Syryjczycy wzywają na Facebooku i Twitterze do manifestacji

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 lutego 2011, 18:03
Syryjczycy wzorem Egipcjan i Tunezyjczyków zwołują się na portalach społecznościowych Facebook i Twitter do przeprowadzenia w tym tygodniu manifestacji. Podczas "dnia gniewu" w Damaszku mają się domagać znaczących reform politycznych.

Podobnie jak Egipt i Tunezja, Syria jest dotknięta korupcją, biedą i bezrobociem. Tak jak w tamtych krajach także w Syrii zredukowano subsydiowanie podstawowych artykułów żywnościowych - chleba i oliwy. Syryjski autorytarny prezydent nie reaguje na wezwania do zwiększenia wolności politycznych. Za krytykę reżimu trafić można do więzienia.

Główna syryjska strona na Facebooku nawołująca do protestu apeluje o udział w manifestacjach w Damaszku w piątek i sobotę (4 i 5 lutego). Ich uczestnicy mają domagać się "zakończenia stanu wyjątkowego w Syrii i położenia kresu korupcji". Stan wyjątkowy obowiązuje w Syrii od 1963 roku.

>>> Czytaj także: Wyczarterowane samoloty lecą do Egiptu po polskich turystów

Liczba ludzi, którzy łączą się w tym celu na Facebooku i Twitterze, jest wciąż względnie nieduża, a część z nich - jak się uważa - przebywa za granicą - pisze agencja AP.

Portale społecznościowe odegrały istotną rolę w organizowaniu protestów w Tunezji i Egipcie. W Syrii korzystanie z Facebooka jest zabronione, co utrudnia ludziom samoorganizację, ale wielu Syryjczyków i tak obchodzi blokadę portalu.

Do strony wzywającej do protestu 4 i 5 lutego przyłączyło się ponad 2 500 osób, a do strony popierającej prezydenta Baszara el-Asada - 850.

>>> Polecamy: Zamieszki w Egipcie: czołgi, wojsko i ogień na ulicach turystycznego raju (ZDJĘCIA)

Asad, 45-letni wykształcony w Wielkiej Brytanii okulista, w 2000 roku objął stanowisko prezydenta po swoim ojcu, Hafezie, który rządził Syrią przez 30 lat.

Baszar el-Asad stopniowo poluzował restrykcje gospodarcze, wpuścił do Syrii zagraniczne banki, otworzył kraj na import, pozwolił na rozwój sektora prywatnego. Ale za liberalizacją gospodarczą nie poszły reformy polityczne.

Jednak przez wielu Arabów Baszar el-Asad uważany jest za jednego z nielicznych przywódców regionu gotowych przeciwstawić się Izraelowi. A popieranie ugrupowań palestyńskich i libańskich bojowników oraz opozycja wobec amerykańskiej inwazji na Irak zyskały mu znacznie większe poparcie we własnym kraju niż to, na jakie liczyć mogą inni arabscy przywódcy u siebie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj