Po dynamicznych zwyżkach z przełomu czerwca i lipca i dotarciu do rekordowych wycen, w poprzednim tygodniu notowania soi, kukurydzy i pszenicy w końcu nieco spadły. Niemniej jednak, zniżki te były symboliczne (zwłaszcza w przypadku kukurydzy) i dalszy ruch cen zbóż w górę nie jest wykluczony.

Ubiegłotygodniowy spadek cen wynikał przede wszystkim z bardziej sprzyjających farmerom warunków pogodowych w Stanach Zjednoczonych. Deszcze w niektórych częściach USA wzbudziły bowiem nadzieję na to, że jakość upraw może się poprawić. Na razie jednak trudno ocenić, czy deszcze przyniosą pożądany efekt – zwłaszcza, że opadami zostały objęte tylko niektóre części pól uprawnych w Stanach Zjednoczonych. Poza tym, szanse na kolejne deszcze są wątpliwe. Już w piątek na rynku pojawiły się spekulacje, że w ten weekend oczekiwane opady deszczu mogą nie spaść lub mogą być tylko symboliczne w środkowo-zachodniej części USA, najmocniej dotkniętej suszami.

Rozczarowująca ilość opadów prawdopodobnie będzie miała istotne konsekwencje przede wszystkim na rynku soi, bowiem to właśnie najbliższe tygodnie będą kluczowe dla jakości upraw tego zboża. Jeśli na polach uprawnych nie spadnie wystarczająca ilość deszczu, to na istotny spadek ceny soi trudno będzie liczyć. Tymczasem w przypadku kukurydzy niewiele się już może zmienić – ziarno tego zboża jest siane wcześniej niż ziarno soi, dlatego zniszczenia, które już dotknęły uprawy kukurydzy, są praktycznie nieodwracalne.

W piątek szacunki plonów, zarówno kukurydzy, jak i soi, zostały obniżone przez instytucje Lanworth (jednostka Thomson Reuters) oraz Informa. Tymczasem w najbliższych dniach inwestorzy powinni zwrócić uwagę przede wszystkim na kolejne raporty amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA), dotyczące jakości upraw zbóż. Raporty te są publikowane przez USDA co tydzień w poniedziałek.

Rosnące ceny zbóż wywołały falę obaw o globalny wzrost cen żywności. Ma to uzasadnienie, ponieważ kukurydza i pszenica są głównymi składnikami pasz dla zwierząt – więc wzrost ich cen przełoży się na zwyżkę cen mięsa. Z kolei soja jest używana dość powszechnie w przemyśle spożywczym – szacuje się, że około 60% produktów żywnościowych zawiera choćby niewielki komponent sojowy. Czy więc możemy być niedługo świadkami kolejnego kryzysu żywnościowego na świecie, podobnego do tego z lat 2007-2008?

Reklama

Jak przekonują eksperci FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa), obecna sytuacja na rynku żywnościowym daleka jest od wydarzeń sprzed 4-5 lat, kiedy to w wielu krajach świata problemem były protesty ludności. W tym roku mamy bowiem do czynienia z dobrą sytuacją na rynku ryżu, czyli zboża będącego podstawą wyżywienia ludności w wielu krajach Azji. Odzwierciedla to zresztą sytuacja na wykresie ryżu – cen tego zboża, pomimo dość dużych krótkoterminowych wahań, pozostaje praktycznie na tym samym poziomie co pod koniec 2010 r.

Poza tym niezła jest także sytuacja na rynku pszenicy. Chociaż notowania tego zboża rosną, to na razie nie ziściły się obawy o znaczące pogorszenie podaży pszenicy na świecie, w tym obawy o wstrzymanie lub znaczne ograniczenie eksportu pszenicy z Rosji. Wzrost cen tego zboża wynika m.in. z faktu, że jest ono substytutem kukurydzy w niektórych zastosowaniach, np. w produkcji pasz dla zwierząt.