Wróbel: Mieszane sygnały z Azji

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 lipca 2010, 09:30
Łukasz Wróbel
Łukasz Wróbel/Forsal.pl
Inwestorzy w Azji rozpoczęli tydzień w mieszanych nastrojach. Z jednej strony Bank Korei podnosi prognozę PKB na 2010 r. do 5,9 proc., z drugiej rośnie ryzyka polityczne w Japonii.

W niedzielnych wyborach do wyższej izby parlamentu w Japonii rządząca obecnie Partia Demokratyczna zdobyła znacznie mniej głosów niż oczekiwano, co niewątpliwie utrudni drugiej największej gospodarce świata przeprowadzanie trudnych reform. Premier Japonii szacował, że jego partia zdobędzie 54 miejsca, natomiast wyborcy zadecydowali o przyznaniu jej 44 mandatów, a to oznacza, że nawet po uwzględnieniu głosów koalicjanta, ekipa rządząca traci większość w wyższej izbie parlamentu. Kurs jena odzwierciedlił obawy inwestorów o naprawę finansów publicznych walczącej z deflacją Japonii i największym wśród rozwiniętych krajów zadłużeniem - jen osłabiał się w poniedziałek względem dolara i na pewno nie wynikało to z ogólnego wzrostu apetytu na ryzyko, bo w tym samym czasie dynamicznie pozbywano się euro, funtów, a na wartości tracił również złoty, co oznacza, że ryzykowne aktywa znalazły się pod presją sprzedających.

Indeks NIKKEI spadł w poniedziałek o 0,4 proc., a w Hong Kongu, Chinach i Korei Południowej obserwowaliśmy około jednoprocentowe wzrosty. Kontrakty terminowe na amerykańskie i europejskie indeksy giełdowe sugerowały, że na początku tygodnia minimalną przewagę uzyskają inwestorzy realizujący zyski.

Poza publicznym wystąpieniem Bena Bernanke w Waszyngtonie nie przewidziano na dzisiaj wydarzeń, które mogłyby znacząco wpłynąć na krótkoterminowy sentyment na rynkach finansowych. Ekonomiści szacują, że w Czechach spadło bezrobocie, a PKB Wielkiej Brytanii rósł w I kw. 2010 r. w tempie 0,3 proc. kw/kw, a w ujęciu rok do roku spadł o 0,2 proc. Inwestorów śledzących sytuację na rynku surowców powinna zainteresować informacja, że koncern BP prowadzi negocjacje odnośnie sprzedaży znaczącej części aktywów (w tym m.in. złoża ropy na Alasce) za ok. 10-12 mld USD, a z nieoficjalnych źródeł wynika, że administracja Obamy dała amerykańskim podmiotom zielone światło do potencjalnego przejęcia brytyjskiej spółki, która spowodowała najpoważniejszą katastrofę ekologiczną w historii USA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj