Kuczyński: Słabe dane nie są w stanie wystraszyć graczy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
29 kwietnia 2011, 09:36
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
W czwartek byki w USA dostały dwa ciosy. Były nimi dwa raporty makroekonomiczne. Trzeci raport był niezły, ale najczęściej pomijany. Otrzymane ciosy rynek przyjął z olimpijskim spokojem. Takie zachowanie jest albo zbiorową ślepotą (to się na rynkach zdarza) albo po prostu wynikiem kończącego się miesiąca (window dressing). Popatrzmy na te raporty makro.

Raport o PKB w pierwszym kwartale i o skojarzonych z nim miarach inflacji rozczarował. PKB (annualizowany) wzrósł w 1. kwartale tego roku jedynie o 1,8 proc. (w 4. kwartale 2010 o 3,1 proc.). Bardzo słabe były dane z rynku pracy. W ostatnim tygodniu złożono 429 tys. nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, czyli o 37 tys. więcej niż tego oczekiwano. Zaskakująco dobre były dane z rynku nieruchomości. W marcu indeks podpisanych umów kupna domów na rynku wtórnym wzrósł o 5,1 proc. m/m. Oczekiwano wzrostu jedynie o 1,5 proc.

Na rynku akcji walka była zażarta. Dane makro kazały rozpocząć korektę, ale wyniki kwartalne spółek (nadal oczywiście lepsze od oczekiwań) i koniec miesiąca sprzyjały bykom. Wynikiem było huśtawka. Indeks S&P 500 klika razy usiłował rosnąć i trzy razy wracał pokornie do poziomu czwartkowego zakończenia sesji. Czwarty atak byków przyniósł im sukces. Indeks S&P 500 znowu wzrósł (nieznacznie) i otworzył sobie drogę do linii szyi formacji RGR, która w 2007 roku zapoczątkowała bessę (okolice 1.410 pkt.). Z rynkiem się nie dyskutuje – jest bardzo mocny i lekceważy wszelkie niekorzystne sygnały. Pamiętać jednak trzeba, że korekta po takim szaleństwie będzie mocna, a euforia jest zawsze jej zapowiedzią.

Na GPW sceptycyzm inwestorów był w czwartek bardzo widoczny. Owszem, byki usiłowały podnieść indeksy, ale nawet na początku sesji niewiele z tego wyszło. Wzrosty indeksów na innych giełdach europejskich nie miały przełożenia na nasz rynek. WIG20 ugrzązł na długie godziny na poziomie ze środy. Po publikacji słabych danych makro w USA indeks usiłował ruszyć na południe, ale też niewiele z tego wyszło. Indeks nie chciał ani spadać, ani rosnąć i gdyby nie fixing to zakończyłby dzień neutralnie. Cudo-fixing podprowadził jednak WIG20 tuż po opór z początków kwietnia. Nie ma sensu tego komentować, bo takie wypaczanie obrazu sesji zdarza się często, a i tak nikt z nadzoru nie reaguje.

WIG20 stoi znowu pod oporem i byłoby bardzo dziwne, gdyby udało mu się go przekonująco przełamać przed długim weekendem, ale nasza giełda zachowuje się często tak dziwnie, że wykluczyć tego nie mogę, szczególnie, że pojawia się coraz więcej sygnałów kupna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj