Szybka kolej w USA może jeszcze poczekać

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 grudnia 2010, 08:51
Plany administracji waszyngtońskiej dążącej do rozbudowy systemu szybkich kolei w Stanach Zjednoczonych napotykają na przeszkody. Są nawet tacy, co odmawiają przyjęcia wyasygnowanych na ten cel funduszy.

Pieniędzy z kiesy federalnej nie chcą John Kasich z Ohio i Scott Walker z Wisconsin, którzy zostali wybrani na gubernatorów tych stanów i wkrótce obejmą urzędy.

Prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Szybkich Kolei (U.S. High Speed Rail Association) Andy Kunz specjalnie się tym nie zmartwił. Oświadczył, że decyzja gubernatorów-elektów pomoże w rozwinięciu krajowego systemu. Pieniądze otrzymają Kalifornia i Floryda, które mają najbardziej zaawansowane plany, a także 12 innych stanów.

Kalifornijska szybka kolej ma liczyć ponad 830 kilometrów. Jej pierwszy odcinek w Central Valley miał mieć ok. 100 kilometrów, ale wydłuży się niemal dwukrotnie w związku z niespodziewanym zastrzykiem pieniędzy. Budowa ma rozpocząć się w 2012 roku.

>>> Czytaj też: Kolej wraca do łask. Szybkie pociągi wyrwą świat z kryzysu

Sekretarz transportu Ray LaHood, długo nie zwlekając, rozdysponował ponad miliard dolarów nie chcianych przez Ohio i Wisconsin między 14 stanów. Kalifornia dostała dodatkowo 620 milionów, a Floryda 340.

Zgodnie z założeniami, na Florydzie ma ruszyć w 2015 roku pierwszy odcinek szybkiej kolei w USA z Orlando do Tampy. Przejmujący w przyszłym roku fotel gubernatora Florydy Rick Scott mówi na temat tego projektu z rezerwą. Pragnie się upewnić, czy kosztów nie będą musieli ponosić tamtejsi podatnicy. Pojawiły się w związku z tym spekulacje, że Scott może pójść śladem Kasicha oraz Walkera i zrezygnować z 2,4 miliarda dolarów federalnych funduszy.

Obaw nie podziela senator z Florydy Paula Dockery, która należy do entuzjastów szybkich kolei. Jak powiedziała, jest zadowolona z ostrożnego podejścia Scotta. Doradza mu w sprawie kolei i uczestniczy w negocjacjach z międzynarodowymi korporacjami m. in. z Mitsubishi, Siemensem, Bombardierem, Amtrakiem i SNCF, które są zainteresowane przedsięwzięciem.

Według Dockery korporacje są gotowe na podjęcie ryzyka, gdyby nieoczekiwanie wzrosły koszty projektu. Uiszczą też opłaty za to, co miałoby spaść na podatników, czyli koszty eksploatacji i konserwacji. Inwestycja jest tym bardziej atrakcyjna, że przyniesie nowe miejsca pracy na Florydzie. Prawdopodobnie powstaną tam zakłady produkcji i konserwacji wagonów.

Stany Zjednoczone są zapóźnione, w stosunku do innych krajów, w rozwoju sieci szybkich połączeń kolejowych. Amerykanie, którzy muszą nieraz pokonywać duże odległości, chętnie korzystają z samolotów. Mówi się jednak o konieczności alternatywnych rozwiązań. Jest to przedmiotem politycznej debaty, w tym wystąpień zwolennika projektu, prezydenta Baracka Obamy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Tematy: transport
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj