Emerytury w Polsce: "Pieniędzy z systemu OFE nie należy zabierać"

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 maja 2013, 18:55
Demontowanie otwartych funduszy emerytalnych byłoby dziś szkodliwe dla gospodarki i emerytów – uważa europoseł i do niedawna szef Parlamentu Europejskiego.

Premier RP w latach 1997–2001 przyznał, że obecny system nie jest pozbawiony wad. Ale dodał, że to też skutek niedokończenia reformy emerytalnej i rozmontowywania systemu przez ostatnie lata. – Przez wiele lat wyłączano z niego kolejne cegiełki. Dlatego nie jest on teraz tak wydolny, jak mógłby być, gdyby tego nie robiono. System był dobrze zaprojektowany. Przewidywał likwidację specjalnego traktowania tych, którzy nie muszą korzystać z przywilejów, stworzenie rezerwy demograficznej i przeznaczenie części wpływów z prywatyzacji na emerytury. Wyjęcie tych cegiełek spowodowało, że system się nie bilansuje. Bilansowałby się, gdyby wszystko szło zgodnie z planem – mówił Jerzy Buzek w „Salonie ekonomicznym Trójki i DGP”.

Buzek, za którego rządów rozpoczęto reformę emerytalną, podziela opinie, że fundusze mogłyby działać lepiej. – Można było obniżyć wielkość prowizji OFE, pozwolić im na bardziej wydajne inwestowanie czy inwestowanie za granicą. Trzeba to było zrobić – twierdzi.

Jego zdaniem pomysł wyprowadzenia z OFE części aktywów nie jest dobry. – Jak można wycofać z gospodarki pieniądze, które tam teraz pracują? To jest ponad 100 mld zł na giełdzie. (...) Demontowanie OFE byłoby dziś niekorzystne: zarówno dla gospodarki, jak i dla indywidualnych emerytów – podkreślał były premier.

Jego zdaniem to, co się dzieje teraz w polskiej gospodarce, trudno nazwać kryzysem. Jak mówił, Polska i tak jest w lepszej sytuacji niż większość krajów europejskich. – Ale jest gorzej niż rok czy dwa lata temu. Na pewno reformy strukturalne byłyby pomocne – ale najbardziej skuteczne jest to, co robimy na poziomie UE, przezwyciężając wąskie gardła na wspólnym rynku unijnym – wyjaśniał. Jakie? Europoseł wymienił m.in. sprawę standaryzacji i oznakowania produktów czy problem porównywalności cen. Jak mówił, dopłaty stosowane w niektórych krajach do poszczególnych grup produktów utrudniają działanie wspólnego europejskiego rynku.

Dotyczy to m.in. energii. – Jeśli się do niej dopłaca w niektórych krajach, to nie można jej wprowadzić na wspólny rynek. Bo ta z dopłatami zawsze wygra konkurencyjną walkę z innymi dostawcami – uważa Buzek.

Buzek stwierdził, że Polska potrzebuje takiego wspólnego rynku energii, bo to zapewni jej bezpieczeństwo energetyczne. – Może nam zabraknąć ok. 5 tys. megawatów, gdy będziemy musieli wyłączyć stare bloki energetyczne. One naprawdę nie mogą już zbyt długo działać – powiedział. I wymienił główne przeszkody w powstaniu wspólnego rynku. Pierwsza to brak jednolitych zasad wsparcia dla odnawialnych źródeł energii. Dziś poszczególne kraje prowadzą odrębną politykę wspierania zielonej energii.

– Musimy się też umówić, jak będziemy transportować energię z jednego kraju do drugiego, według jakich zasad. Musimy uczynić wszystkie połączenia gazowe zwrotne. Konieczne są też pewne inwestycje i system rozliczeń – podkreślał Buzek. Jego zdaniem unijny rynek energii może wystartować na przełomie 2014 i 2015 roku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj