Innowacje w samochodach droższe niż w lotnictwie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
14 maja 2011, 19:21
Ile koncerny wydają na badania i rozwój
Ile koncerny wydają na badania i rozwój/DGP
Zanim ruszysz, musisz dmuchnąć w kluczyk z alkomatem. Parkując puszczasz kierownicę, a auto samo znajduje lukę i w nią wjeżdża. Takie rzeczy potrafi coraz więcej samochodów

Przy projektowaniu samochodów coraz mniej do powiedzenia mają inżynierowie i mechanicy, a coraz więcej informatycy oraz specjaliści od nowoczesnych technologii. W Lexusie LS oprócz standardowej jednostki spalinowej zamontowano około 40 mniejszych silników i kilkanaście procesorów, które wspólnie obsługują pracę wszystkich urządzeń pokładowych. Auto ma nawet system rozpoznający, kiedy kierowca zasypia. A to może się zdarzać dość często, bo w tym aucie ma on wyjątkowo mało do roboty – LS potrafi sam hamować przed przeszkodami, a nawet automatycznie utrzymuje się na swoim pasie ruchu.

>>> Czytaj też: Samochody elektryczne już jeżdżą, ale prędko nie staną się popularne

Motoryzacyjny wyścig technologiczny nabrał już tak dużego rozpędu, że wszystkie uczestniczące w nim koncerny każdego roku wydają ponad 30 mld euro na prace swoich działów R&D (z ang. research and development – badania i rozwój). Sama Toyota w ubiegłym roku przeznaczyła na ten cel niemal 6,8 mld euro – więcej niż Microsoft, Sony, Samsung czy Boeing. Ogólnie na R&D większe sumy niż firmy samochodowe wydają jedynie koncerny farmaceutyczne.

Pracę specjalistów od najnowszych technologii podzielić można na dwie grupy: gadżety oraz rozwiązania mające wpływać na poprawę bezpieczeństwa. W tej ostatniej dziedzinie konkurencja jest szczególnie ostra. Volvo wymyśliło system Pedestrian Detection, który wykrywa nagłe wtargnięcie na jezdnię pieszego – w takiej sytuacji samoczynnie wyhamowuje auto. Szwedzi wpadli także na pomysł, jak ograniczyć częste w niektórych krajach jeżdżenie na podwójnym gazie. Opracowali Alcoguard – kluczyk z wbudowanym alkomatem. Aby uruchomić pojazd, trzeba najpierw dmuchnąć w urządzenie. Uda nam się wyłącznie jeżeli mamy 0,000 promila.

BMW, Audi i Mercedes za dopłatą 10 – 15 tys. zł oferują systemy Night Vision (technologia zapożyczona z termowizyjnych okularów wojskowych) – ekran na desce rozdzielczej wyświetla obraz z kamery na podczerwień. Nocą nawet przy wyłączonych światłach piesi i zwierzęta rozpoznawani są z odległości 200 – 300 metrów. Do niektórych modeli opli i fordów można zamówić system rozpoznający znaki drogowe i informujący o nich kierowcę. Kamera jest w stanie przeczytać nawet znak zakazu wyprzedzania. Inżynierowie już pracują nad rozszerzeniem funkcji systemu – w przyszłości, gdy będziemy chcieli wyprzedzić auto na obszarze, gdzie obowiązuje zakaz, komputer nam na to nie pozwoli.

>>> Polecamy: Wyruszamy w długą drogę, czyli bez nawigacji ani rusz

Systemy takie coraz częściej połączone są z nawigacją i zapamiętują, na którym odcinku trasy obowiązuje np. zakaz wyprzedzania. Sama nawigacja także ewoluuje – do najnowszego Audi A6 można zamówić GPS, który na bieżąco ściąga dane z Google Earth. Tylko czekać, aż satelity całkowicie przejmą kontrolę nad samochodami. Jedyne, czego wtedy nie będą w stanie dostarczyć nam auta, będzie sama przyjemność z jazdy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj