Niemiecki ekspert: dzięki Polsce zaciera się podział na Wschód i Zachód w UE

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
24 stycznia 2012, 16:34
Panorama Warszawy, źródło: Materiały Prasowe UM Warszawa, fot. Zbigniew Panów
Panorama Warszawy, źródło: Materiały Prasowe UM Warszawa, fot. Zbigniew Panów/Media
Polska prezydencja w Radzie UE przyśpieszyła proces jednoczenia się poszerzonej Unii, a podział na "stary Zachód" i "nowy Wschód" nie oddaje już rzeczywistości we UE - ocenia analityk Cornelius Ochmann.

W najnowszym biuletynie "Spotlight Europe" Cornelius Ochmann, analityk niemieckiej Fundacji Bertelsmanna, pisze, że sygnały zacierania się podziału UE na starych i nowych członków dało się zauważyć już w czasie kryzysu gospodarczego w 2008 i 2009 roku. "Nowi członkowie UE - szczególnie mocno dotknięte przez kryzys finansowy kraje bałtyckie - przezwyciężyli kryzys, pomimo dwucyfrowej recesji i powrócili na ścieżkę wzrostu. Polska jako jedyny kraj (UE) przeszła przez kryzys, utrzymując dodatni wskaźnik wzrostu" - zauważa ekspert.

>>> czytaj też: Polska jest żyłą złota dla zagranicznych inwestorów

Jego zdaniem w czasie prezydencji w Radzie UE w drugiej połowie 2011 r. Polska wzięła na siebie rolę pośrednika między strefą euro a krajami spoza eurolandu. Dzięki temu wynegocjowany w tym czasie tzw. sześciopak - czyli pakiet sześciu aktów prawnych wzmacniających koordynację polityk gospodarczych i dyscyplinę finansową - nie stał się "partykularnym porozumieniem ograniczonym tylko do krajów euro".

>>> Polecamy: Dzięki UE polski PKB może być większy nawet o 7,4 proc.

"Pozytywnym zaskoczeniem" była polityczna zgoda na powołanie Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji, niepowodzeniem zaś był brak postępów w sprawie programu Partnerstwa Wschodniego UE oraz brak zgody w Unii na rozszerzenie strefy Schengen o Bułgarię i Rumunię.

Ochmann podkreśla, że Polska musi wykorzystać kapitał pozyskany podczas swojej prezydencji w negocjacjach nad nowym paktem międzyrządowym wzmacniającym dyscyplinę finansową oraz nad przyszłym wieloletnim budżetem UE. "Polska ma wielką szansę zaprezentować się jako politycznie stabilny kraj z prosperującą gospodarką, który wprowadził już przed dekadą konstytucyjny hamulec zadłużenia na poziomie 55 proc. PKB" - pisze niemiecki politolog.

Zastrzega, że utrzymanie dobrej sytuacji gospodarczej nie jest przesądzone i polski rząd musi przeprowadzić reformy. Polska stoi też wobec wyzwań demograficznych i problemu braku fachowej siły roboczej.

Zdaniem Ochmanna, aby grać w jednej lidze z Niemcami i Francją, Polska musi możliwie szybko po ustabilizowaniu euro potwierdzić wolę przystąpienia do strefy wspólnej waluty. "Po tym, gdy Wielka Brytania z własnej winy znalazła się na marginesie w nowej UE, powstaje strategiczne pytanie, czy niemiecko-francuski duet może być uzupełniony o Polskę i czy Polska może być nową siłą wiodącą w Unii. Za tym przemawia siła gospodarcza polski, polityczna stabilność, proeuropejskie nastroje w społeczeństwie oraz rosnąca konkurencyjność gospodarki" - ocenia Ochmann.

Jego zdaniem w czasie polskiej prezydencji doszło do ochłodzenia między Warszawą a Paryżem, bo prezydent Francji Nicolas Sarkozy dążył do rozwiązania problemów strefy euro bez udziału krajów spoza eurolandu. Jaśniejszej pozycji Paryża w sprawie ewentualnego wzmocnienia osi niemiecko-francuskiej o Polskę można oczekiwać jednak dopiero po tegorocznych wyborach prezydenckich we Francji - uważa ekspert.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj