Aby otworzyć salon optyczny, nie trzeba mieć żadnych specjalnych uprawnień. Wystarczy dobry punkt, najlepiej w centrum miejscowości. Na uruchomienie działalności potrzeba ok. 200 tys. zł. Tyle wystarczy na mały punkt sprzedaży. W przypadku nowoczesnego sklepu wraz z gabinetem okulistycznym samo wyposażenie będzie jednak kosztować ponad 200 tys. zł. Eksperci przekonują jednak, że inwestycja szybko się zwróci, ponieważ klientów nie brakuje. Polacy mają coraz więcej problemów ze wzrokiem, poza tym wkrótce i w naszym kraju zapanuje trend, z jakim mamy do czynienia w krajach zachodniej Europy, gdzie okulary statystycznie wymienia się co 24–36 miesięcy, a nawet częściej.

– Okulary to także kwestia urody i mody, a ta zmienia się jeszcze częściej – żartuje Waldemar Jakubowski z poznańskiego zakładu optycznego.

Wolne 30 proc. rynku

W Polsce działa 2300–2500 salonów optycznych. Dynamika rozwoju tego rynku utrzymuje się na stałym poziomie. Szacuje się, że w ciągu roku powiększa się on o około 100 salonów tego typu. W najgorszym wypadku mamy do czynienia ze stabilizacją. W skali roku zamyka się około 200 takich placówek, ale przybywa 200–300 nowych.

– W zdecydowanej większości są to pojedyncze, prywatne, małe salony – tłumaczy Magdalena Lis, redaktor czasopisma „Świat Okularów”.

Obiekty znanych i dużych zachodnich sieci zdobywają jednak rynek, zwłaszcza w największych aglomeracjach.

– Wciąż jednak dla małych, niezależnych firm działalność w tej branży jest atrakcyjna – podkreśla nasza rozmówczyni.

Według niej rynek optyczny ma spory potencjał.

– W Polsce coraz większa jest bowiem populacja osób starszych – dodaje.

Osoby te należą do grona stałych klientów zakładów optycznych. Rośnie także liczba młodych z wadami wzroku. Generalnie problemy takie ma prawie 40 proc. Polaków. Lekarze okuliści są zgodni, że w najbliższym czasie sytuacja się nie poprawi. Chorobom wzroku sprzyjać bowiem będą nieumiarkowane korzystanie z komputerów oraz nadmierne oglądanie telewizji. W tym kontekście profesjonalne salony optyczne jawią się jako perspektywiczne biznesy. Tym bardziej że branża szacuje, iż wciąż do zagospodarowania jest nawet 1/3 rodzimego rynku.

Zdaniem ekspertów te ponad 30 proc. rynku to klienci bazarów, ulicznych straganów, stacji benzynowych czy aptek, w których kupują okulary gotowe. Sprzedawane tam produkty nie korygują wad wzroku. Wcześniej czy później klienci ci trafią więc do salonu optycznego.

Popyt na usługi kompleksowe

Aby do niego trafili, musimy otworzyć sklep w odpowiednim miejscu – lokalizacja w tym przypadku jest bardzo ważna. Rodzime firmy optyczne przegrywają z zagranicznymi sieciami sprzedaży okularów na razie tylko w większych miastach. Sieci optyczne od kilku lat koncentrują swoją działalność w największych aglomeracjach, choć m.in. dzięki sieci franczyzowej coraz częściej zaglądają do mniejszych miejscowości.

Najlepiej, gdy zakład mieści się w centrum handlowym, przy ruchliwym pieszym ciągu komunikacyjnym, a także w bezpośredniej okolicy przychodni bądź gabinetu okulistycznego. Wówczas klient będzie mógł przy okazji zakupów lub wychodząc od lekarza, podejść od razu do salonu w celu realizacji recepty na okulary.

Nasz lokal powinien być widny i mieć nie mniej niż 70–100 mkw. Znaleźć powinny się tam co najmniej trzy, cztery osobne pomieszczenia – sala ekspozycyjno-sprzedażowa (30–100 mkw.), warsztat (10–30 mkw.), pokój socjalny (3–5 mkw.), magazyn oraz opcjonalnie gabinet okulistyczny (15–35 mkw.).

Salon optyczny uruchomić może praktycznie każdy.

– Niepotrzebne są żadne specjalne uprawnienia ani fachowa wiedza. Nie trzeba kończyć studiów medycznych. Wystarczy lokal i pieniądze – wyjaśnia Joanna Wójcik, dyrektor biura Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej.

Jak tłumaczy, nie ma również wymogów co do wyposażenia takiego zakładu.

– Mogą znaleźć się w nim same stojaki na oprawki albo też profesjonalny sprzęt do badania oczu. Wszystko zależy od koncepcji inwestora – zaznacza.

Jedyną barierą są zatem koszty. A te – zwłaszcza w przypadku sklepu połączonego z gabinetem okulistycznym – mogą być bardzo duże.

Otwarcie samego sklepu jest więc tańsze, ale nie sprzyja pozyskiwaniu klientów. Jak przekonuje Joanna Wójcik, nie trzeba wcale badać wzroku na miejscu, bo klienci mogą to zrobić przecież w przychodni.

– Do salonu przyjdą tylko zrealizować receptę – tłumaczy.

Jednak standardy przyjęte przez wielkie sieci salonów optycznych sprawiły, że wiele osób poszukuje usługi kompleksowej – badania i wykonania okularów w jednym miejscu.

Głównym naszym zadaniem będzie wykonywanie okularów korekcyjnych według recepty okulisty, a także ustalanie typu soczewek, naprawa okularów na zlecenie klienta oraz dobór oprawek według jego życzeń. Oprócz ekspozytorów, mebli i luster (wydatek co najmniej kilkunastu tysięcy złotych) musimy zakupić zatem specjalne maszyny do naszej pracowni. Urządzenie do obróbki i szlifowania szkieł, dioptriomierz oraz rowkarka, wiertarka optyczna, polaryskop, centroskop, a także odzież ochronna będą kosztować nas około 20 tys. zł. Za używany sprzęt zapłacimy około 10 tys. zł. Gdy w sklepie będziemy oferować możliwość skorzystania z badania wzroku, wówczas musimy już nie tylko wygospodarować powierzchnię na gabinet, ale zatrudnić okulistę, a przede wszystkim zakupić sprzęt okulistyczny. To znacząco podniesie, a wręcz zaważy na kosztach działalności. Wyposażenie gabinetu w frontofokometr, foropoter, autorefraktometr, oftalmoskop, ciśnieniomierz, wziernik, tonometr, lampę szczelinową, projektor tablic okulistycznych itp. to wydatek rzędu 100–200 tys. zł. Na sprzęt okulistyczny i do pracowni optycznej wydamy w sumie więc 110–220 tys. zł.

To jednak nie koniec kosztów. Zatrudnienie optyka, sprzedawcy i ewentualnie okulisty to miesięczne obciążenie budżetu salonu na poziomie 10–15 tys. zł. Do tego dochodzą wydatki związane z wynajmem lokalu, mediami (prąd, woda) – czyli kolejne minimum 10–15 tys. zł. Podstawowym kosztem będzie jednak odpowiednie zamówienie towarów.

Zyski liczone w milionach

Na co dzień będziemy dokonywali zakupu oprawek i soczewek u producenta lub w hurtowni bądź też zamawiali wykonanie specjalnych soczewek w laboratorium. W ofercie powinniśmy mieć szeroki wybór tych produktów, dotyczy to zwłaszcza oprawek. Na półce muszą znaleźć się standardowe, klasyczne modele, ale również najmodniejsze fasony, także te uznanych projektantów. Zapewnimy w ten sposób różnorodność wzorów, ale także zróżnicowanie cenowe. W sprzedaży posiadać należy zatem najtańsze oprawki za 40–60 zł, ale i te najdroższe – za 1000–2000 zł i więcej. Najczęściej kupowane są jednak te w przedziale cenowym 150–350 zł.

Niezbędne wyposażenie

W sklepie powinniśmy mieć minimum kilkaset sztuk różnych szkieł (za 25–50 zł), 200–300 par okularów słonecznych (za 100–200 zł), ponad tysiąc oprawek do okularów korekcyjnych (40–2000 zł), soczewki kontaktowe oraz szeroką gamę akcesoriów optycznych (futerały do okularów, płyny do czyszczenia soczewek okularowych, płyny do konserwacji i pielęgnacji soczewek kontaktowych, łańcuszki, ściereczki). Trzeba być przygotowanym, że zgromadzenie takiego asortymentu obciąży nasz budżet kwotą ponad 200 tys. zł.

W sumie więc na uruchomienie działalności w tej branży potrzeba nawet 310–420 tys. zł (w przypadku salonu bez gabinetu okulistycznego będzie to 210 tys. zł).

Biorąc pod uwagę fakt, że produkcja oprawek okularowych jest bardzo prosta i tania – wytworzenie plastikowych kosztuje nawet 5 zł, a metalowych 10 razy więcej – widać, że salon optyczny może się opłacać.

– To dobry biznes – potwierdza Magda Lis.

Jak dodaje, średni zarobek na oprawkach to 100 proc. Podobnie jest zresztą w przypadku szkieł. Oczywiście nie mamy co rywalizować pod tym względem z ulicznymi handlarzami okularów gotowych oraz słonecznych. Szacuje się, że w ten sposób w ciągu roku sprzedaje się nawet ponad dwa miliony produktów, pochodzących głównie z Chin. Zyski liczone są w milionach dolarów.

My mamy jednak szansę na zarobek rzędu 9 tys. zł. Na takie dochody mogą pozwolić sobie jednak salony, które obsługują najmniej 10 klientów dziennie. W małych zakładach często po okulary przychodzi znacznie mniej osób. Zarobki w takiej sytuacji mogą być na poziomie 3 tys. zł.

OKULARY SŁONECZNE

Choć to biznes raczej sezonowy, to przychody ze sprzedaży takiego asortymentu, i to tylko od maja do września, mogą w niektórych przypadkach równać się nawet z całoroczną sprzedażą tradycyjnych oprawek i szkieł korekcyjnych. Marża na takich produktach u optyka to ponad 100 proc. Pod względem liczby sprzedanych sztuk i zysków salony przegrywają jednak z ulicznymi sprzedawcami (ci na jednej parze zarabiają 400–500 proc.).

Okularów słonecznych, według TNS OBOP, używa ponad połowa Polaków (w zdecydowanej większości ludzie młodzi). Częściej sprzedamy je osobom wykształconym. Świadomość konieczności ochrony oczu przed promieniowaniem słonecznym największa jest bowiem w grupie z wykształceniem wyższym (ponad 73 proc.). W okulary słoneczne inwestuje siedem na dziesięć osób z wykształceniem średnim – wynika z badań. Dla porównania na ciemne szkła decyduje się tylko co trzecia osoba z wykształceniem podstawowym i niemal co druga po szkole zawodowej. Częściej po taką ochronę oczu sięgają kobiety (56 proc.) niż mężczyźni (47 proc.).

Z badania Omnimas wynika także, że osoby używające okularów korekcyjnych (poprawiających jakość widzenia) rzadziej używają okularów przeciwsłonecznych. Przyczyny tego zjawiska mogą być następujące: niewygoda wynikająca z konieczności zamontowania do okularów korekcyjnych specjalnej nakładki ze szkłami przeciwsłonecznymi, stosowanie tzw. fotochromów (szkieł, które przyciemniają się pod wpływem słońca), niewygoda noszenia przy sobie jednocześnie dwóch par okularów – korekcyjnych i przeciwsłonecznych.

Na zachodzie Europy okulary słoneczne dobrych, markowych producentów są niezwykle popularne. W Polsce wciąż dominują tanie modele z Chin i podróbki. – To z czasem będzie się jednak zmieniać. Takie szkła nie dają żadnej ochrony przed promieniowaniem UV, a świadomość społeczeństwa w tej kwestii stale rośnie – podkreśla Waldemar Jakubowski z poznańskiego zakładu optycznego.

Coraz więcej osób będzie kupować zatem droższe, lepsze okulary słoneczne. I to więcej niż tylko jedną parę. Na razie kilkoma parami może pochwalić się tylko 41 proc. Polaków (27 proc. ankietowanych przez TNS OBOP ma ich dwie, 9 proc. – trzy, a 5 proc. – cztery lub więcej). Grubo ponad połowa z nas ma jednak tylko jedną parę takich okularów.

OKULARY KOREKCYJNE I SOCZEWKI KONTAKTOWE

To podstawa naszego przyszłego biznesu. To właśnie po takie szkła i oprawki do nich zgłaszać się będzie większość klientów. Szacuje się, że ok. 2 mln osób co roku kupuje okulary za 100–200 zł. To także najbardziej kosztowna część tej działalności. 45 proc. używających ich wymienia co 2–3 lata. 8 proc. robi to nawet co roku. Polacy częściej noszą okulary korekcyjne z powodu dalekowzroczności (42 proc.) niż krótkowzroczności (36 proc.). Na ich zakup najczęściej decydują się osoby starsze, kobiety oraz mieszkańcy miast – wynika z badania Omnimas, przeprowadzonego przez TNS OBOP.

Prowadząc sprzedaż szkieł korekcyjnych, warto wprowadzić do oferty podstawowe badania gabinetu okulistycznego. Za badanie pola widzenia czy pomiar i korekcję ostrości wzroku możemy wziąć po 80 zł.

Soczewki kontaktowe to margines działalności. Pośród 1005 osób ankietowanych przez TNS OBOP tylko osiem używało takich soczewek. Mała popularność związana jest m.in. z ich wysokimi kosztami. Cena doboru mocy soczewek kontaktowych to około 60 zł. Za ich aplikację możemy żądać kolejnych 70–80 zł.