Protesty w Turcji: Turcja kipi, ucierpi biznes

Taksim Square - Turkowie protestują przeciwko budowie centrum handlowego.
Taksim Square - Turcy protestują przeciwko budowie centrum handlowego/Newspix
Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan ma się dziś spotkać z liderami trwających od dwóch tygodni protestów liberalnej młodzieży.

Ale dwie bitwy, które wczoraj policja stoczyła z demonstrantami z placu Taksim w Stambule, oraz czwarta już ofiara śmiertelna zamieszek nie będą sprzyjać porozumieniu. Nad ranem funkcjonariusze za pomocą transporterów opancerzonych przełamali barykady na placu i zaatakowali manifestantów gazem łzawiącym, raniąc setki osób. Protestujący odpowiedzieli koktajlami Mołotowa, jednak zostali zmuszeni do odwrotu. Ale wieczorem wrócili w sile kilku tysięcy osób, potyczki trwały do późna w nocy.

>>> Czytaj również: Protesty w Turcji: na ulicach miast gaz łzawiący, a w TV pingwiny

Rząd w Ankarze musi się liczyć z konsekwencjami gospodarczymi. Agencja Moody’s ostrzegła przed utratą wiarygodności przez turecką gospodarkę. Traci stambulska giełda, maleją też szanse na organizację igrzysk olimpijskich w 2020 r.

Atak na manifestantów z placu Taksim, który miał miejsce wczoraj, nie ułatwi premierowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi osiągnięcia porozumienia z liderami protestu. Zwłaszcza że umiarkowanie islamistyczny szef rządu zapowiedział już, że z odpowiedzialnymi za przemoc rozmawiać nie zamierza.

– Premier został poproszony o spotkanie. Wyraził zgodę – oświadczył wczoraj jego zastępca Bulent Arinc. Celem rozmów ma być oczywiście powstrzymanie protestów, chociaż obserwatorzy spodziewają się raczej eskalacji napięcia. Zwłaszcza że do szpitali trafili kolejni ciężko ranni w wyniku szturmu specjalnych jednostek policji na barykady Taksim Meydani, jednego z centralnych placów Stambułu. Burmistrz miasta Huseyin Avni Mutlu przekonuje, że policja weszła na plac, aby go... oczyścić z zawieszonych przez przeciwników władz banerów.

– Reklamy legalnych i nielegalnych organizacji niepokoiły opinię publiczną i powodowały uszczerbek na wizerunku Turcji za granicą – tłumaczy.

Tureckie protesty przeciwko – jak twierdzą manifestanci – islamizacji życia publicznego narzucanej przez rząd Erdogana mogą się odbić na gospodarce kraju. Koszty ubezpieczenia tureckiego długu od bankructwa wzrosły do poziomu najwyższego od 10 miesięcy, turecka lira nie była tak słaba od października 2010 r. Giełdowy indeks BIST100 od 28 maja spadł już o 16 proc. Jak tak dalej pójdzie, Turcja może się pożegnać z obecnym ratingiem. Przed taką możliwością ostrzegła już agencja Moody’s, w której na razie wiarygodność Ankary jest wyceniana na Baa3, czyli na najniższym poziomie inwestycyjnym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraProtesty w Turcji: Turcja kipi, ucierpi biznes »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj