Danone rezygnuje z przynoszącego same problemy wspólnego przedsięwzięcia ze spółką Wahaha, czołowym producentem napojów w Chinach, kończąc mocno nagłośniony spór handlowy, który wywołał napięcia polityczne między Paryżem i Pekinem.



Firmy toczyły ze sobą kilkanaście sporów prawnych od kwietnia 2007 roku, kiedy Danone oskarżył spółkę Wahaha i jej chińskiego założyciela, Zong Qinghona, o prowadzenie lukratywnych równoległych biznesów.

Danone otrzyma około 300 mln euro od swego partnera za 51 proc. udziału w joint venture – którego wartość księgowa wynosi 380 mln euro – oraz zrezygnuje w przyszłości z jakikolwiek roszczeń do marki handlowej Wahaha – twierdzą osoby zaznajomione ze sprawą. Porozumienie kładzie również kres wszystkim postępowaniom prawnym, jakie toczyły się między obu stronami.

Zdaniem analityków ugoda pozwoli francuskiej grupie skoncentrować się na ekspansji swoich własnych oddziałów w Chinach, oferujących takie produkty, jak woda mineralna, nabiał, leki i artykuły dla niemowląt.

Niezależnie, Danone opublikował także formalne dementi, zaprzeczające jakoby firm prowadziła rozmowy w sprawie przejęcie Mead Johnson, amerykańskiego producenta żywności dla dzieci. „Obecnie między Danionem i Mead Johnson nie są prowadzone żadne rokowania, Danone nie wynajmował też doradców lub banku dla konsultowania spółki w tej sprawie” – głosi oświadczenie francuskiej firmy.

Danone i Wahaha wykorzystywały swoje joint venure, które utworzono w 1996 roku, a zaczęło stwarzać problemy w roku 2007, do produkcji wielu markowych napojów w Chinach.

Chiny są dla Danona czwartym największym rynkiem po Francji, Hiszpanii i USA, zapewniając grupie 1 mld euro przychodów, czyli około 8 proc.

“Danone wiąże długotrwałe plany z Chinami, gdzie jest obecny od 1987 roku. Stawiamy na jeszcze szybsze osiąganie sukcesów w naszej aktywności w Chinach” – powiedział Franck Riboud, dyrektor wykonawczy spółki.

Zong Qinghon powiedział wczoraj, ze chińskie firmy „zamierzają współpracować i rozwijać się razem z czołowymi firmami świata na zasadach równości i wzajemnych korzyści”.

Spór jest postrzegany jak sprawdzian dla prawników zajmujących się własnością intelektualną, których zdaniem cała sprawa stanowi lekcję dla zagranicznych firm działających w Chinach, wskazując również na konieczność precyzyjnego formułowania umów.

„Jeśli ktoś zamierza posiadać joint ventuie, musi zapewnić sobie nie tylko kontrolę, lecz kontrolę efektywną – przynajmniej w stosunku 60:40. Oraz mieć pewność, że faktycznie tą kontrolę sprawuje” – mówi Elliot Papageorgian z firmy Mouse & Co w Szanghaju.