Jeszcze do niedawna zdefraudowane miliardy pozwalały obalonym dyktatorom wygodnie dożyć swoich dni. Ale dobre czasy dobiegają końca. Dziś na całym świecie trwa polowanie na majątki wygnanych autokratów.
Ubrany na biało mężczyzna, ściskający kurczowo czarną walizeczkę, najwyraźniej nie chciał wejść na pokład czekającego na niego samolotu. „Zostawcie mnie, nie chcę lecieć, chcę umrzeć tutaj” – biadolił szarpany przez towarzyszących mu ludzi. „Wsiadaj, gamoniu” – furczała na niego żona. „Właź, ale to już!” – krzyczał mężczyzna, do niedawna będący szefem tajnej policji i współpracownikiem rozhisteryzowanego pasażera. Do strofujących go ludzi odwraca się na schodkach samolotu młoda kobieta, krzycząc: „Zostawcie mojego ojca, bo zejdę i was pozabijam!”
Tak żegnał się z Tunezją Zine al-Abidine Ben Ali, pierwszy z przywódców obalonych podczas arabskiej wiosny. Na pokładzie tej samej maszyny odleciało też złoto ze skarbca banku centralnego Tunezji oraz grupa krewnych i współpracowników byłego już prezydenta. Jak szacują obecne władze kraju, w ciągu 23 lat rządów Ben Alego cała ta grupka zagarnęła majątek rzędu co najmniej 3 mld dol. W pościg za tą fortuną ruszyli już pierwsi śledczy.

Łowca portfeli dyktatorów

Enrico Monfrini mógłby być jednym z setek prawników, jacy co dzień pracują w kancelariach w Genewie. Jednak ten 67-letni szef Monfrini Crettol & Partners jest postacią nietuzinkową: ściga majątki dyktatorów – tropi między innymi fortunę ukrytą przez haitańskiego dyktatora Baby Doca Duvaliera czy nigeryjskiego przywódcę Saniego Abachę. W przypadku tego drugiego odniósł już sukcesy: w dżungli kont bankowych i papierów wartościowych znalazł 2 mld dol. wyprowadzone z Nigerii przez Abachę. 1,3 mld z tych pieniędzy trafiło z powrotem na konta nigeryjskiego rządu.
Nie było jednak łatwo. – Brytyjczykom udzielenie pomocy w tej sprawie zajęło pięć czy sześć lat. W końcu przyszli do nas z bezużytecznymi informacjami. A Francja nie dała nam ani jednego dokumentu – kwituje Monfrini. Jego firma dobrała się też do kont w Liechtensteinie i Luksemburgu – w pierwszym kraju zlokalizowano trzy konta Nigeryjczyka, na których zgromadzono 176 mln dol., w drugim zamiast spodziewanych 30 mln dokopano się 650 mln dol. Tyle że oba państwa mnożą przeszkody – choć zapadły wyroki sądowe, setki milionów zostały zamrożone na rachunkach i mimo upływu dekady nie wracają do ojczyzny dyktatora.
Za to Monfrini cieszy się dziś sławą „łowcy nagród”. Właśnie do niego zgłosili się w ubiegłym roku Tunezyjczycy. – Na początek potrzebna jest lista ludzi i ich powiązań z reżimem – twierdzi Monfrini. Trzeba zgromadzić dokumenty, które są w zasięgu władz kraju, i zidentyfikować pierwsze konta bankowe. W Szwajcarii, ale też w innych krajach – dodaje. Potem to już fraszka. – Kiedy już znajdę to jedno czy dziesięć kont, zwracam się do rządów z prośbą o współpracę, a one pomagają nam zamrozić środki – tłumaczy prawnik.
W przypadku Ben Alego i klanu jego żony, Lejli Trabelsi, szykuje się śledztwo na lata. Według informacji „Financial Timesa” aktywa tunezyjskiego prezydenta są rozsiane po dwunastu państwach, w tym Wielkiej Brytanii, Francji, USA, Szwajcarii czy Arabii Saudyjskiej. Są już pierwsze efekty: rządy Francji i Szwajcarii uziemiły samoloty należące do dyktatora, w tym luksusowo wyposażonego falcona 9000. Śledczy próbują znaleźć też posiadłości Lejli Trabelsi w Paryżu, Alpach i na Lazurowym Wybrzeżu. Z kolei Kanadyjczycy zajęli wart niemal kilkaset milionów dolarów kompleks willowy należący do Sachera el-Matriego, krewniaka Ben Alego. W Libanie odnaleziono aktywa małżonki prezydenta o wartości 45 mln dol., wkrótce mają one trafić w ręce nowych władz Tunezji. Pomoc zaoferował też bank centralny Emiratów: zamrożono tam środki na kontach 120 osób należących do otoczenia byłego prezydenta.
– Z prawnego punktu widzenia nie jest to takie proste – mówi DGP Phyllis Atkinson, szefowa szkoleń w Międzynarodowym Centrum ds. Odzyskiwania Aktywów w Bazylei. – Każdy kraj ma własne przepisy, zgodnie z którymi trzeba udowodnić pochodzenie zajmowanych środków z przestępstwa. Na tej podstawie zapada też decyzja o zwrocie środków – podkreśla. Dlatego też najprościej zdecydować się na zatrudnienie wyspecjalizowanego łowcy.
Kleptokraci – mówi o dyktatorach Monfrini. – Kradną, ale przymykają też oczy na złodziejstwo innych i zazwyczaj sami nie bogacą się aż tak bardzo. Raczej chodzi o żony, dzieci, bratanków i siostrzeńców, dalszych krewnych czy współpracowników – dodaje. Ta zasada obowiązuje też w przypadku większości obalonych dyktatorów. Przy majątkach Hosniego Mubaraka czy Muammara Kaddafiego kilka miliardów wyprowadzonych z kraju przez Ben Alego i klan Trabelsich wydaje się wręcz skromną sumą.
Rozsianą po świecie fortunę egipskiego prezydenta Mubaraka i jego krewniaków szacuje się nawet na 70 mld dol. – Niemal każdy projekt biznesowy potrzebuje sponsora i Mubarak był doskonale ulokowany w systemie władzy, by brać prowizję z każdej transakcji – mówi Christopher Davidson z uniwersytetu w Durham. Według niego były prezydent wprowadził ten zwyczaj jeszcze przed objęciem władzy, gdy był wpływowym generałem egipskiej armii. W efekcie narodziła się gigantyczna fortuna, której widocznym przejawem były nieruchomości. Nie tylko rozległe posiadłości na wybrzeżu Morza Czerwonego, lecz także w Londynie, Nowym Jorku, Los Angeles. Mubarakowie mają dom na Rodeo Drive w Beverly Hills i rezydencję 28 Wilton Place w centrum Londynu. Ich pieniędzmi opiekowały się m.in. banki UBS, Bank of Scotland i Lloyds Banking Group.
Ale – choć pomoc w śledztwie oferują Egipcjanom zarówno rządy, jak i ONZ-owskie Biuro ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) – odzyskiwanie majątku „ostatniego faraona” idzie jak po grudzie. Szwajcarzy zamrozili co prawda przeszło pół miliarda dolarów na kontach oficjeli dawnego reżimu, ale na listach, którymi posługują się tropiciele w Europie, znajduje się raptem 19 nazwisk egipskich dygnitarzy (Kanadyjczycy ułożyli listę 140 podejrzanych osób). Jeszcze dziwniejsze jest postępowanie Brytyjczyków – tamtejszy skarb państwa zamroził aktywa wartości 138 mln dol., ale jednocześnie odmówił Egipcjanom informacji, jakie to środki i do kogo należą. Władze w Kairze zagroziły złożeniem pozwu przeciw rządowi Davida Camerona, co pod koniec maja skłoniło Brytyjczyków do podjęcia negocjacji na temat losu zabezpieczonego majątku. Egipskie władze deklarują, że są gotowe w tej walce iść na noże. – Poprosimy o pomoc kogo tylko będzie trzeba i zrobimy absolutnie wszystko, by wytropić egipskie pieniądze – zapowiedział Assem El-Gohary z ministerstwa sprawiedliwości. – To pieniądze, które należą do przyszłych pokoleń Egipcjan, i nikt inny nie ma prawa do dysponowania nimi – dodał.



Zamrozili nawet Harleya

Nieco sprawniej wydaje się iść odzyskiwanie gigantycznej, szacowanej na niemal 170 mld dol., fortuny rodu Kaddafich. Z jednej strony mści się w ten sposób ostentacja, z jaką obalona rodzina wydawała na świecie pieniądze (łatwo znaleźć ich posiadłości), z drugiej – jest to zapewne efekt wojny domowej, jaka przez prawie rok toczyła się w Libii, oraz zaangażowania w nią państw zachodnich i arabskich.
Naprędce przygotowywane listy rezydencji Kaddafich obejmują dziesiątki pozycji. W 1995 r. ród zakupił olbrzymią posiadłość na hiszpańskim Costa del Sol. W New Jersey – nieruchomość znaną jako Thunder Rock. W Londynie – wartą 120 mln funtów rezydencję dokładnie naprzeciwko Banku Anglii. Tylko w amerykańskich instytucjach finansowych doszukano się do tej pory prawie 20 mld dol. zainwestowanych poprzez pośredników klanu. Na Wyspach znalazło się kolejne 12 mld funtów. We Włoszech były to zarówno akcje Fiata, UniCredit, Eni czy Finmeccanica, jak i udziały w klubie Juventus. Kaddafi okazał się nawet udziałowcem koncernu wydającego prestiżowy dziennik „Financial Times”. Gąszcz rachunków, pośredników, spółek i organizacji pozarządowych, które służyły do ukrywania tej fortuny, wydaje się nieprzenikniony. Maleńką próbkę tego procederu ujawnili w marcu Belgowie – na konto tamtejszej ambasady libijskiej w dobrych dla reżimu czasach przelano półtora miliona euro. Niemal cała ta suma została wypłacona przez nieznaną osobę... w gotówce. Sposób może mało wyszukany, ale skuteczny.
Wręcz bajkowa wysokość fortuny ułatwia jednak obławę na zagrabione pieniądze. Poza Amerykanami i Brytyjczykami do akcji włączyli się niedawni sojusznicy Kaddafiego – Włosi. Na żądanie Międzynarodowego Trybunału Karnego od początku roku zabezpieczają oni kolejne odnalezione aktywa rodziny – w marcu były to papiery rozmaitych spółek o wartości blisko półtora miliarda dolarów. W maju na położonej między Sycylią a Tunezją śródziemnomorskiej wysepce Pantelleria zajęto kompleks hotelowy obejmujący obszar 150 hektarów. Inspektorom nie umknął też znaleziony w jednej z rezydencji motocykl Harley Davidson, należący najprawdopodobniej do któregoś z synów dyktatora.
– Konfiskata nieruchomości i udziałów w spółkach to początek – mówi DGP Shashank Joshi, ekspert londyńskiego instytutu RUSI. – Prawdziwa sztuka to wytropienie pieniędzy w labiryncie transakcji finansowych prowadzonych setkami kanałów, zwłaszcza w okresie gdy wojna domowa już wybuchła i wiadomo było, że rodzinie grunt pali się pod nogami – dodaje. Innym problemem, jaki mają Libijczycy, jest niestabilność polityczna. Jak podkreśla Joshi, zachodnie rządy będą zwlekać z przekazaniem funduszy dyktatora, dopóki w Trypolisie nie zapanuje spokój i nie będzie pewności, że pieniądze nie trafią do wszelkiej maści radykałów.
Nawet okruchy majątku pozwolą jednak żyć w spokoju tym członkom klanu Kaddafich, którym udało się uciec m.in. do Algierii. Tamtejsze władze nie spieszą się z podjęciem współpracy z nowym rządem w Trypolisie, nie mają też zamiaru zaglądać Kaddafim do portfela.
Nad pozostałościami rozrzuconej po globie fortuny kołują też inne sępy. Znaczna część środków ulokowanych pod fikcyjnymi nazwiskami, w utajnionych funduszach inwestycyjnych czy w prowadzonych przez figurantów przedsiębiorstwach może zostać teraz oddolnie sprywatyzowana. – Bankierzy mogą potraktować te środki tak, jakby należały do nich – twierdzi Victor Comras, były ekspert Departamentu Stanu USA i ONZ. – Część odcisków palców w końcu pozwoli na wymierzenie sprawiedliwości. Inne nie zostaną nigdy zidentyfikowane – mówi obrazowo.
Inne środki mogą pozostać zamrożone na lata. Z całego odnalezionego majątku Kaddafich do Libii wróciło do tej pory zaledwie kilka procent. Rządy, owszem, zajmują posiadłości czy rachunki bankowe, ale to dopiero początek. – Nie ma w tej sprawie międzynarodowego reżimu prawnego – podkreśla Jonathan Winer, były urzędnik amerykańskiego Departamentu Stanu. – Wręcz przeciwnie, mamy tu straszny bałagan prawny – dodaje. W przypadku libijskich pieniędzy z roszczeniami mogą wystąpić choćby ofiary lub krewni ofiar zamachów terrorystycznych, w których maczał palce reżim Kaddafiego.
Z pomocą nie spieszyły się do tej pory również zachodnie rządy. – USA miały możliwość odnalezienia osobistego majątku Saddama Husajna, jego krewnych i współpracowników oraz należących do nich nieruchomości wartości w sumie 5 mld dol., i zagarnęły ten skarb – oskarżał swego czasu jeden z wysokich irackich urzędników rządowych Ali Al-Baghdadi. – Zniknął on w sejfach w Waszyngtonie – dodał zgryźliwie. Podobne oskarżenia wobec rządu francuskiego wysunął też dziennik „Le Figaro”: chodziło jednak o znacznie mniejszą sumę, ledwie 23,5 mln euro. Faktem jest, że z ukradzionych przez niegdysiejszego irackiego przywódcę od 10 nawet do 100 mld dol. (głównie przy okazji ONZ-owskiego programu „Ropa za żywność”) Irak odzyskał jedynie niewielki odsetek. Według Shashanka Joshiego były to konsekwencje niestabilności politycznej w Iraku – ani Waszyngton, ani Paryż nie paliły się do finansowania chwiejnych władz w Bagdadzie.

Garnitury za ćwierć miliona euro

Jednak to właśnie Francuzi przecierają nowe szlaki. Od początku roku tamtejsi śledczy dobrali się do rodzinnych fortun trzech – w tym urzędujących – afrykańskich dyktatorów: prezydenta Gwinei Równikowej Teodora Obianga, przywódcy Gabonu Omara Bongo oraz lidera Kongo-Brazzaville Denisa Sassou-Nguesso. Dochodzenie, koncentrujące się na praniu brudnych pieniędzy i nielegalnie osiąganych zyskach, doprowadziło już do zakazu jakichkolwiek zakupów we Francji obejmującego dyktatorów i ich krewnych.
Bezprecedensowa akcja to po części wynik pościgu za pieniędzmi obalonych arabskich liderów, a po części efekt kampanii zainicjowanej przez książkę dwóch dziennikarzy śledczych, którzy wypunktowali ekstrawagancje afrykańskich sąsiadów Francuzów. Wyszło na jaw, że Sassou-Nguesso w ciągu roku od jesieni 2009 r. do jesieni 2010 r. wydał na ubrania 652 tys. euro. Tylko w kwietniu 2010 r. zamówił 91 garniturów za, bagatela, 176 tys. Z kolei Omar Bongo zdążył do tej pory kupić 39 posiadłości w całym kraju – od Paryża po Riwierę.
Nic jednak nie przebije klanu Obiangów. Najczęściej bywający we Francji Teodorin junior, najstarszy syn prezydenta, nie tylko posiada gigantyczną rezydencję w paryskiej dzielnicy bogaczy. Potrafi się też zabawić: gdy nabrał ochoty na seans filmowy, do jego willi zwieziono 15 tys. płyt DVD, co mogłoby wystarczyć na kilkadziesiąt lat kinomańskich wrażeń. Gdy 41-letni delfin chce wyskoczyć w nocy na miasto, szoferzy rozgrzewają cztery auta – nie wiadomo, którym Obiang wybierze się na przejażdżkę. Za każdym razem, gdy junior zawita do Paryża, pod rezydencję podjeżdżają ciężarówki z kwiatami. Na marginesie warto dodać, że oficjalnie gwinejski polityk zarabia śmieszne 3200 euro jako minister rolnictwa.
Ale teraz koniec z tym. – Międzynarodowe środowiska zwalczające korupcję obserwują francuską akcję z uwagą – zachwyca się Tim Daniel, brytyjski prawnik i specjalista od walki z korupcją. – To interesujący precedens – dodaje. Tym bardziej że w ślady Francuzów idą inni: kilkadziesiąt milionów należących do Obiangów zablokowali już Amerykanie. Phyllis Atkinson ma jednak wątpliwości. – Istotą zajmowania majątku jest oddanie go prawowitym właścicielom, okradzionemu narodowi. A jak oni chcą oddać zamrożone konta czy zajęte nieruchomości, skoro dyktatorzy są jeszcze u władzy? – pyta retorycznie. Nad tym nikt się na razie nie zastanawia. – Pamiętajmy, że to jedynie kropla w morzu potrzeb okradanych społeczeństw – podkreśla Joshi. – Dla narodów Maghrebu miliardy Mubaraka czy Kaddafiego mają znaczenie jako symbol rewolucyjnej sprawiedliwości, dla budżetów tych państw realne znaczenie odzyskanych pieniędzy nie jest już tak wielkie – dodaje.

Gąszcz rachunków, pośredników, spółek i organizacji służących do ukrywania liczącej niemal 170 mld dol. fortuny rodu Kaddafich wydaje się nieprzenikniony. Libijski dyktator okazał się nawet udziałowcem koncernu wydającego prestiżowy „Financial Times”