Przasnyski: Rekordowy październik skłania do korekty

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
31 października 2011, 10:20
Roman Przasnyski, analityk Open Finance
Roman Przasnyski, analityk Open Finance/Inne
Zła sława października w tym roku nie tylko się nie sprawdziła, ale obróciła się w swoje przeciwieństwo. Mimo nerwowości, mijający miesiąc należał do bardzo udanych dla byków. Zyski kuszą jednak, by je zrealizować.

Piątkowe osłabienie na niemal wszystkich giełdach można tłumaczyć na różne sposoby, od studzenia euforii po unijnym szczycie, poprzez realizację zysków, do rozczarowania i świadomość powrotu do twardej rzeczywistości. Warto też zwrócić uwagę, że obecnie w Europie rozgrywa się scenariusz identyczny, jak na Wall Street po dramatycznych potyczkach tamtejszych polityków w kwestii podwyższenia limitu zadłużenia amerykańskiego budżetu. Wówczas także inwestorzy liczyli na sukces, a gdy się pojawił, realizowali zyski. Nie sposób jednak nie zauważyć, że mimo sporej nerwowości przed unijnym szczytem, giełdy jednak mocno szły w górę. Od 3 października DAX zyskał 21 proc., WIG20 wzrósł o 15 proc., a S&P500 o 17 proc. Na giełdzie we Frankfurcie w ciągu minionych pięciu sesji wskaźnik wzrósł ponad 6 proc., a październik był najbardziej zyskownym miesiącem od marca 2009 r., czyli od początku prawie dwuletniej fali ostatniej hossy. Na giełdzie nowojorskiej mijający miesiąc należał do najlepszych w historii. Jest więc jasne, że bykom odpoczynek się należy. S&P500 zakończył piątkową sesję symbolicznie nad kreską. Zaledwie 15 punktów brakuje mu do psychologicznego poziomu 1300 punktów, a do lipcowego szczytu niecałe 70 punktów. Do tego ostatniego z marszu dotrzeć będzie trudno, ale po korekcie może on stanowić całkiem realny do osiągnięcia cel, choćby w trakcie grudniowego rajdu.

Nasz WIG20 radził sobie nieznacznie gorzej w skali tygodnia, zyskując 4,5 proc. Powodów do narzekań jednak nie ma. Mamy za sobą pięć kolejnych tygodni wzrostów.
Na giełdach azjatyckich także zapachniało korektą. Na godzinę przed końcem handlu Nikkei tracił 0,7 proc., w Hong Kongu, Korei, Malezji i Singapurze spadki przekraczały 1 proc. Nieco lepiej było w Chinach, gdzie Shanghai B-Share rósł o 0,3 proc., a Shanghai Composite tracił 0,2 proc.

Złe sygnały płyną z obserwacji zachowania instrumentów pochodnych. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy zniżkowały po około 1 proc. Po nieco ponad 1 proc. w dół szły także kontrakty na CAC40 i DAX. To zwiastuje pogłębienie zarysowanej jedynie piątkowej korekty. W Warszawie dodatkowo może zadziałać obawa związana z wtorkową przerwą w handlu.

W tym tygodniu kwestie europejskiego kryzysu powinny ustąpić miejsca danym makroekonomicznym. Dziś będą to sprzedaż detaliczna w Niemczech i stopa bezrobocia w strefie euro, wtorek i środa to serial wskaźników aktywności w przemyśle od Chin przez Europę, po Stany Zjednoczone. Druga połowa tygodnia to przede wszystkim posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego i Fed oraz dane z amerykańskiego rynku pracy. Bodźców do działania inwestorom nie powinno więc brakować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj