Niedźwiedziom pomagała formacja „krzyża śmierci” na indeksie S&P 500 i jej zaczątki na DJIA, a bykom sprzyjało czekanie na sezon raportów kwartalnych spółek i długa już fala spadkowa, która doprowadziła do wyprzedania technicznego rynku. Tym razem niedźwiedzie nie miały nic do powiedzenia.

Karierę zrobiła zapowiedź publikacji (w czwartek) raportu International Council of Shopping Centers. Według tej organizacji sprzedaż w centrach handlowych rosła w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku ze średnią dynamiką równą 4 procent – najmocniej od 2006 roku. Dość niezwykły raport i niezbyt wiarogodny. Raporty o sprzedaży detalicznej są słabe, indeksy nastroju na niskim poziomie, bezrobocie wysokie, stopa oszczędności rośnie, rynek nieruchomości się sypie, a konsumenci beztrosko kupują… Być może chodzi o zamożnych konsumentów, którzy rzeczywiście niewiele ucierpieli, ale to nie oni decydują o wielkości popytu wewnętrznego. Pretekst do ataku byków był jednak znakomity.

Rynkowi akcji pomagały nie tylko zwyżki w sektorze sprzedaży detalicznej. Jeszcze szybciej drożały akcje w sektorze bankowym. Tam wszyscy mówili o prognozach State Street, spółki sektora finansowego. Na parkiecie chodziły też pogłoski mówiące, że testy wytrzymałości (stress tests) przeprowadzone w bankach europejskich pokazały, że ich straty na obligacjach greckich są dwa razy mniejsze od oczekiwanych.

Nie muszę chyba dodawać, że uważam te wszystkie informacje za typowe preteksty. Już 1 lipca indeksy wyrysowały zapowiadającą wzrosty formację młota. Potem trzydniowy weekend i wtorkowa, dziwna sesja nieco zaburzyły sytuację, ale początek nowego kwartału, chęć zapomnienia o fatalnym drugim i czekanie na sezon raportów kwartalnych musiały w końcu doprowadzić do rozpoczęcia wzrostów. Pozostaje tylko jedno pytanie, na które długo jeszcze nie będziemy znali odpowiedzi. Czy skończyła się już korekta ABC i wracamy do hossy, czy może po fali spadkowej składającej się z pięciu podfal wchodzimy teraz we wzrostową korektę ABC. Ja obstawiam ten drugi scenariusz.

GPW rozpoczęła środową sesję od jednoprocentowego spadku WIG20. Była to absolutnie normalna reakcja na zakończenie sesji w USA i na poranną korektę na giełdach europejskich. Po 1,5 godzinie poszliśmy śladem innych – giełda i skala spadków wzrosła do blisko dwóch procent. Nasz rynek nadal zachowywał się gorzej niż inne rynki europejskie. Po południu poszedł jednak za nimi wtedy, kiedy zaczęły się bardzo szybko podnosić. WIG20 odrabiał straty bardzo niechętnie, ale udało się zakończyć dzień neutralnie. Nie było to wielkie osiągnięcie szczególnie, że mały obrót sprzyjał dzikim ruchom indeksów. Widać jednak, że jeszcze jeden wzrost WIG20 i dostaniemy sygnał kupna. Dzisiaj taki wzrost powinniśmy zobaczyć.

Reklama