Rządy i banki uwielbiają kreatywną księgowość

Gustavo Piga, ekonomista z rzymskiego uniwersytetu Tor Vergata, jeden z najlepszych w Europie ekspertów w dziedzinie derywatów
Gustavo Piga, ekonomista z rzymskiego uniwersytetu Tor Vergata, jeden z najlepszych w Europie ekspertów w dziedzinie derywatów Fot. Materiały prasowe/DGP
Greckie interesy z amerykańskimi bankami nawiązują do niechlubnych tradycji tzw. kreatywnej księgowości. Dla zwolenników jest ona nowatorskim i wizjonerskim podejściem do przepływów finansowych, które już od dawna funkcjonują wyłącznie na wirtualnym poziomie, w oderwaniu od realnych pieniędzy czy towarów.

Dla innych to zwykłe przestępstwa popełniane w białych rękawiczkach przez finansowe elity. Kulminacja zjawiska nastąpiła na początku mijającej dekady w Stanach Zjednoczonych. Szczególnie głośny był upadek teksańskiej firmy energetycznej Enron, która przez lata przy pomocy buchalterskich sztuczek oraz przekupstwa ukrywała ogromne straty i była uważana za modelowe przedsiębiorstwo.

O kreatywnej księgowości w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej mówi Gustavo Piga, ekonomista z rzymskiego uniwersytetu Tor Vergata, jeden z najlepszych w Europie ekspertów w dziedzinie derywatów. 

 RAFAŁ WOŚ: Jak to możliwe, że Grecy przez 10 lat podkręcali swoje statystyki i nikt tego nie przeciął?

GUSTAVO PIGA: Jestem wściekły z tego powodu. 10 lat temu wydałem książkę, w której dokładnie opisałem mechanizm fałszowania statystyk za pomocą takich nowoczesnych i skomplikowanych instrumentów finansowych jak np. derywaty (czyli zaciąganie zobowiązań pod przyszłe zyski – red.). Nie oskarżałem w niej Greków ani nikogo innego. Chodziło mi raczej o naszkicowanie zagrożenia, które wisi nad strefą euro. Niestety przez całą dekadę nikt: ani media, ani politycy, ani organizacje pozarządowe nie podnieśli tej sprawy.

Dlaczego?

W czasie finansowego boomu na Wall Street derywaty wydawały się genialnym pomysłem najbardziej nowocześnie myślących bankowców. Dopiero gdy nadszedł kryzys i zmieniło się nastawienie do tego, co dzieje się na rynkach finansowych, opinia publiczna spojrzała na takie narzędzia chłodniejszym okiem. Bo w sumie nie są one ani dobre, ani złe. Rozsądnie używane pomagają w zarządzaniu długiem publicznym, który jest nieodłączną częścią gospodarek kapitalistycznych. Problem zaczyna się, gdy jakiś rząd zaczyna je traktować jako bezzwrotne pożyczki.

Czy można temu zapobiec?

Można próbować. Po pierwsze: wszystkie transakcje pod przyszłe zyski muszą być zaksięgowane jako realny wydatek już w momencie jej zawarcia, a nie dopiero gdy jest realizowana, czyli za kilka lat. Wtedy wszyscy mają wgląd w prawdziwą sytuację finansową. Po drugie: potrzebna jest lepsza kontrola. Od lat przekonuję do tego, by w Brukseli powstał specjalny lotny zespół ekspertów ds. kontroli finansowej, który na wyrywki kontrolowałby finanse krajów UE.

Czy to wystarczy?

Powiem brutalnie. Jeśli jakiś rząd suwerennego państwa, chce oszukiwać, to... będzie to robił. Ma niezbędne środki i trudno go ukarać. Aby mu przeszkodzić, trzeba sprawić, by oszukiwanie stało się dla niego jak najbardziej uciążliwe.

>>> Czytaj cały artykuł: Jak Grecja oszukiwała Unię 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRządy i banki uwielbiają kreatywną księgowość »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj