Technicznie nie mamy teraz kryzysu, bo nie było ostatnio ogromnego spadku aktywności gospodarczej. W większości rozwiniętych gospodarek, PKB na mieszkańca spadł nie więcej niż o 7 procent od 2007 do 2009 roku i wzrósł od tego czasu. PKB na jedną osobę ma być w 2011 roku nie więcej niż o 3 procent niższy od poprzedniego rekordowego poziomu.

Jednak Stewen Lewis z Monument Securities zwraca uwagę na inny rodzaj kryzysu: niepełną aktywność gospodarczą, która trwa mimo agresywnej polityki fiskalnej i monetarnej. Produkcja niemal wszystkich bogatych krajów utrzymuje się poniżej rekordowej. Polityka ujemnych realnych stóp procentowych wciąż odbija się na gospodarkach negatywnie, a bezrobocie oraz deficyty budżetowe utrzymują się wciąż na wysokim poziomie.

>>> Czytaj też: Europa wyciągnęła wnioski z kryzysu. Ruszył unijny nadzór finansowy

Już kilkakrotnie od czasu końca kryzysu można było zauważyć szybki wzrost gospodarczy, jednak po kilku miesiącach tempo zwolniło, a obawy finansowe wzrosły. Ostatni raport na temat wzrastającego zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych nie doprowadzi do definitywnej zmiany. Chociaż polityka prowadzona w tej sprawie ma dobre strony, jeśli nie będzie odpowiednich bodźców z góry, możemy mieć kolejny kryzys.

Debata na temat tego co doprowadziło do końca Wielkiego Kryzysu wciąż trwa. Tak zwany Mniejszy Kryzys nie ma nawet czterech lat, a może jeszcze trochę potrwać.

JPMorgan, jedyny bank w Stanach Zjednoczonych, który nie notował strat w trakcie kryzysu finansowego, zwiększa bonusy członkom komitetu operacyjnego / Bloomberg