Przed sesją również raport kwartalny JP Morgan Chase zachwycił inwestorów (zysk na akcję 82 centy – oczekiwano 50 centów). Pamiętać jednak trzeba, że ten zysk bank osiągnął dzięki działalności inwestycyjnej (szczególnie na obligacjach). Na działalności kredytowej, a szczególnie na kartach kredytowych miał całkiem pokaźne straty. Można zadać dwa pytania. JP Morgan Chase to potężny bank, ale jakie będą wyniki mniejszych instytucji? I drugie: co się stanie jeśli rozpocznie się korekta i bank zacznie tracić? Gracze takich pytań sobie nie zadawali. Niespecjalnie chyba patrzyli też na wykres. Cena akcji wzrosła już w tym roku o ponad 200 procent i jest bliska szczytu z 2007 roku, a wskaźnik C/Z wynosił 147 przed raportem i 39 po jego publikacji… Gdzie tu sens, gdzie logika?

Raporty makro też nie pomagały niedźwiedziom. Co prawda sprzedaż detaliczna we wrześniu spadła o 1,5 procent, ale od czego są prognozy (oczekiwano, że spadnie o 2,1 procent.). Dane bez sprzedaży samochodów pokazały wzrost o 0,5 procent (oczekiwano 0,2 proc.). Sprzedaż ogółem spadła, bo skończył się program „kasa za grata”, ale i bez samochodów w sezonie, kiedy dokonywane są zakupy do szkoły taki wzrost jest mizerny.

Indeksy giełdowe rozpoczęły sesję od szybkiej zwyżki (ponad jeden procent nad poziomem wtorkowego zamknięcia), a potem zaczęły kreślić linię poziomą. Na godzinę przed końcem sesji byki zaatakowały (pomógł czynnik psychologiczny, czyli pokonanie przez DJIA 10.000 pkt.) i bez najmniejszych problemów doprowadziły do zakończenia dnia dużymi wzrostami indeksów. Indeks S&P 500 pokonał tak broniony od połowy wrześnie opór na 1.075 pkt. otwierając drogę ku górnemu ograniczeniu kanału (obecnie około 1.170 pkt.). Droga na północ jest otwarta, ale trzeba pamiętać, że widzimy już absolutnie niezdrową euforię. Wystarczy spojrzeć na indeks ISEE (stosunek call/put), żeby zobaczyć, że przekonanie o kontynuowaniu wzrostów jest najmocniejsze od ponad pół roku. To oczywiście nie musie zmienić trendu, ale zapowiada, że wkrótce zobaczymy korektę znacznie zmieniającą nastroje.

GPW rozpoczęła sesję środową bardzo spokojnym, niewielkim wzrostem indeksów. Prawie natychmiast podaż zaatakowała i WIG20 osunął się, a rynek wszedł w marazm pół procent nad poziomem wtorkowego zamknięcia. Taka sytuacja nie trwała długo. Po godzinie, kiedy indeksy na innych giełdach rosły już prawie dwa procent ruszył również nasz rynek.

Wzrost WIG20 już przed południem też przekroczył dwa procent i na tym się nie skończyło. Najmocniejsza była KGHM, ale równie dobrze zachowywał się Pekao, czy TPSA. Można powiedzieć, że wzrost WIG20 wynikał przede wszystkim ze zwyżki 4-5 spółek. Reszta się nie liczyła, a mniejsze spółki (MWIG40) leżały odłogiem. Obrót na blue chipach dynamicznie rósł, co zwiększało wiarogodność zwyżki. Poziom 2.300 pkt. WIG20 zaatakował już po 4 godzinach sesji – częściowo dzięki raportowi, który opublikował JP Morgan Chase. Od tego momentu rynek wszedł w fazę wyczekiwania na następne impulsy. Po publikacji danych o sprzedaży detalicznej w USA byki poprowadziły indeksy wyżej, mimo że dane wcale takie znowu doskonałe nie były. Zyski w tej fazie nie były już znaczące. Fixing pomógł w zamknięciu dnia powyżej 2.300 pkt. Najważniejsze było to, że obrót był imponujący, co zdecydowanie potwierdziło kierunek indeksów.

Reklama