Na otwarciu poniedziałkowej sesji w Warszawie główne indeksy zniżkowały po około 0,25 proc. Sytuacja na naszym parkiecie była znacznie lepsza niż na pozostałych giełdach europejskich, gdzie spadki były znacznie większe. Ta względna przewaga utrzymywała się przez większą część dnia. Indeks naszych największych spółek poruszał się przez kilka pierwszych godzin handlu w wąskim przedziale 2312-2320 punktów. Przed południem na moment udało mu się nawet wyjść nieznacznie nad kreskę.

Liderem spadków w gronie blue chips były papiery Telekomunikacji Polskiej. Traciły one ponad 5,5 proc. Za pretekst do kontynuacji przeceny można uznać obniżenie przez DM BZ WBK do "sprzedaj" rekomendacji przy wycenie sięgającej 12,3 zł za akcję. W ostatnim czasie podobnych decyzji biur maklerskich było jednak sporo i nie powodowały one gwałtownej reakcji rynku. Po drugiej stronie skali znalazły się zwyżkujące o prawie 2,5 proc. papiery Bogdanki oraz rosnące o niemal 2 proc. walory Lotosu. W przypadku tej ostatniej firmy ankietowani przez agencję Reuters analitycy spodziewają się 524 mln zł zysku w trzecim kwartale. Wyniki spółka poda we wtorek. Pozytywna reakcja może być także efektem informacji o planach uruchomienia we współpracy z Zakładami Azotowymi Tarnów produkcji tworzyw sztucznych.

Na szerokim rynku zwracała uwagę przekraczająca 25 proc. przecena akcji PBG w reakcji na rezygnację prezesa spółki i towarzyszące temu okoliczności. Chodzi o konflikt w Rafako, związany z ustanowieniem zabezpieczenia na papierach tej firmy na rzecz tajemniczej spółki, zarejestrowanej na Cyprze. Walory Rafako taniały o ponad 5 proc. Kolejne rozczarowanie przeżywali posiadacze papierów Petrolivestu, które szły w dół o 9 proc. po informacji o opóźnieniach prac na jednym ze złóż.
Na głównych giełdach naszego kontynentu zdecydowanie dominowały niedźwiedzie. Najgorzej prezentował się indeks w Paryżu. Po początkowym spadku o niemal 0,7 proc., jego skala zwiększyła się do ponad 1 proc. We Frankfurcie w najgorszym momencie przed południem zniżka sięgała 0,8 proc. Nieco lepiej zachowywał się londyński FTSE, tracąc około 0,5 proc. Powodem złych nastrojów był niepokój po ogłoszeniu stanu wyjątkowego za oceanem w związku ze zbliżającym się huraganem Sandy oraz obawy związane z informacjami dotyczącymi Grecji. Konsekwencje huraganu mogą być tak poważne, że spekuluje się nawet o zwiększeniu zakresu trzeciej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej przez Fed. W przypadku Grecji coraz głośniej mówi się o wydłużeniu okresu zmniejszenia zadłużenia lub kolejnej redukcji greckich zobowiązań. Te pomysły mogą się spotkać z oporem Niemiec. Wskaźnik w Atenach zniżkował chwilami o prawie 6 proc.

Choć handel na Wall Street został odwołany, to dane zza oceanu jednak na rynek dotarły. We wrześniu dochody Amerykanów zgodnie z oczekiwaniami zwiększyły się o 0,4 proc. Nieco optymizmu wniosła informacja o sięgającym 0,8 proc. wzroście wydatków, spodziewano się ich zwyżki o 0,6 proc. Po publikacji skala spadków w Paryżu i Frankfurcie lekko się zmniejszyła.

Na półtorej godziny przed końcem sesji WIG20 tracił 0,2 proc., WIG spadał o 0,3 proc., a mWIG40 i sWIG80 po 0,5 proc.