Oligarsze Michaiłowi Prochorowowi przestał wystarczać tytuł króla niklu i złota. Marzy mu się dorównanie Elonowi Muskowi, niepokornej duszy biznesu i współczesnemu Midasowi, który każde przedsięwzięcie potrafi zamienić w złoto – jest współtwórcą systemu internetowej płatności PayPal, szefem firmy SpaceX produkującej rakiety kosmiczne oraz prezesem spółki Tesla, która zamierza zalać świat samochodami elektrycznymi. Jeden z najbogatszych Rosjan zamierza pójść w jego ślady i przekonać rodaków do aut o napędzie hybrydowym.
>>> Czytaj też: Polscy kierowcy nie pokochali hybryd: w 2009 roku sprzedano tylko 293 ekologiczne samochody
Zadanie, które Prochorow postawił przed sobą, jest doprawdy tytaniczne. Rosjanie, niczym Amerykanie z lat 60. ubiegłego wieku, lubują się w wielkich maszynach, w pogardzie mając małe i ekologiczne autka. A takie jest właśnie hybrydowe ë (po angielsku Yo, co brzmi jak hiphopowe pozdrowienie), którym Prochorow zamierza podbić ich serca. Oraz kieszenie.
– Proszę nie zapominać, że to właśnie Rosjanie jako pierwsi wysłali człowieka w kosmos. Nasi naukowcy potrafią mieć dobre pomysły. A ten jest doprawdy świetny – przekonywał Prochorow, wskazując na stojące tuż obok niego ë podczas prezentacji w Petersburgu. To niewielki czterodrzwiowy, czteroosobowy miejski samochód mogący przejechać na jednym tankowaniu 1100 km i rozpędzić się do maksymalnej prędkości 130 km/h.
Autko napędzają dwa silniki elektryczne, dla których prąd będzie wytwarzał w trakcie jazdy niewielki silnik spalinowy zasilany ropą lub gazem. Spalenie jednego litra paliwa ma wystarczyć do przejechania 28 km. W czym tkwi tajemnica ogromnej wydajności? To silnik z wirującym tłokiem – bardzo rzadko wykorzystywane obecnie rozwiązanie. Opatentował je Niemiec Felix Wankel w latach 30. ubiegłego wieku, a udoskonalili radzieccy naukowcy po II wojnie światowej. Prochorow wyjawił, że nad silnikiem pracował tajny ośrodek badawczy w Nowosybirsku, który nigdy nie upublicznił wyników swoich prac. Sam nie chciał ujawnić, jak wszedł w ich posiadanie.
Tajny niemiecki patent
Rozwiązanie zaproponowane przez rosyjskich inżynierów – bezpośrednia produkcja prądu podczas jazdy – odróżnia ë od aut konkurencji, takich jak Toyota Prius czy Chevrolet Volt. Są one wyposażone w ciężkie zestawy baterii, które trzeba ładować podczas postoju. ë nie ma akumulatorów, dzięki czemu udało się zbić jego cenę do zaledwie 14,5 tys. dol. To ogromny wyczyn, bo jedna samochodowa bateria kosztuje ok. 16 tys. dol. (to nawet 1/3 ceny całego pojazdu).
Michaił Prochorow już zainwestował 200 mln dol. w auto i fabrykę pod Petersburgiem, która będzie je produkować. Pierwsze pojazdy mają zjechać z taśmy już w połowie przyszłego roku. – Lubię trudne wyzwania. Tylko taki sukces potrafi cieszyć – mówi 45-letni biznesmen.
Rosjanin zawsze miał skłonności do ryzykownych inwestycji. Tak było, gdy w ubiegłym roku zapłacił 200 mln dol. za 80 proc. udziałów w drużynie New Jersey Nets. Za te pieniądze stał się pierwszym w lidze NBA właścicielem klubu spoza Ameryki. – Specjalnie wybrałem najgorszy zespół. To dla mnie prawdziwe wyzwanie: ze słabeuszy zrobić najlepszy zespół koszykarskiej ligi – powiedział w marcowym wywiadzie dla CBS. Tego sezonu jego drużyna z pewnością nie zaliczy do udanych: na razie wygrała tylko 15 spotkań, 34 przegrała. Nie ma więc szans na awans do fazy play-off. Potrzebne będą jeszcze większe środki na transfery dobrych graczy.
Od dżinsów do bankowości
Na szczęście Prochorow nie musi się martwić o zasobność portfela, bo w biznesie radzi sobie bardzo dobrze. Według magazynu „Forbes” jest drugim pod względem bogactwa Rosjaninem z majątkiem grubo przekraczającym 13 mld dol. (wyprzedza go Władimir Lisin), a jego holding Onexim Group, w skład którego wchodzi m.in. spółka Polius Zołoto, ma mocne fundamenty finansowe. W dużej mierze przez kryzys, który wywindował cenę kruszcu do dawno niewidzianego poziomu ponad 1,3 tys. dol. za uncję. Dobra kondycja firmy to również efekt zdolności menedżerskich oligarchy wzmocnionych solidnym wykształceniem.
>>> Czytaj też: Rosyjski miliarder Michaił Prochorow chce zbudować w USA koszykarski dream team
Prochorow, dorywczo handlujący dżinsami na ulicach stolicy, z celującym wynikiem ukończył w 1989 roku Wydział Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w Moskiewskim Instytucie Finansowym (dziś Wyższa Szkoła Finansów przy Rządzie Federacji Rosyjskiej). Przez następne cztery lata pracował w Międzynarodowym Banku Współpracy Ekonomicznej (IBEC), by później wejść w skład zarządu banku MFK. Tu spotkał Władimira Potanina, przyszłego partnera w biznesie. Dzięki niemu w wieku 28 lat rozpoczął prawdziwą karierę.
Równie młody Potanin był wówczas zastępcą premiera reformatora Wiktora Czernomyrdina, poznał się z prezydentem Borysem Jelcynem, a przede wszystkim zyskał sympatię i akceptację jego wszechwładnej córki – Tatiany. To właśnie Potanin stał za programem prywatyzacyjnym „Akcje za pożyczki” – namówił rząd do sprzedania udziałów w firmach energetycznych i wydobywczych w zamian za tanie kredyty. Program miał być realizowany w drodze publicznych aukcji, ale dopuszczano do nich tylko tych, którzy dobrze żyli z dworem Jelcyna (tak właśnie powstała kasta oligarchów). Jednym z wybranych stał się Prochorow, który został właścicielem Norilsk Nickel, jednego z największych na świecie producentów niklu i palladu.
Choć przejął firmę w sposób szemrany, okazał się dobrym zarządcą. Oczyścił Norilsk ze wszystkiego, co pomniejszało zyski: sprzedał majątek, który nie wiązał się z wydobyciem metali, kupił nowoczesny statek do przewożenia urobku przez Morze Arktyczne bez konieczności wydzierżawiania lodołamaczy, przywiązywał wagę do ochrony środowiska, dzięki czemu firma przestała płacić kary za trucie. I w końcu wykazał się przenikliwością: w 2007 roku sprzedał udziały w Norilsku, gdy tona niklu kosztowała ponad 55 tys. dol. (kilka miesięcy później spadła do zaledwie 8 tys.) Na tej transakcji zarobił co najmniej 4,5 mld dol. Prochorow pozostawił sobie tylko udziały w Polius Zołoto, największym w kraju producencie złota. Ta firma wydobywcza, która zasoby należących do niej złóż ocenia na ponad 76 mln uncji, stała się perłą w koronie jego holdingu. Drugą są potężne udziały w producencie aluminium Rusal.
Inwestycja Michaiła Prochorowa w promowanie ekologicznych aut nie dziwi rosyjskich ekspertów. – Naszym biznesmenom zaczęła przeszkadzać łatka oligarchów, którzy nic by nie osiągnęli bez przyjaźni z władzą. Chcą być postrzegani jak przedsiębiorcy z Zachodu: jako inwestorzy z pomysłami, ludzie niebojący się ryzyka, wyznaczający nowe trendy. Stąd pomysł na ë – mówi „DGP” Michaił Fiodorow z ekonomicznego wydziału moskiewskiego uniwersytetu.
Być jak Elon Musk
Prochorow jako jeden z nielicznych oligarchów od samego początku wyłamywał się z nowobogackiego sznytu. Lubi luksus (ma m.in. 42-metrowy jacht), ale nie obnosi się nachalnie z majątkiem czy drogimi gadżetami. Choć raz miał problemy z francuską policją z powodów obyczajowych, nie jest zbyt często bohaterem plotkarskich magazynów. O wiele częściej gości w sali treningowej, by pod okiem prywatnego trenera ćwiczyć kick-boxing. W rozmowie z „New York Timesem” zwierzył się, że nie ma telefonu komórkowego i bardzo rzadko używa komputera. – Internet dostarcza zbyt wielu informacji, bardzo trudno wyłapać te najważniejsze – mówił. Niechęć do nowych technologii nie przeszkodziła mu jednak w uruchomieniu portalu Snob.ru przeznaczonego dla rosyjskich bogaczy.
Jako jeden z pierwszych rosyjskich miliarderów, jeszcze w 2004 roku, uruchomił fundację charytatywną. Zarządza nią jego starsza siostra – Irina. Głównym celem działającej w Krasnojarsku Fundacji Michaiła Prochorowa jest promowanie lokalnych kultur. Sam Prochorow także finansowo wspomaga Kraj Krasnojarski. W 2009 roku wymeldował się z Moskwy i przeniósł do niewielkiej wsi Jeruda. To właśnie tam zapłacił podatek od sprzedaży połowy udziałów w firmie KM Invest za 5 mld dol. Z tego powodu budżet Kraju Krasnojarskiego rozrósł się do 16 mld rubli (5,6 mln dol.).
– Mam szczęście, że udało mi się zarobić tyle, by stać się niezależnym. Ale nie myślę cały czas o pieniądzach ani o ich zarabianiu – podkreśla Prochorow. Tak samo mówi o sobie Elon Musk, dodając, że w biznesie liczy się dla niego przede wszystkim wolność i innowacyjność.
