Zanim wsiądziesz do czyjegoś auta, upewnij się, że ma OC

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 maja 2012, 05:31
Madam C. J. Walker z przyjaciółmi w samochodzie, źródło Wikimedia.org, zdjęcie w domenie publicznej
Madam C. J. Walker z przyjaciółmi w samochodzie, źródło Wikimedia.org, zdjęcie w domenie publicznej/Inne
Według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego po polskich drogach porusza się około 200 tys. nieubezpieczonych pojazdów. Osoby kierujące autami bez ważnej polisy OC powodują rocznie blisko 5,5 tys. wypadków. Z tego, jak szacuje UFG, 20 proc. wypadków powodują osoby niebędące właścicielami samochodu.

Tymczasem za konsekwencje wypadków, w którym brało udział auto bez ważnego OC, odpowiedzialny jest nie tylko właściciel auta, lecz także kierujący. Początkowo roszczenia związane z uszkodzeniem np. innego pojazdu czy uszczerbkiem na zdrowiu pokryje UFG, ale potem zwróci się do właściciela i kierowcy o oddanie pieniędzy. – Fundusz występuje do każdego z nich o zwrot pełnej kwoty. Dążymy do tego, żeby dłużnicy sami między sobą się porozumieli. W chwili gdy otrzymamy całą należność, zamykamy sprawę – wyjaśnia Magdalena Barcicka, wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

W wielu przypadkach chodzi o duże kwoty, sięgające nawet setek tysięcy złotych.

Funduszowi należy się zwrot nie tylko wysokości odszkodowania, lecz także kosztów poniesionych przez UFG w związku z wypłatą roszczeń. Te dodatkowe opłaty dotyczą likwidacji szkód np. powołania biegłych, jeżeli jest to konieczne. – Likwidacja szkody osobowej kosztuje UFG średnio około 500 zł – mówi Aleksandra Biały, rzecznik prasowy funduszu.

Kierowcy bez OC muszą się liczyć z koniecznością zapłaty za wyrządzone szkody nawet po wielu latach od wypadku. Zdarza się, że ofiary dopiero wtedy zgłaszają roszczenia. – Fala takich opóźnionych zgłoszeń miała miejsce przed paroma laty. Obecnie liczba spraw o odszkodowania za wypadki np. sprzed trzech lat spadła do ok. 50 spraw rocznie. Wcześniej było ich dwukrotnie więcej – wyjaśnia Barcicka.

Jeszcze kilka lat temu zdarzało się, że kiedy komornik stwierdził, iż dłużnik nie ma z czego zwracać pieniędzy, sprawa na tym się kończyła. Wtedy dłużnik unikał egzekucji dzięki przedawnieniu. Jednak obecnie fundusz postępuje inaczej. – Teraz takie zawieszone sprawy ponownie trafiają do komornika, zanim się przedawnią, gdyż istnieje możliwość, że sytuacja finansowa dłużnika się poprawiła – mówi Barcicka. W ubiegłym roku UFG skierował do ponownych egzekucji 515 spraw.

18,8 tys. liczba postępowań regresowych prowadzonych przez UFG pod koniec 2011 r.

15,48 mln zł dochody UFG z roszczeń regresowych w 2011 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj