To są ogromne sumy – w latach 2007–2012 samorządy z tytułu podatków od gruntów zarobiły zaledwie 12 proc. sumy, jaką powinny zyskać, gdyby ziemia miała odpowiednio zmieniony stan prawny z ziemi rolnej na grunty budowlane.

Teoretycznie w gminnych dokumentach geodezyjno-kartograficznych każda działka powinna być dokładnie oznaczona. Odróżnienie gruntów rolnych od np. budowlanych ma bowiem istotne znaczenie dla podatków, które właściciele ziemi płacą na konta samorządów. Za grunty rolne podatki są oczywiście dużo mniejsze. Zdaniem NIK, rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. W dokumentach panuje bałagan, a przepisy o odrolnieniu gruntów są nieprecyzyjne i sprzyjają korupcji.

W starostwie powiatowym w Bochni kontrolerzy sprawdzili 10 zmian zrobionych w ewidencji gruntów w latach 2010–2011. Zmiany te wprowadzano w związku z wyłączeniem pewnych terenów z gruntów rolnych i zmianą ich statusu na grunty komercyjne. Okazało się jednak, że w aż 9 przypadkach faktyczna powierzchnia tych działek różniła się – i to czasami dosyć drastycznie – od tej zapisanej w dokumentacji. Na przykład zamiast 0,05 ha pod budowę budynku jednorodzinnego wyłączono 0,1198 ha.

Jak się okazuje podobne praktyki są wciąż normą w całym kraju. Podstawowe zarzuty, jakie NIK w swoim raporcie „Wyłączanie gruntów z produkcji rolniczej i jego skutki dla ewidencji podatkowej w gminach w latach 2007–2012” stawia samorządom, to: niestosowanie wobec waścicieli sankcji w przypadku wyłączenia przez nich gruntu z produkcji rolniczej bez zgłoszenia, wadliwe naliczenie należności i opłat rocznych po zmianie statusu prawnego, nieaktualizowanie systematycznie ewidencji gruntów i budynków.

Efekt: ogromna skala nadużyć. Jak wskazuje NIK, powszechnie dochodziło do sytuacji, gdy – choć na terenach rolnych rozpoczęły się jakieś prace budowlane, np. osiedla, supermarketu lub przemysłowe – to ziemia taka wciąż funkcjonowała jako rolna. Jej właściciel powinien już płacić wyższe podatki jako użytkownik gruntu komercyjnego, ale wciąż opłacał dosyć niski podatek rolny. Stąd właśnie te spore straty w samorządowych kasach.

Izba wskazuje, że „na skalę ujawnionych nieprawidłowości wpłynął również brak współpracy poszczególnych komórek organizacyjnych starostw i urzędów miast odpowiedzialnych za ochronę gruntów rolnych i prowadzenie ewidencji gruntów i budynków”. – Te braki we współpracy oraz brak aktualnej ewidencji gruntów to od lat problem naszych samorządów. Tłumaczone są oczywiście brakiem funduszy na zrobienie porządnych rejestrów, ale nie oszukujmy się, to nie jest normalna sytuacja, że przez ponad 20 lat samorządy nie postarały się o poprawę tej stanu – mówi nam poseł PO Julia Pitera szefowa sejmowej komisji ds. administracji. – Nie widać też wcale woli poprawy, a przecież samorządom powinno zależeć na zwiększeniu dochodów z opodatkowania gruntów. Pojawia się więc pytanie, czy jest to tylko nieudolność urzędników, czy nie są to przypadkiem celowe działania – dodaje Pitera.

NIK już wielokrotnie alarmował, że taka sytuacja może prowadzić do korupcji. W ubiegłym roku wskazał nawet cztery najbardziej narażone na nią obszary: działalności samorządu, publicznej służby zdrowia, zamówień publicznych i właśnie przekształceń gruntów rolniczych.