"FDP jest i pozostanie partią o jasnej proeuropejskiej postawie, zachowując konieczny polityczny rozsądek" - oświadczył szef ugrupowania Philipp Roesler.

Według niego 44,2 proc. uczestników referendum opowiedziało się za wnioskiem "eurorebeliantów" na czele z posłem Frankiem Schaefflerem, który domagał się odrzucenia planów ustanowienia przez UE stałego Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS), przeznaczonego na pomoc zadłużonym krajom strefy euro. 54,4 proc. poparło linię kierownictwa FDP, które opowiada się za ustanowieniem EMS.

W referendum wzięło udział jedynie 31,6 proc. członków FDP (20,178 tys.), a zatem nieznacznie mniej, niż 33-procentowe kworum, wymagane, aby głosowanie było wiążące.

Referendum w FDP było ważnym testem nie tylko dla nowego szefa ugrupowania Philippa Roeslera, który pełni tę funkcję od maja, ale też próbą dla chadecko-liberalnej koalicji rządzącej w Niemczech.

"Eurorebelianci" chcieli wymusić, by frakcja liberałów głosowała za odrzuceniem EMS oraz odpowiednich zmian w traktatach UE. Jak argumentował inicjator plebiscytu Frank Schaeffler, z kryzysem zadłużenia nie należy walczyć poprzez udzielanie dłużnikom kolejnych kredytów. Zarzucił on też Komisji Europejskiej i Europejskiemu Bankowi Centralnemu "kolektywne łamanie prawa UE".

Reklama

Gdyby "eurorebelianci" wygrali referendum w FDP, chadecko-liberalna koalicja nie miałaby własnej większości w głosowaniu nad EMS. To zaś byłoby upokorzeniem dla rządu Angeli Merkel i w ostateczności mogłoby oznaczać nawet rozpad koalicji i nowe wybory. Sam nowy program ratunkowy dla euro nie był zagrożony, bo poparcie zapowiedzieli opozycyjni socjaldemokracji i Zieloni. Niemiecki Bundestag ma głosować nad EMS na początku 2012 roku.

Liberalna FDP od miesięcy przeżywa najgłębszy w swojej historii kryzys, a jej notowania utrzymują się poniżej 5-procentowego progu wyborczego. Jeszcze jesienią 2009 roku liberałowie uzyskali w wyborach parlamentarnych blisko 15-procentowe poparcie i z mocną pozycją weszli w koalicję rządzącą z chadecją. Szybko okazało się jednak, że nie są w stanie przeforsować swoich obietnic wyborczych, przede wszystkim obniżki podatków.

Nie powiodła się też próba odzyskania wiarygodności poprzez zmiany na czele FDP. Wiosną szefem partii został Philipp Roesler, zastępując na tym stanowisku Guido Westerwellego, obwinianego o katastrofalne notowania liberałów. W zeszłą środę ze stanowiska sekretarza generalnego FDP niespodziewanie zrezygnował 32-letni Christian Lindner, co uznano za kolejną oznakę kryzysu w ugrupowaniu.