A spośród tych mniejszych reform wiele wcale nie jest tak małych ani łatwych. Uderzająca jest rosnąca nieustannie rola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jest to chyba największe przedsiębiorstwo w Polsce pod względem sum, którymi operuje, jakie ma na koncie lub musi dostać od państwa. Bardzo mało wiemy na temat operowania przez ZUS pieniędzmi, jakimi firma ta dysponuje, i to w dodatku naszymi pieniędzmi, bo albo płacimy składki, albo pobieramy świadczenia. Bardzo mało wiemy o tym, ile osób pracuje w ZUS, jak jest wewnętrznie zorganizowana ta firma, jaki stopień skomputeryzowania osiągnęła.

Jak się wydaje na podstawie tego, że trzeba wciąż ręcznie wypełniać deklaracje, digitalizacja ZUS jest w powijakach. Ale co najgorsze, nie ma żadnej realnej kontroli nad tym przedsiębiorstwem, nad wydawaniem przez nie pieniędzy na własne cele (budowle, pałace, pensje, nagrody itd.) oraz nad trybem podejmowania decyzji w konkretnych sprawach konkretnych obywateli. Wiemy tylko jedno: jeżeli spóźnimy się z wpłaceniem haraczu do ZUS, to natychmiast zamkną nam konta bankowe, a jeżeli ZUS jest nam cokolwiek winien na skutek niedopatrzenia, to my musimy składać niekończące się deklaracje. A zatem nie w intencji skrytykowania ZUS, lecz w intencji radykalnej naprawy tej instytucji, bez której prawidłowego funkcjonowania żadna reforma emerytalna się nie powiedzie, opiszę kilka przypadków. Znam je z oglądu własnego lub relacji sąsiadów mieszkających w pobliskich rejonach mojej wschodniej prowincji. Od ponad 4 lat zatrudniamy na pół etatu panią do pomocy w ogrodzie i w domu. Co miesiąc trzeba wypełnić dwa druki i niemal co miesiąc mamy interwencję ZUS, bo coś jest błędnie, w którejś rubryce jest źle, gdyż jakiś przepis się zmienił. Jednak nie dostajemy żadnych informacji o tych zmianach z góry. Ponadto musimy przelać niewielkie przecież sumy na cztery osobne konta. Rozumiem, dlaczego tak duża jest czarna strefa w zatrudnieniu, bo kto temu da radę bez wyspecjalizowanej księgowej, a dopiero duże przedsiębiorstwo może takową zatrudniać. Nagle okazało się, że przez wszystkie te lata jedną z sum nadpłacaliśmy, bo to tylko pól etatu. Tego nikt nam nie powiedział. Nadpłata wynosi około 1000 zł, ale ZUS sam jej nie zwróci, tylko trzeba wypełnić jeszcze raz skorygowane formularze za wszystkie te miesiące, czyli około stu dwukartkowych dokumentów.

Ponadto wysyłamy dokumenty do ZUS w powiatowym mieście (nasz powiat), ale obliczenia robi ZUS w innym powiatowym mieście, do czego posługuje się specjalnym kurierem, co znacznie wydłuża i podraża obieg dokumentów. Pani, która nam pomaga, ma dwóch synów w wieku szkolnym i uczących się. Kiedy jeden z nich złamał rękę, szpital przysłał jej rachunek, bo się okazało, że nie są ubezpieczeni i stan ten trwa od czterech lat, czyli kiedy mieli 13 i 16 lat. Jak to jest możliwe, żeby młodzieńcy w konstytucyjnym wieku szkolnym lub studiujący byli nieubezpieczeni? Okazało się, że to omyłka, ale szpital już chce wysyłać komornika, a ZUS oświadcza, że to nie jego wina, tylko przeoczenie lub ewentualnie wina matki.

O przeprosinach nie ma nawet mowy. Proszę sobie wyobrazić przerażenie tej biednej osoby, która nagle zostaje zastraszona na skutek niedopatrzenia ZUS. Wystarczy. Otóż popieram całkowicie reformę emerytalną, ale jeżeli będzie ją przeprowadzał Zakład Ubezpieczeń Społecznych w obecnym stanie, to nic z niej nie będzie. Śmiałe zamiary premiera Tuska diabli wezmą, a straty popularności Platformy Obywatelskiej będą daremne. Zachęcam więc nie gorąco, lecz paląco do tego, żeby już, natychmiast, zabrać się za radykalną reformę ZUS, które to przedsiębiorstwo jest chyba dla obywateli, a nie obywatele dla niego.