Naukowiec i biznesmen Ray Kurzweil założył szkołę, której celem jest ujarzmienie nadciągającej technologicznej rewolucji.
Dziennik „Wall Street Journal” nazwał go „nigdy nieodpoczywającym geniuszem”, z kolei magazyn „Forbes” uznał za „najlepszą maszynę myślącą”. Dla „Inc.” jest „prawowitym następcą Thomasa Edisona”, zaś publiczna telewizja PBC zaliczyła go do grona 16 wynalazców, którzy „zrewolucjonizowali Stany Zjednoczone”. Mało tego – w superlatywach wypowiada się o nim nawet Stevie Wonder. Taki właśnie jest Ray Kurzweil: naukowiec oraz biznesmen, który wymyślił i spieniężył komputerową technologię OCR, stworzył pierwszy syntezator mowy, wynalazł instrumenty klawiszowe, a także sprawił, że futurologia powróciła do naukowych łask.
Liczne komplementy ze strony wpływowych mediów (zwłaszcza porównanie z Edisonem) i ogromna doza ponadprzeciętności samego Kurzweila sprawiają, że jednak niecałe naukowe środowisko trzyma za niego kciuki. Ma także swoich zagorzałych krytyków. I to całkiem sporą grupę. – Jak oceniam jego pomysły? To tak, jakby wrzucić do blendera odrobinę bardzo dobrego jedzenia i sporą ilość psich odchodów, a potem wszystko dobrze wymieszać, aż do powstania jednorodnej substancji, z której nie da się oddzielić tego, co dobre, od tego, co niejadalne.
Reklama
Idee Kurzweila są właśnie taką mieszanką: wśród przytłaczającej ilości rzeczy głupawych z pewnością znajdują się interesujące, ale trudno je odnaleźć. A najlepsze w tym jest to, że nie jest to głupi człowiek – powiedział o nim naukowiec poznawczy Douglas Hofstadter (autor opublikowanej w 1979 roku książki „Goedel, Escher, Bach: an Eternal Golden Braid”, za którą otrzymał Nagrodę Pulitzera i która zainspirowała tysiące młodych ludzi do zajęcia się informatyką oraz problemem sztucznej inteligencji).
Cóż, psy szczekają, karawana jedzie dalej. Tak z pewnością mógł pomyśleć Kurzweil. Nie przejmuje się słowami bezpardonowej krytyki, tylko robi swoje: w 2009 roku – przy współudziale m.in. koncernu Google oraz NASA Ames Research Center – utworzył Singularity University (Uniwersytet Osobliwości). Na pierwszy rzut oka całe przedsięwzięcie mocno trąci Kaszpirowskim, ale tak nie jest.

Idee Kurzweila? To jakby wrzucić do blendera odchody i jedzenie. W tej mieszance coś jest dobre – mówi jego krytyk Douglas Hofstadter

Singularity University, wbrew własnej nazwie, nie jest szkołą wyższą w tradycyjnym znaczeniu z 5-letnim programem nauczania, ale 10-tygodniowym kursem dokształcającym m.in. z tendencji rozwoju najnowszych technologii, medycyny, prawa czy polityki. A czym jest Osobliwość? To punkt w rozwoju cywilizacji, w którym postęp technologiczny stanie się tak szybki, że wszelkie nasze przewidywania dalszej ewolucji staną się całkowicie bezużyteczne. Innymi słowy – przestaniemy panować nad rozwojem świata, co sprowadzi na nas chaos grożący upadkiem.
Jednak Kurzweil inaczej podchodzi do tej teorii, mającej swój początek w latach 80. XX wieku: uważa, że można przewidzieć nadejście tego momentu poprzez analizę m.in. dotychczasowych rewolucji technologicznych. Tak też zrobił: jego zdaniem Osobliwość stanie się faktem już w 2045 roku. A skoro można ją precyzyjnie umiejscowić na linii czasu, można się na to wyzwanie też przygotować, by nadal można było kontrolować rozwój cywilizacji. Uniwersytet Osobliwości przyjmuje wyższych rangą menedżerów oraz państwowych urzędników, którzy – jak napisano na stronie internetowej projektu – „pragną zrozumieć i rozwijać postępujące wykładniczo technologie, stosować, skupiać oraz kierować tymi narzędziami ku rozwiązaniu wyzwań ludzkości”. Za jedyne 25 tys. dol. za kurs. Chętnych nie brakuje.
Sukces Uniwersytetu Osobliwości to kolejny przykład tego, że 64-letni dziś Kurzweil nie tylko potrafi skutecznie promować nawet nieco osobliwe idee, lecz także zarabiać. Udowodnił to już w młodości. Wujek, pracujący dla koncernu telefonicznego Bell Labs, pchnął jego zainteresowania ku informatyce i komputerom. W wieku zaledwie 15 lat Ray napisał pierwszy program komputerowy, chwilę później stworzył komputerowe narzędzie do analizowania muzyki klasycznej i tworzenia własnej, jednak podobnej do dzieł mistrzów. W 1965 roku został zaproszony do telewizji, w której zaprezentował skomponowany właśnie w ten sposób utwór. O nieprzeciętnie utalentowanym młodzieńcu stało się głośno, zwłaszcza że wygrywał kolejne naukowe konkursy. W końcu pogratulował mu osobiście podczas ceremonii w Białym Domu ówczesny prezydent Lyndon B. Johnson.
Ponadprzeciętne uzdolnienia informatyczne przesądziły o tym, że wstąpił na MIT, najbardziej prestiżową techniczną uczelnię świata. Już na drugim roku założył firmę, która – jak na tamte czasy – oferowała dość niecodzienną usługę: był to program komputerowy, który oceniał predyspozycje ucznia i porównywał je z wymaganiami szkół wyższych. Nie minęło nawet kilkanaście miesięcy, a sprzedał ją za 100 tys. dol. (dziś byłoby to ok. 700 tys. dol.).
Zarobione pieniądze zainwestował w kolejny projekt, którym zajął się tuż po ukończeniu MIT w 1974 roku: najpierw stworzył zaawansowane oprogramowanie technologii OCR (rozpoznawania pisma i zamieniania dokumentów w wersję cyfrową). Co prawda, na rynku istniały podobne urządzenia, ale potrafiły przeczytać tylko kilka najpopularniejszych czcionek. Program Kurzweila – niemal wszystkie fonty, nawet pismo odręczne (ale pod warunkiem że było czytelne). I od razu poszedł za ciosem: dosłownie chwilę później skonstruował pierwszy na świecie komputerowy syntezator mowy. Urządzenie było małe i na tyle niedrogie, że niemal na każdą kieszeń. To wówczas niewidomy muzyk Stevie Wonder nazwał je „aparatem, które odmienił jego życie”.
Kurzweil nie potrafił usiedzieć na miejscu: w 1980 roku odsprzedał patenty Xeroksowi i zajął się kolejnym wyzwaniem. Jak najbardziej nowatorskim. Owoc jego prac świat zobaczył – a przede wszystkim usłyszał – sześć lat później. Wonder wykonał piosenkę, którą skomponował na wynalezionym przez przyjaciela klawiszowym syntezatorze. W ten sposób Kurzweil stał się ojcem chrzestnym współczesnej muzyki.
Kolejny sukces był tylko pożywką dla jego niespokojnego ducha: tym razem dał upust fascynacji przenikającymi się coraz mocniej światami finansów i komputerów. Do tego stopnia, że w 1999 roku założył fundusz hedgingowy o nazwie FatKat. Nie była to, rzecz jasna, tradycyjnie działająca instytucja. Kurzweil napisał specjalny program komputerowy, który przez rozpoznawanie wzorców podejmuje decyzje inwestycyjne. Czy to działa? Sam Kurzweil bardzo niechętnie mówi na ten temat. Przed kilkoma laty ujawnił jedynie, że FatKat przynosi od 50 do 100 proc. zysków z inwestycji. Wiadomo też, że w 2008 roku odmówił sprzedaży swojego programu innemu funduszowi hedgingowemu. Być może nie lubi konkurencji.
To z pewnością jeszcze nieostatnie słowo Raya Kurzweila. – Cały czas jestem zafascynowany tym, jak wielki wpływ na życie ludzi mają suche wzory pisane kredą na tablicy – powiedział.