Tymczasem grające w Unii pierwsze skrzypce Niemcy wolą, by to banki najpierw podniosły własne zasoby kapitałowe, nie korzystając przy tym z pieniędzy podatników. W ten sposób instytucje finansowe mogłyby się przygotować do spodziewanego bankructwa Grecji bez pogłębiania deficytów budżetowych – dowodzi Berlin.
>>> Czytaj też: Świat zalewa masa pustej gotówki. Czekają nas czasy wysokiej inflacji
„Banki powinny najpierw wykorzystać prywatne źródła kapitału, a rządy krajowe udzielać wsparcia tylko w razie konieczności. Jeżeli takie wsparcie nie jest możliwe, rekapitalizacja powinna zostać sfinansowana z pożyczki z Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (EFSF)” – proponowała w ubiegłym tygodniu Komisja Europejska. Jak mówił w rozmowie z „DGP” ekonomista duńskiego Saxo Banku John Hardy, Bruksela jest dopiero w trakcie opracowywania planu walki z kryzysem zadłużenia.
Już teraz wiadomo jednak, że zanim banki zaczną zwiększać rezerwy kapitałowe, europejski nadzór przeprowadzi rygorystyczne testy wytrzymałościowe, które mają ujawnić rzeczywiste potrzeby sektora bankowego. Jak wynika z przecieków, w grę wchodzi też przyspieszenie o rok utworzenia stałego mechanizmu opartego na EFSF. Szczegóły – zdaniem Hardy’ego – zostaną wypracowane przed planowanym na 3 – 4 listopada szczytem przywódców państw G20 w Cannes. Najprawdopodobniej będzie to najbliższy weekend i spotkanie ministrów finansów państw strefy euro – zapowiedział francuski minister Francois Baroin. USA i MFW replikują, że nie ma na to czasu, a jedynie słuszną drogą wyjścia z problemów jest wariant amerykański – natychmiastowe wpompowanie w banki miliardów dolarów z budżetu, tak jak zrobił to Biały Dom jesienią 2008 roku.
>>> Czytaj też: G20: Zapewnienie bankom płynności to konieczność
– Europejczycy muszą zrobić więcej (niż planują – red.). Diabeł tkwi w szczegółach. W warunkach kryzysu finansowego bardziej ryzykowne są działania stopniowe niż szybkie i zdecydowane – przekonywał sekretarz skarbu USA Timothy Geithner. Zdanie to podzielają czołowe banki strefy euro. Bankierzy dowodzą, że przymusowa rekapitalizacja banków bez wsparcia rządów w postaci pieniędzy publicznych będzie się musiała wiązać z ograniczeniem akcji kredytowej. To z kolei doprowadzi niechybnie do ograniczenia wzrostu gospodarczego, a być może nawet powrotu do ogólnoeuropejskiej recesji. W komunikacie wydanym po sobotnim spotkaniu w Paryżu ministrowie finansów podpisali się więc jedynie pod dość ogólnymi stwierdzeniami o bankach, które wymagają „odpowiedniej kapitalizacji i wystarczającego dostępu do funduszy”, dodając przy tym, że banki centralne są gotowe do działania zapewniającego bankom płynność.
Z zadowoleniem przyjęto też ratyfikację reformy EFSF (jako ostatnia, z problemami, umowę przyjęła Słowacja), powiększającej o 77 proc., do niemal 780 mld euro, dostępne środki finansowe (choć Amerykanie proponowali kwotę 2,5 bln euro). Na konkretne rozwiązania trzeba jednak poczekać co najmniej dwa tygodnie.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
