Dodatkowo wczorajsza sesja oznacza, że S&P500 z impetem przekroczył 5-miesięczną linię trendu spadkowego. Jeżeli dziś sytuacja się diametralnie nie pogorszy i nie dojdzie do zmasowanej realizacji zysków inwestorzy dostaną jasny sygnał, że marcowe dołki są już za nami i trzeba liczyć się z kolejnymi kilkoma tygodniami spokoju. Najważniejsza będzie reakcja na dzisiejsze dane z rynku pracy, które zgodnie z ostatnimi informacjami powinny być gorsze od prognoz. Jeżeli faktycznie będą słabsze i zobaczymy dalsze wzrosty to byki poczują się niepokonane. Widzieliśmy to już wczoraj kiedy nastroju optymizmu nie popsuła nawet ilość nowych bezrobotnych w Stanach, która wzrosła do 669 tysięcy, co było najwyższym tygodniowym spadkiem ilości zatrudnienia od 1982 roku. W sumie w USA na zasiłku jest już 5,73 mln osób, ale wczoraj nie miało żadnego znaczenia.

Dla wczorajszych wzrostów marginalne znaczenie miały też informacje ze szczytu G20, gdzie ustalono zwiększenie międzynarodowej pomocy do walki z recesją o 1,1 biliona dolarów oraz zgodne z prognozami dane o zamówieniach przemysłowych w Stanach. Zamówienia, które za kilka miesięcy przełożą się na wzrost produkcji wczoraj wzrosły o 1,8 proc. i jest ich to pierwsza pozytywna zmiana do lipca. 

Znacznie lepiej od amerykańskich zachowały się wczoraj rynki europejskie. Początek czwartkowej sesji przyniósł wzrosty indeksów. WIG20 przy dużych obrotach zyskiwał 4 proc. i podobnie jak pozostałe zachodnie parkiety nie wykazywał nawet najmniejszych oznak osłabienia. Bardzo dobrze przez cały dzień spisywał się sektor bankowy. W końcówce doszło nawet na niektórych akcjach banków do prawdziwego szaleństwa zakupów. Dzięki temu BRE zyskał 13 proc., a PEKAO prawie 12 proc. W puli największych spółek niekwestionowanym liderem procentowych wzrostów był Bioton zyskujący 22 proc. Przy absolutnej bierności podaży WIG20 zakończył dzień 7 proc. wzrostem i była to najlepsza sesja w tym roku.

Optymizm nawet na sekundę nie zmalał po komunikacie ECB, który zaskoczył rynek obniżając stopy procentowe o zaledwie 25 pkt., a nie prognozowane 50 pkt. Decyzja wywołała chwilowe ruchy na rynku walutowym i umocniła euro, a bank argumentował ją faktem, że stopy i tak są historycznie najniższe, a w przypadku pogorszenia się sytuacji ECB chce mieć jeszcze pole manewru. Od samej decyzji ciekawsza była konferencja prezesa ECB, na której powiedział, że dzięki pakietom stymulującym oczekuje poprawy gospodarczej jeszcze w tym roku, a w 2010 roku kryzys powinien się skończyć.

Wczorajsze zakończenie z euforyczną końcówką z rana może wprowadzić niewielkie zamieszanie. Realizacja zysków kusi, ale bardziej pociągającym celem dla byków jest poziom 1650 pkt., czyli szczytu z 26 marca. Po wczorajszym rajdzie aż prosi się on o przetestowanie, a że jest w odległości jednego procenta potrzeba niewielkich sił aby umieścić przy nim indeks. Na tej wysokości można oczekiwać na reakcję amerykańskich rynków na dane i jeżeli będzie pozytywna byki zakończą cały tydzień z przytupem.