałam sobie: Jezus, Maria, jesteśmy na wojnie. Odcięci, odizolowani. I nie wygrywamy, bo z godziny na godzinę wróg staje się silniejszy. Przez lata relacjonowałam codzienne wydarzenia włoskie, uroczystości w Watykanie, przygotowywałam materiały z pielgrzymek papieskich. Było spokojnie.

Tak, i zostałam po zmianach. W 2016 r. zostałam rzucona na głęboką wodę. Ziemia się pode mną trzęsła. Nie w przenośni. Kilka metrów ode mnie pękła. Na ulicy pojawiła się 40-centymetrowa szczelina. Relacjonowałam wtedy sytuację po trzęsieniu ziemi w Amatrice, w środkowych Włoszech. Potem wszystko wróciło do normy. W 2017 r. był jeszcze kryzys migracyjny na środku morza, na południe od Lampedusy. I znowu spokój. I raptem 21 lutego informacja, że jest Włoch z koronawirusem. Człowiek, który nie był nigdy w Chinach, nie miał kontaktów z kimś stamtąd. Nie przejęłam się tym za bardzo. Poza tym to gdzieś daleko, na północy Włoch, a ja mieszkam tuż przy Watykanie. Dwa dni później była niedziela, ostatnia niedziela miesiąca. Tysiące ludzi. Wszyscy czekają, żeby wejść za darmo do Muzeów Watykańskich. Idę ulicą, patrzę, naprzeciwko mnie dziewczyna z walizeczką na kółkach. Zaczynamy rozmawiać. Pytam ją, czy się nie boi, bo przecież na północy już niebezpiecznie, ludzie zaczynają umierać, a ona, że właśnie przyjechała z Padwy. I jeszcze, że jej mama pracuje w szpitalu, w którym już trzy osoby umarły na COVID-19. I stanęła w kolejce do muzeów. Dopiero po chwili do mnie doszło, co się wydarzyło, że tak właśnie przenosi się wirus. Wieczorem już byłam w Lombardii. A tam z dnia na dzień coraz więcej zakażonych, coraz więcej zgonów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Magazyn - eDGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj