Z rynku walutowego płynęło poważne ostrzeżenie, bo do południa kurs EUR/USD całkiem mocno rósł, a wieczorem niewiele z tego wzrostu zostało. Jeszcze gorzej było we wtorek rano – kurs EUR/USD mocno spadał. Rynek mówił wyraźnie: Europejski Mechanizm Stabilizacji jest mało wiarogodny.

Skąd taki pesymizm na rynku walutowym skoro indeksy giełdowe na całym świecie euforycznie rosły? Wątpliwości są oczywiste, bo przecież każdy inwestor powinien wiedzieć, że UE uderzyła w spekulantów informując o tak potężnych funduszach właśnie po to, żeby ich nie musieć używać. To przecież działanie rynków finansowych utrudniało, czasem wręcz uniemożliwiało, krajom PIIGS sprzedaż obligacji na rozsądnych warunkach. Dlatego też wymyślona nocą koncepcja pomocy nie jest kompletna. Nie wiem na przykład jak i na jakich warunkach te fundusze będą przydzielane.

Prawdę mówiąc wiemy tylko o zamierzeniach oraz o pomocy MFW (tu warunki są znane) oraz o skupie obligacji przez banki centralne oraz ECB. Ta akurat informacja jest ważna, bo banki już to zaczęły robić, ale zasilanie systemu w gotówkę jest w obecnej chwili dolewaniem oliwy do ognia. Poza tym takie działania podważają niezależność banków centralnych. Niepokoić można też to, że decyzja w łonie ECB nie zapadła jednogłośnie. Dużo wątpliwości, więc nic dziwnego, że trend spadkowy kursu EUR/USD nie zmienił się.

Poza informacjami z Europy rynek akcji pozbawiony był innych impulsów. Jednak wyprzedany technicznie rynek ma swoje prawa. Poza tym gracze pamiętają jeszcze, że dane makro publikowane w zeszłym miesiącu były bardzo dobre. Nic więc dziwnego, że indeksy wzrosły po ponad cztery procent. W końcówce niedźwiedzie spanikowały, bo nie zanosiło się na realizację zysków, więc zamykano krótkie pozycje zwiększając skalę wzrostów. Taka pierwsza reakcja była do przewidzenia, ale zdecydowanie nie przesądza tego, że optymizm utrzyma się w następnych dniach.

GPW w poniedziałek też zachowała się tak jak powinna się była zachować. Potężne wzrosty indeksów na rynkach europejskich i czekanie na podobne zachowanie rynków amerykańskich pognało od początku sesji indeksy na północ. Już na początku sesji WIG20 wzrósł o około 3,5 procent, a potem nadal rósł. Najmocniejszy (podobnie jak na innych giełdach) był sektor bankowy. Dopiero koło południa indeksy się zatrzymały i pojawiła się niewielka chęć do realizacji zysków. WIG20 zyskiwał wtedy około pięć procent.

Reklama

Ta mini-realizacja zysków trwała jedna bardzo krótko. Już po niecałej godzinie indeksy znowu ruszyły na północ. Dopiero po pobudce w USA, kiedy gracze zobaczyli, że Amerykanie nie są tak bardzo optymistyczni jak Europejczycy, pojawiła się poważniejsza chęć do realizowania zysków, ale końcówka znowu była bardzo dobra. WIG20 zyskał 5,19 proc. na umiarkowanym obrocie. Ten obrót może nieco niepokoić, ortodoksyjnych techników, ale ja w tym nie widzę zagrożenia. Po prostu podaż szybko odskoczyła, a popyt nie czuł się na siłach, żeby podciągnąć jeszcze wyżej indeksy.

Dzisiaj efekt EMS wygaśnie, co widać było rano gołym okiem na rynku walutowym. Gracze zaczną myśleć, zastanawiać się, dlaczego euro nie zareagowało na plan pomocowy (EMS). To powinno sprowokować chęć do realizacji zysków po tych wczorajszych, euforycznych wzrostach.