Wielka Brytania okazała się jedynym krajem Unii Europejskiej, który odważył się samotnie stawić czoło rynkom finansowym i odrzucić forsowaną przez Niemcy i Francję unię fiskalną.

– Decyzja była trudna, ale konieczna dla obrony interesów kraju – tłumaczył motywy swojego działania premier David Cameron. Przywódca każdego innego państwa zostałby po takich słowach odsądzony od czci i wiary. Ale realizowaną kosztem Wspólnoty strategię Camerona przyjęto w Londynie ze zrozumieniem.

>>> Czytaj też: Cameron: Poprzemy euro, jeśli Londyn zostanie finansowym centrum Europy

Z perspektywy brytyjskiej obecny szef rządu nie robi nic niezwykłego. Przeciwnie: wpisuje się w długi ciąg premierów, którzy odważyli się samotnie stawić czoło Europie. I odnieśli sukces. Sprzeciw wobec kontynentu Wzorem odwagi pozostaje Winston Churchill. Od klęski Francji w maju 1940 roku do rozpoczęcia przez Hitlera operacji „Barbarossa” w czerwcu następnego roku premier z bunkra pod rządowymi budynkami przy Whitehall kierował walką z III Rzeszą, gdy wszyscy inni albo się jej poddali, albo z nią kolaborowali.

– Tradycyjny sceptycyzm Brytyjczyków wobec Unii tłumaczy się tym, że Zjednoczone Królestwo jest jedynym krajem Unii, który zwycięsko wyszedł z II wojny światowej, i nie widzi powodów, dla których miałby płacić za utrzymanie pokoju w Europie przekazaniem części suwerenności Brukseli – tłumaczy „DGP” Simon Tilford z londyńskiego Center for European Reform (CER).

Reklama

Brytyjczycy mają we krwi sprzeciw wobec zagrożenia ze strony Kontynentu. W XVI wieku wrogiem Londynu był cesarz Filip II, który omal nie włączył do imperium Habsburgów Wysp (w 1588 roku jego armada poniosła klęskę pod Lepanto). W następnym stuleciu Anglicy musieli z kolei na gwałt organizować koalicję państw, które były gotowe powstrzymać plan Ludwika XIV przekształcenie Europę w lenno Burbonów.

>>> Czyta też: Bruksela zastanawia się, jak zmusić Londyn do wycofania się z weta

Zaś na przełomie XVIII i XIX wieku żaden, poza Zjednoczonym Królestwem, kraj nie stawiał od początku do końca czoła cesarzowi Francuzów, doprowadzając w końcu do jego przegranej pod Waterloo 18 czerwca 1815 roku. Klęska cesarza Francuzów rozpoczęła wiek bezwzględnej hegemonii Londynu. Brytyjczycy nie mieli godnego siebie rywala aż do pierwszych lat XX wieku, gdy szybka industrializacja cesarstwa niemieckiego i rozbudowa jego sił zbrojnych okazała się wyzwaniem rzuconym Zjednoczonemu Królestwa.

Taka była najważniejsza przyczyna wybuchu I wojny światowej, z której Anglicy raz jeszcze wyszli zwycięsko. – Od bitwy pod Hastings w 1066 roku, kiedy Wilhelm Zdobywca podporządkował Wyspy Normanom, Wielka Brytania nigdy nie dopuściła obcych wojsk na swoje terytorium. Trudno się dziwić, że w naszej mentalności samotna walka przeciw Europie nie jest objawem szaleństwa, ale racjonalnym działaniem – podkreśla Tilford. W kształtowaniu izolacjonistycznej postawy Brytyjczyków równie ważną rolę odegrała geografia. Kanał La Manche, który w najwęższym miejscu ma zaledwie 32 km szerokości, okazał się przeszkodą nie do zdobycia dla kolejnych najeźdźców dzięki marynarce wojennej, która przez przeszło trzysta lat, od XVII do XX wieku, nie miała sobie równych na świecie.

Jednak Royal Navy odegrała znacznie większą rolę w brytyjskiej historii niż tylko obrońcy Wysp. – Dzięki marynarce horyzonty Zjednoczone Królestwa znacznie wykroczyły poza granice Starego Kontynentu. W ten sposób zostało zbudowane największe imperium w historii ludzkości, które w szczytowym momencie (1921 rok) obejmowało prawie 25 mln km kw. i było zamieszkane przez jedną czwartą ludzkości (450 mln osób) – mówi nam Jonathan Boff, wykładowca historii nowożytnej na Uniwersytecie Birmingham. Najpierw sercem brytyjskiej potęgi kolonialnej były terytoria w Ameryce Północnej, a po przegranej wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1776) rolę tę przejęły Indie. Przez cały XIX wiek ochronie tego „diamentu w koronie Imperium” była podporządkowana brytyjska polityka zagraniczna.

>>> Czytaj też: Wielka Brytania nie wyjdzie z Unii, ma zbyt wiele do stracenia

Tylko z tego powodu Londyn stopniowo przejmował kontrolę nad wianuszkiem terytoriów, które od Gibraltaru przez Maltę, Cypr i Egipt (a przed zbudowaniem Kanału Sueskiego Afrykę Południową) zapewniały bezpieczny kontakt między Indiami a metropolią. – Imperium pozostawiło w naszej mentalności przyzwyczajenie do myślenia w kategoriach globalnych, nie tylko europejskich. Brytyjczycy na co dzień czytają w swoich gazetach o rozgrywkach krykieta w Australii czy polityce wewnętrznej RPA. Europa jest tylko jednym z wielu rejonów świata, które nas interesują.

Stąd otwarty spór z Unią jest relatywnie mniej dramatyczny dla Wielkiej Brytanii niż każdego innego kraju Europy – dodaje Boff. Liczy się najsilniejszy, czyli USA Ostatnim aktem polityki imperialnej Londynu była nieudana interwencja w 1956 roku (razem z Francją) w obronie Kanału Sueskiego przed jego nacjonalizacją przez Gamala Nassera. Prezydent USA Dwight Eisenhower, obrażony za to, że nie został z góry uprzedzony o operacji, ale także w obawie, że doprowadzi ona do otwartego konfliktu ze Związkiem Radzieckim, pozostawił Anglików na lodzie. Od tego momentu Brytyjczycy zrozumieli, że tylko ścisłe współdziałanie z USA – a nie z Kontynentem – zapewni im sukces w polityce międzynarodowej.

Tak zrodziło się specjalne partnerstwo (special relationship) między Londynem a Waszyngtonem. Nawet dla Tony’ego Blaira, najbardziej proeuropejskiego premiera w nowożytnej historii Wielkiej Brytanii, okazało się ono ważniejsze niż związki ze Wspólnotą. W marcu 2003 roku, mimo sprzeciwu Paryża i Berlina, Zjednoczone Królestwo stało się najważniejszym sojusznikiem prezydentem George’a W. Busha w wojnie z Irakiem.

Pod osłoną kanału La Manche Brytyjczycy zdołali również zbudować oryginalny system polityczny i gospodarczy, który utrwalił ich odrębność wobec kontynentu. Podczas gdy Hiszpanie, Francuzi i Niemcy budowali scentralizowane monarchie absolutne, aby mieć siłę do obrony przed sąsiadami, Anglia czuła się bezpiecznie i mogła stopniowo przekształcić się w pierwszą na świecie monarchię konstytucyjną. Brytyjczycy okazali się także prekursorem rewolucji przemysłowej i budowy pierwszej nowoczesnej gospodarki globu. Wynalazek maszyny tkackiej (John Kay, 1733), silnika parowego (James Watt, 1763), lokomotywy (George Stephenson, 1825) i teorii doboru naturalnego (Charles Darwin, 1838) to tylko niektóre z etapów bezwzględnej przewagi technologicznej i naukowej Zjednoczonego Królestwa, która trwała do pierwszych dekad XX wieku.

– Dziś Anglia już nie ma takiej pozycji, ale gotowość do eksperymentowania i szukania własnej drogi pozostały – uważa Tilford. Jego zdaniem, w tym należy szukać przyczyn oryginalnej drogi rozwoju, jaką kraj wybrał na przełomie XX i XXI wieku. Pod naciskiem ówczesnego ministra finansów, a później premiera Gordona Browna Wielka Brytania postawiła na rozwój nowych technik finansowych i przekształcenie Londynu w czołowy ośrodek zarządzania światowym kapitałem. Anglicy uznali, że tradycyjny przemysł, do Anglia znaczy izolacja Imperium przyzwyczaiło nas do myślenia w kategoriach globalnych. Europa jest dla nas tylko jednym z wielu rejonów świata – mówi „DGP” Jonathan Boff którego przywiązane są m.in. Niemcy, nie jest już warunkiem utrzymania się w czołówce najbogatszych krajów świata.

– Kryzys co prawda podał w wątpliwość sens takiej strategii. Jednak nie zmienił angielskiej skłonności do szukania własnej drogi rozwoju. To ułatwiło Cameronowi decyzję o odrzuceniu francusko-brytyjskiej recepty na przełamanie kryzysu – przekonuje Simon Tilford. Unia to nie cały świat Po zdobyciu dla konserwatystów władzy w 1979 roku Margaret Thatcher rozpoczęła forsowny program sprzedaży przedsiębiorstw państwowych, redukcji podatków, złamania potęgi związków zawodowych i przekonania Brytyjczyków do inwestowania na giełdzie.

Tak rozpoczął się wieloletni okres prosperity, który przekształcił Zjednoczone Królestwo w czwartą największą gospodarkę świata. Jednak z perspektywy brytyjskiej historii Żelazna Dama wcale nie była taka oryginalna.

– Od Francisa Drake’a i korsarzy atakujących w XVI wieku hiszpańskie galeony ze złotem, po Kompanię Wschodnioindyjską, która do połowy XIX wieku kontrolowała najcenniejsze części Imperium, potęga Wielkiej Brytanii powstała dzięki indywidualnej przedsiębiorczości, a nie polityce państwa. Odrzucając próbę narzucenia przez Brukselę kontroli nad polityką budżetową, David Cameron w pewnym sensie działał zgodnie z angielską tradycją – podkreśla Jonathan Boff.

W swoim sprzeciwie wobec Brukseli brytyjski premier nie jest odosobniony. Sondaże Eurobarometru pokazują, że zaledwie co trzeci mieszkaniec Zjednoczonego Królestwa uważa członkostwo swojego kraju w Unii Europejskiej za dobrą rzecz. Reszta jest przekonana, że nawet bez Wspólnoty Wielka Brytania da sobie radę: ze wsparciem największej potęgi gospodarczej, jaką jest Ameryka, i kilkudziesięciu innych, bliskich kulturowo państw własną silną walutą, jedną z najbardziej wpływowych kultur świata i poczuciem niezależności, który od tysiąca lat nigdy nie zawiódł Wielkiej Brytanii.