Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia mogło naruszyć ustawę o dyscyplinie finansów publicznych. – CSIOZ nie dochodziło należności Skarbu Państwa wynikających z nierozliczenia zaliczki przez szpital w Rykach – tłumaczy Agnieszka Gołąbek, rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia. I przyznaje, że poinformowany już został o tym minister finansów. Ale co zrobi z tą informacją, na razie nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że sprawa karetek dla placówki w Rykach to nie pierwsza wpadka CSIOZ związana z wydatkowaniem unijnych pieniędzy. Centrum, które jest odpowiedzialne za wdrażanie kilku dużych programów unijnych, miało w tym roku poważne kłopoty z wartym 712 mln zł projektem dotyczącym informatyzacji służby zdrowia. To jeden z priorytetowych projektów w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, dofinansowywany w 85 proc. z Unii. Na wiele nieprawidłowości w jego realizacji wskazała NIK, a także Urząd Zamówień Publicznych. Chodziło m.in. o niewłaściwe procedury przetargowe. W efekcie Komisja Europejska wstrzymała wypłatę pieniędzy na wszystkie projekty związane z e-administracją, nie tylko te zdrowotne. Odblokowała je dopiero kilka tygodni temu. Jednak Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przyznaje, że już wiosną Bruksela głośno wyrażała obawy o to, czy centrum jest odpowiednią instytucją, aby wdrażać inny program operacyjny – Infrastruktura i Środowisko. – Wątpliwości Komisji Europejskiej związane były z funkcjonowaniem centrum – tłumaczy Piotr Popa, rzecznik MRR.

Wtedy MRR oraz resort zdrowia uspokajały Komisję, że akurat z tym programem jest wszystko w porządku. KE uwierzyła tym zapewnieniom. Problem w tym, że właśnie wyszła na jaw sprawa szpitala w Rykach, która – jak obawia się Ministerstwo Zdrowia – może przelać czarę goryczy. Z nieoficjalnych rozmów z pracownikami resortu wynika, że urzędnicy spodziewają się najgorszego – zablokowania pieniędzy z programu Infrastruktura i Środowisko.

Niemniej część ekspertów uspokaja i uważa, że w tym wypadku najgorszy scenariusz się nie ziści. – To jest zbyt mała sprawa, żeby mogła doprowadzić do wstrzymania wszystkich funduszy. Zwłaszcza, że szpital w Rykach jest jedną z kilkuset placówek, które dostały pieniądze z UE. Musiałoby chodzić o jakiś błąd systemowy, aby tak się stało – uważa Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego, a obecnie ekspert BCC.

Na niekorzyść CSIOZ działa jednak to, że ma więcej na sumieniu niż zaniedbania związane z Rykami i nieprawidłowości w projektach informatyzacji. Kilka tygodni temu informowaliśmy, że grozi mu także konieczność zwrotu do unijnej kasy 4,6 mln zł, pochodzących z jeszcze innego unijnego programu – Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw. Wzięło je w 2008 roku i miało stworzyć za nie m.in. system wspierania ratownictwa medycznego (m.in. miał informować o wolnych łóżkach i wspomagać zarządzanie kryzysowe) oraz rejestry regionalne, w których znalazłyby się informacje o hospitalizacjach, które wykonały szpitale. Po czterech latach niektóre systemy nie działają. A w CSIOZ trwa właśnie kolejna kontrola NIK.