Stress testy pokażą, jak egzamin ze sztuki przetrwania w ciężkich czasach zdadzą m.in. Citigroup, Bank of America, GMAC czy Metlife, JP Morgan Chase, Goldman Sachs. Jeśli wynik będzie negatywny, bank będzie musiał szybko szukać kapitału

Natomiast jaka część wyników stress testów zostanie podana do publicznej wiadomości – jeszcze nie wiadomo. Nadzór spiera się o to z amerykańskim departamentem skarbu. Problemem są wyniki i ich interpretacja, która – o to są właśnie obawy – może zaszkodzić niektórym instytucjom, i tak już osłabionych kryzysem. A stress testy będą miarą, czy instytucje kredytowe mają wystarczająco duże kapitały, by przeżyć obecny kryzys.

Stress testy mogą wpędzić w stres

Bloomberg zwraca uwagę, że jeśli wszystkie banki przejdą test, wiarygodność badania może być zakwestionowana. Jeśli natomiast część okaże się słabsza – to ci gorsi mogą być zmuszeni do skorzystania z większej pomocy rządu. Za dodatkową pomoc, to nieuniknione, grozi kara ze strony klientów i inwestorów.

To jednak tylko początek – po publikacji wyników kolejnym etapem może być zamiana pożyczek udzielonych bankom przez amerykański rząd na akcje tych banków.

Banki niby mają lepsze wyniki…

Co prawda wyniki banków po pierwszym kwartale pchnęły indeksy w górę, ale ekonomiści mają wątpliwości, czy te optymistyczne dane są wartością trwałą. Citigroup dostał już 45 mld dolarów pomocy z kieszeni amerykańskiego podatnika i po pierwszym kwartale chwalił się, że ma 1,6 mld dolarów zysku.

To jednak efekty transakcji na papierach wartościowych oraz zabiegów księgowych, z których mogą korzystać amerykańskie firmy przeżywające trudności. I może się okazać po publikacji wyników stress testów, że bank będzie potrzebował większej pomocy. Zdaniem cytowanego przez Bloomberga Christophera Whalena, dyrektora zarządzającego w kalifornijskim Institutional Risk Analytics, Citigroup, trzeci co do wielkości amerykański bank pod względem aktywów, znajdzie się w „stresstestowym” rankingu jako jeden z najgorszych.

Ale testów nie przejdą wszyscy

Także ekonomiczny noblista Michael Spence nie spodziewa się, by wszystkie banki przeszły testy. W wywiadzie dla Bloomberg TV powiedział, że byłby „bardzo zdziwiony”, gdyby wszystkie testowane banki zdały egzamin.

Meredith Whitney, była analityczka Oppenheimer & Co (która wsławiła się swoimi przewidywaniami m.in. cięcia dywidendy przez Citigroup już w październiku 2007, trzy miesiące przed taką właśnie decyzją banku) zapowiada, że po niezłych kwartalnych wynikach za pierwszy kwartał banki powrócą znów do publikacji gorszych danych w następnym kwartale. 

To wiąże się z ograniczaniem działalności kredytowej. I tak w tej chwili kredyt konsumencki w USA jest na najgorszym poziomie od grudnia 1992 r. Meredith Whitney (obecnie w Meredith Whitney Advisory Group) przewiduje, ze Citigroup ograniczy przynajmniej o pół miliarda dolarów linie kredytowe, zaś w kartach kredytowych ograniczy limity o 2,7 bln dolarów). Także w odniesieniu do Bank of America pani Whitney nie ma dobrych prognoz.

Będzie pretekst do nacjonalizacji

Akcjonariusze i klienci są już zmęczeni nieskutecznymi zarządami. Także amerykański rząd. Sekretarz Skarbu Timothy Geithner mówił już na początku kwietnia, że jest gotów zmienić władze w Citigroup.

Richard Ferlauto z American Federation of State, County and Municipal Employees, która zarządza składkami emerytalnymi 1,6 mln swoich członków, wypalił wprost: jeśli jest jakaś galeria niesławy (Hall of Shame), to Citi powinien się w niej znaleźć. Akcjonariusze – jak relacjonował Bloomberg – zaczęli się też burzyć przeciwko menedżerom Bank of America. BoA, podobnie jak Citi, też skorzystał z 45 mld dolarów rządowej pomocy.

Wyniki stress testów mogą więc być niezłym pretekstem do nacjonalizacji, która pozwoli bankom – z jednej strony – nie zwracać pomocy publicznej. Z drugiej strony amerykański rząd będzie mógł w przyszłości sprzedać posiadane akcje banków, odzyskując pieniądze podatników. Taką możliwość wskazywał w miniony poniedziałek The New York Times, cytując anonimowe źródła rządowe.

Administracja nie chce już dawać bankom pieniędzy

Przedstawiciele administracji Baracka Obamy zapowiedzieli także, że chcą uniknąć zwracania się do Kongresu o dodatkowe pieniądze dla banków. Wskazują, że po pieniądze trzeba wybrać się do prywatnych inwestorów, a jeśli ktokolwiek będzie potrzebował dodatkowych środków, to – jak powiedział sam prezydent – zostanie drobiazgowo rozliczony.

Jednocześnie, o czym pisał Financial Times, również z powołaniem się na źródła rządowe, rząd może utrudnić bankom zwracanie pieniędzy z już udzielonej publicznej pomocy. Zasady są bowiem takie – pomoc rządową można zwrócić, jeśli regulator uzna, że dana instytucja jest w dobrym stanie. Jeśli nie - może zakazać zwrotu pożyczki.

Kilka mniejszych banków już zwraca rządową pomoc. Kilku większym – w tym JP Morgan Chase – powiedziano, że muszą poczekać do publikacji wyników stress testów. A to może oznaczać, że amerykański rząd chce rzeczywiście wykorzystać obecny kryzys do rozejrzenia się dokładniejszego po bankach nie tylko za pośrednictwem nadzoru, lecz także jako właściciel.

Rząd staje się właścicielem

Potencjalna zamiana pomocy publicznej na akcje oznacza, że amerykański rząd stanie się ważnym akcjonariuszem wielu olbrzymich instytucji finansowych. I będzie mógł decydować o – chociażby – losach rad nadzorczych i zarządów.

O tym, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny świadczą losy Citigroup. Już w lutym tego roku amerykański departament skarbu sygnalizował, że będzie chciał zamienić posiadane akcje preferencyjne, bez prawa głosu (które otrzymał za miliardy dolarów pomocy publicznej) na akcje zwykłe. Już z prawem głosu. Także do zmiany władz. 36 proc. udziały rządu federalnego w Citigroup (taki byłby skutek zamiany akcji preferencyjnych na zwykłe) dałyby taką możliwość.

Bo w bankach, mimo dobrych wyników po pierwszym kwartale, nie dzieje się dobrze. JP Morgan Chase właśnie oszacował, że prawdopodobnie pojawi się dodatkowa strata – 400 mld dolarów – z powodu toksycznych aktywów. Banki będą musiały odłożyć na rezerwy około 215 mld dolarów związanych z 2,1 biliona kredytów hipotecznych, które nie były sekurytyzowane – wynika z opracowania nowojorskich analityków kredytowych. Grupa analityków uznała, ze banki mogą potrzebować dodatkowe pomocy ze strony rządu.

W maju może się więc okazać, że w działających w Polsce takich instytucjach jak Citibank czy ubezpieczyciel MetLife pojawią się jako akcjonariusz amerykańskie instytucje publiczne. Pierwszy taki przypadek już jest. Z powodu kryzysowej sytuacji w amerykańskim AIG i przejęcia większości udziałów w AIG przez amerykański rząd, akcjonariuszami polskich spółek grupy stanie się Bank Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku.

Nowojorski Fed i AIG Credit Facility Trust, zgodnie z decyzją Komisji Nadzoru Finansowego, mają na to czas do końca kwietnia tego roku na przejęcie kontroli nad polskimi spółkami AIG - Amplico Life i AIG Polska TU. Pod koniec marca KNF wydała zezwolenie dla nowojorskiego Fed także na przejęcie AIG Bank Polska.