Banki zwalniały, teraz przyjmują

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
10 marca 2011, 07:27
W przypadku banków sprawdziło się powiedzenie Lejzorka Rojtszwanca, że kiedy zwalniają, to znaczy, że będą przyjmować, pisze "Puls Biznesu". Po ostrych cięciach w 2009 r. banki znowu przyjmują do pracy. W 2010 r. przybyło kilka tysięcy etatów.

Wprawdzie liczba zatrudnionych w bankowości wciąż jest niższa niż w szczycie bankowej koniunktury w 2008 r. (przekraczała wówczas 181 tys. osób), to jednak powoli zbliżamy się do poziomu sprzed kryzysu. Obecnie w branży pracuje 178 tys. osób - o 3 tys. więcej niż w końcu 2009 r. To efekt rosnącej sprzedaży kredytów hipotecznych, konsumenckich, a także - spodziewanej - kredytów korporacyjnych.

>>> Czytaj też: Ranking Bloomberga: JPMorgan Chase najlepiej opłacanym bankiem inwestycyjnym

Ocieplenie na rynku pracy rozmroziło bankowe budżety wydatków osobistych. Po raz pierwszy od kryzysu koszty wyraźnie poszły w górę. BRE Bank wydał na pracowników w 2010 r. niemal 100 mln zł więcej niż rok wcześniej (744 mln zł). Koszty osobowe ING BSK wzrosły o 15 proc., Millennium o 11,7 proc., a Pekao o 5,1 proc.

>>> Zobacz również:  Unia Europejska boi się prawdy o bankach

W 2009 r. pracownicy banków dostawali okrojone premie lub wręcz gołe pensje. Sytuacja zaczyna się zmieniać: pracodawcy wracają do wypłat bonusów, informuje "PB".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj