Ministerstwo Skarbu Państwa poszukuje ratunku w państwowych firmach, bo prywatny kapitał nie chce kupić linii. W LOT aż huczy od plotek o biznesmenach z pierwszych stron gazet, którzy chcą kupić LOT, a proces przejęcia uzależniają od przegłosowania w Sejmie ustawy dopuszczającej sprzedaż przez Skarb Państwa ponad 51 proc. akcji spółki oraz gruntownej restrukturyzacji. W gronie zainteresowanych mają być m.in. Zbigniew Niemczycki i Grzegorz Dzik, który kontroluje grupę Impel, a nawet Jan Kulczyk. Jednak oni zaprzeczają tym pogłoskom.

– Absolutnie nie jestem zainteresowany zakupem LOT – mówi Niemczycki.

Dzik także twierdzi, że to nieporozumienie. Do Jana Kulczyka natomiast nie udało się dotrzeć.

Tymczasem LOT szykuje się do restrukturyzacji. MSP milczy w sprawie szczegółów zmian, ale z naszych informacji wynika, że w planie przygotowanym wspólnie z firmą doradczą PricewaterhouseCoopers LOT zamierza zrezygnować z embraerów. W zamian chce wprowadzić do floty nowe lub prawie nowe boeingi 737–800, które zastąpią również dotąd eksploatowane starsze wersje 737–400. Leasingodawcom oddane też zostaną trzy modele 767. Rejsy długodystansowe mają obsługiwać zaś boeingi 787 dreamliner. Zarząd LOT spodziewa się, że do końca roku będzie miał pięć takich samolotów. Dojdzie też do cięć zatrudnienia i w siatce połączeń. Z pracy ma odejść 360 pracowników administracyjnych i około 320 stewardess i pilotów. Z rozkładu natomiast znikać będą stopniowo także zagraniczne trasy.

Takie cięcia, według specjalistów, jeszcze bardziej utrudnią sprzedaż LOT-u prywatnym inwestorom.

– Nikt nie kupi linii, która jest wydmuszką i nie ma żadnego majątku – mówi prof. Włodzimierz Rydzkowski z Uniwersytetu Gdańskiego. I dodaje, że spółka nie przedstawia obecnie żadnej wartości, bo przez lata była traktowana jako łup polityczny.

>>> Polecamy: Sytuacja finansowa biur podróży w Polsce: zobacz zestawienie

Tę opinię potwierdził zresztą niedawno w Sejmie minister skarbu państwa Mikołaj Budzanowski. Przyznał, że kolejne zarządy nie potrafiły znaleźć recepty na zmieniającą się sytuację na rynku. Najlepszym tego typu przykładem są według niego zabezpieczenia na opcjach paliwowych czy na cenie paliwa. W 2007 i w 2008 r. strata spółki z tego tytułu wyniosła około 150 mln dol. Według Budzanowskiego to była jedna z przyczyn kryzysu linii. Innym bardzo istotnym powodem były decyzje dotyczące floty. Chodzi o zamówienie na początku XXI wieku 21 embraerów. Samoloty te, jak się okazało w ostatnich czterech latach, były nieefektywne ekonomicznie.

– Rozumiem, że trudno to było przewidzieć w 2003 r. i w 2007 r., ale konsekwencje decyzji, które zostały wówczas podjęte, dziś kosztują LOT bardzo wiele pieniędzy – zaznaczył Budzanowski.

Nawet planowana w ramach programu restrukturyzacji rezygnacja z embraerów będzie dla firmy kosztowna. Lot za zwrócenie tych samolotów leasingodawcy będzie musiał zapłacić aż 120 mln zł. Kosztowny okazał się także zakup samolotów długodystansowych boeing 787 dreamliner. Maszyny stoją i czekają na dopuszczenie do lotu, a linia poniosła duże nakłady finansowe. Jak ujawnił minister Budzanowski tylko w 2012 r. kosztowały one LOT 200 mln zł.

>>> Czytaj też: Ryanair otworzył bazę na lotnisku Kraków-Balice

Państwowe firmy w drodze po LOT

Do wejścia do spółki proponowana jest m.in. Grupa Azoty. Ma to zniechęcić Rosjan i ochronić polską chemię
W gronie potencjalnych kupców, jak wynika z naszych ustaleń, są fundusz Lotus, nadzorowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu, i KGHM. Pojawiły się też informacje, że może dołączyć do nich Grupa Azoty. Wykorzystanie tej spółki miałoby nie tylko pomóc w ratowaniu LOT, lecz także ułatwić obronę polskiej chemii przed Rosjanami.
– Na rynku krąży informacja, że możliwe byłoby zaangażowanie się Grupy Azoty w LOT, by w ten sposób zniechęcić Rosjan do przejęcia – tłumaczy nam osoba dobrze zorientowana w branży chemicznej.

Katarzyna Kozłowska, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Skarbu Państwa, w odpowiedzi na nasze pytania w tej sprawie napisała, że resort „nie ma wiedzy, jakoby wymienione spółki chciały nabyć akcje LOT”. Zapewniła, że ministerstwo poszukuje dla LOT inwestora branżowego, choć nie wyklucza sięgnięcia po inwestora finansowego. Jednak mimo pytań nie zaprzeczyła, że takim inwestorem mógłby być podmiot państwowy.

Na dodatek rzeczniczka MSP przypomniała rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady, według którego co najmniej 50 proc. udziałów w liniach lotniczych z krajów Unii Europejskiej muszą mieć państwa członkowskie albo obywatele państw członkowskich, aby zachowały one status przewoźnika wspólnotowego.

Rynek huczy od plotek

Dla MSP to poważny problem, bo ten przepis zawęża wybór inwestorów do podmiotów europejskich. W grę także mogłyby wchodzić polskie podmioty prywatne, jednak biznesmeni mający odpowiednie środki nie garną się do zakupu przewoźnika borykającego się z potężnymi stratami. W rezultacie pozostają duże, kontrolowane przez Skarb Państwa firmy.

Mimo to suchej nitki na pomyśle z państwowym inwestorem nie zostawiają eksperci. Janusz Wiśniewski, były członek zarządu Zakładów Azotowych w Tarnowie, mówi wprost: pomysł jest absurdalny.

– Nie ma najmniejszego uzasadnienia dla takiego zaangażowania Grupy Azoty. Ta po konsolidacji powinna się zająć inwestycjami podnoszącymi wartość spółki i przynoszącymi zysk akcjonariuszom, a nie ratowaniem LOT – podkreśla Janusz Wiśniewski.

– Wejście państwowych spółek do LOT nie ma sensu, bo to zostanie uznane przez Komisję Europejską za niedozwoloną prawem pomoc publiczną – mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

Pomysły krytykują także związki zawodowe działające w LOT. – To bzdura. Tej firmy nie uratuje doraźny zastrzyk finansowy od firm państwowych. Potrzebny jest inwestor prywatny, który uzdrowi struktury zarządcze spółki – mówi Stefan Malczewski, szef „Solidarności” w LOT.

Plan naprawczy LOT, który zakłada zredukowanie przedsiębiorstwa o jedną trzecią, ma trafić do Brukseli do 20 czerwca. W razie wątpliwości Komisji firma będzie musiała zwrócić pożyczone od MSP miliony, a sama ogłosić bankructwo.

– LOT jest bankrutem i żadne metody jego ożywienia nie będą skuteczne. Jedynym ratunkiem dla spółki jest restrukturyzacja poprzez kontrolowaną upadłość – uważa prof. Włodzimierz Rydzkowski z Uniwersytetu Gdańskiego.