Stratford-upon-Avon przezwyciężyło kryzys dzięki Szekspirowi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 grudnia 2009, 07:19
Jest jedno takie miejsce w Wielkiej Brytanii, które prawie w całości uchroniło się przed światowym kryzysem finansowym. To rodzinna miejscowość Williama Szekspira, Stratford-upon-Avon, która w przeciwieństwie do innych angielskich miast bardzo dobrze radzi sobie z ogólnokrajową recesją i globalnym spowolnieniem gospodarczy.

Jak donosi brytyjski Times, rodzinne miasto Williama Szekspira, jak na razie uniknęło kryzysowych problemów typowych dla większości brytyjskich miast. Nie dość, że do Stratford wciąż napływają turyści, spragnieni poznać miejsce, w którym urodził się, dorastał i pisał jeden z najwybitniejszych brytyjskich pisarzy, to bardzo prężnie i intensywnie rozwija się tam również sektor usług finansowych, stanowiących dzisiaj ok. 25 proc. produktu wytwarzanego przez lokalną gospodarkę.

Największym pracodawcą w Stratford jest firma ubezpieczeniowa NFU Mutual, dająca zatrudnienie prawie 1400 pracownikom. Prezes zarządu spółki Lindsay Sinclair twierdzi, iż najważniejszym powodem, dzięki któremu firmie udało się w trakcie recesji odnotowywać wyższe niż planowano zyski i zatrudnić kilkuset nowych pracowników jest długoletnia tradycja firmy, sięgająca początków XX wieku. Sinclair dodał także, że w interesach kieruje się słowami Szekspira „Nie wszystko złoto, co się świeci”. Ta dewiza pozwoliła jemu, jak i jego poprzednikom na uniknięcie nieopłacalnych, choć modnych nowych sposobów inwestowania m.in. w opcje walutowe. Dzięki temu, że firma pozostaje wierna sprawdzonym i skutecznym metodom pomnażania kapitału, w obecnej sytuacji jej pozycja na rynku jest całkowicie niezagrożona.

Bardzo ważnym źródłem dochodu mieszkańców miasta są także teatry. To dzięki niegasnącemu zainteresowaniu przybywających tutaj turystów, Brytyjczycy ze Stratford, niezatrudnieni u Sinclaira, mogą spokojnie myśleć o przyszłości swoich dzieci. Pomimo kryzysu, na kilka tygodni przed premierą każdej sztuki trudno o wolne miejsca. Jak twierdzi Chris Hill, dyrektor sprzedaży i marketingu zarządzającej teatrami organizacji Royal Shakespeare Company, w tym sezonie średnio na każdej sztuce wypełnione jest 90 proc. widowni.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj