USA i Japonia uzgodniły rozbudowę tarczy antyrakietowej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 września 2012, 07:59
Stany Zjednoczone i Japonia porozumiały się w sprawie rozbudowy tarczy antyrakietowej chroniącej przed ewentualnym atakiem ze strony Korei Północnej - poinformował w poniedziałek w Tokio szef Pentagonu Leon Panetta.

Umowa dotyczy ulokowania na terytorium Japonii drugiego radaru.

"Poprawi to zdolność sojuszu do obrony Japonii, a także naszych sił i terytorium USA przed groźbą ataku rakietowego ze strony Korei Północnej" - powiedział Panetta na konferencji prasowej po rozmowach z japońskim ministrem obrony Satoshi Morimoto.

Na razie nie ustalono jeszcze dokładnej lokalizacji radaru. Według przedstawicieli władz, na których powołuje się agencja Associated Press, będzie on umieszczony na południu Japonii, lecz nie na Okinawie.

Władze podkreślają, że system antyrakietowy ma na celu obronę regionu przed zagrożeniem ze strony Korei Północnej, nie jest jednak wymierzony przeciwko Chinom. Decyzja w sprawie radaru - jak zauważa AP - z pewnością zirytuje rząd w Pekinie.

Stany Zjednoczone dysponują już systemem wczesnego ostrzegania antyrakietowego na okrętach w regionie Azji i Pacyfiku. Drugi radar umieszczony w Japonii pozwoli okrętom na pokrywanie w celach obronnych większego obszaru - pisze AP.

Od kilku lat Japonia blisko współpracuje z USA przy budowie systemu obrony antyrakietowej; kraj ten posiada wyrzutnie przeciwrakietowe umieszczone zarówno na lądzie jak i na morzu.

Północnokoreańskie rakiety balistyczne są uważane za zagrożenie dla bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku z powodu groźby wybuchu konfliktu na podzielonym i silnie zmilitaryzowanym Półwyspie Koreańskim oraz z powodu tajnego programu władz w Phenianie budowy broni jądrowej.

Podczas konferencji prasowej w Tokio Panetta wezwał również Japonię i Chiny do pokojowego rozwiązania sporu o wyspy na Morzu Wschodniochińskim, nazywane przez Japończyków Senkaku, a przez Chińczyków Diaoyu.

W weekend tłumy demonstrantów obrzucały kamieniami budynki japońskiej ambasady w Pekinie, plądrowały japońskie fabryki, sklepy i restauracje oraz niszczyły samochody japońskich marek podczas protestów w wielu miastach Chin.

Przyczyną zamieszek było ogłoszenie w ubiegły wtorek przez Tokio decyzji o odkupieniu od prywatnych japońskich właścicieli bezludnych wysp, do których pretensje roszczą sobie zarówno Chiny, jak i Japonia. Pekin określił ten krok jako "prowokacyjne pogwałcenie" jego suwerenności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj