Zniesienie roamingu w grudniu 2015 r. będzie taką samą fikcją jak wprowadzenie od lipca tego roku możliwości wyboru innego operatora komórkowego, z którego usług moglibyśmy korzystać, przebywając za granicą.

Roaming w wybranych krajów w polskich sieciach / Forsal.pl

Posiadaczy telefonów komórkowych, którzy liczą na to, że zgodnie z zapowiedziami Komisji Europejskiej od grudnia przyszłego roku nie będą płacić więcej za rozmowy międzynarodowe niż krajowe, czeka rozczarowanie. Wprawdzie formalnie będzie obowiązywać zasada „Roam-Like-At-Home”, co można przetłumaczyć jako „płać jak w domu”, ale dzwonienie z zagranicy wciąż będzie droższe niż w kraju. Powód? W wielu krajach opłaty hurtowe za połączenia w roamingu są wyższe od lokalnych cen detalicznych.

Tak jest np. w Polsce. Najtańsza minuta rozmowy to dla klienta wydatek ok. 13 groszy. Tymczasem w roamingu firmy telekomunikacyjne płacą 21 gr.

Reklama

>>> Czytaj także:Ile kosztuje roaming w polskich sieciach? Zobacz porównanie cen

Operatorzy nie chcą dopłacać do interesu

Wniosek? Gdyby operatorzy mieli stosować lokalne stawki do połączeń wykonywanych za granicą, zaczęliby do tego dopłacać. W 2011 r., gdy przygotowywano reformę, poniżej pułapu cen hurtowych znajdowało się pięć krajów Wspólnoty, a kolejne trzy były tuż nad nią. Od tamtej pory ceny znacznie spadły, więc problem z RLAH mogą mieć operatorzy już w jednej trzeciej krajów Unii Europejskiej.

Unijna komisarz Neelie Kroes, orędowniczka zmian na rynku telekomunikacyjnym w UE, zapytana przez nas o to, w jaki sposób zamierza wyegzekwować realne zniesienie roamingu w zapowiadanym terminie, przyznaje, że KE nie zna jeszcze odpowiedzi na to pytanie.

– Negocjacje w tej sprawie jeszcze się nie zakończyły. Szczegóły rozwiązania roamingowego zarówno na poziomie detalicznym i towarzyszące mu warunki na poziomie hurtowym nie są jeszcze znane. To, co jest jasne, to że rozwiązaniu na poziomie detalicznym muszą towarzyszyć odpowiednie rozwiązania na poziomie hurtowym – mówi Kroes, która właśnie kończy kadencję w Brukseli.

W lipcu tego roku weszła w życie inna unijna regulacja, która miała prowadzić do obniżki kosztów korzystania z roamingu – dotycząca wyboru alternatywnego operatora komórkowego. Efektów jednak nie widać, bo w większości krajów UE operatorzy komórkowi nie podpisali odpowiednich umów.

>>> Czytaj także:Komisja Europejska radzi Polsce, jak przyspieszyć gospodarkę

Europejska wojna o roaming

Zniesienie roamingu to w najlepszym razie brak opłat za połączenia przychodzące i ograniczone pakiety darmowych minut i internetu, gdy będziemy chcieli skorzystać z telefonu za granicą.

Komisja Europejska od dawna zapowiada zniesienie dodatkowych opłat za rozmowy za granicą. Początkowo obiecywała, że z roamingiem pożegnamy się 1 lipca 2015 r. Teraz mówi się o 15 grudnia 2015 r. Po wprowadzeniu nowej regulacji Roam-Like-at-Home klient każdej sieci komórkowej w Europie, przebywając w jakimkolwiek kraju Unii Europejskiej, ma płacić za połączenia telefoniczne i mobilny internet tak jak w domu.

Oznacza to, że Polak nie dopłacałby do rachunku np. wtedy, gdyby korzystał ze smartfona np. we Włoszech czy w Hiszpanii. Tyle teoria. W praktyce właściwie niewiele się zmieni. Za granicą nadal będziemy musieli się liczyć z ograniczeniami, nawet jeśli posiadamy taryfę z nielimitowanymi rozmowami do wszystkich sieci i dużym pakietem internetowym. Dlaczego?
Bruksela zamierza znieść dodatkowe opłaty w roamingu, ale nie uregulowała stawek, według których rozliczają się między sobą sami operatorzy.

Według ostatnich ustaleń KE pozostaną one na poziomie z 1 lipca 2014 r., kiedy telekomy zaczną sobie płacić 5 eurocentów (21 gr) za minutę połączenia wykonywanego przez ich klienta w zagranicznej sieci i za 1 MB przesłanych danych oraz 8 gr za SMS-a. To znacznie więcej niż polski abonent płaci w domu, gdzie przy odpowiednim doładowywaniu telefonu na kartę można uzyskać cenę 13 gr za minutę połączenia.

Z kolei najtańsze taryfy z nielimitowanymi rozmowami w sieciach komórkowych można kupić w Polsce już za 19 zł, co starczyłoby na nieco ponad 90 minut w roamingu, gdyby zrównano ceny krajowe i zagraniczne. Jednak wtedy na internet już nie wystarczy. O nielimitowanych rozmowach i swobodnym surfowaniu po sieci posiadacz taryfy „unlimited” może zatem zapomnieć – każda kolejna minuta oznaczałaby bowiem straty dla operatora.

Dodatkowe opłaty w rozliczeniach między operatorami

Inaczej jest w przypadku rozmów przychodzących. Tutaj dodatkowe opłaty w rozliczeniach między operatorami zostaną zniesione już 1 lipca 2014 r. W związku z tym rzeczywisty koszt takiej rozmowy nie będzie wyższy niż stawka MTR, czyli opłata, jaką jeden operator płaci drugiemu, gdy jego klient dzwoni do innej sieci. W Polsce stawka MTR w tej chwili pozostaje na poziomie około 4 gr. Można zatem przypuszczać, że operatorzy po zniesieniu roamingu nie będą ograniczać rozmów przychodzących.

Problemu pozostałych usług, czyli połączeń wykonywanych, SMS-ów i mobilnego internetu, nie będzie jednak łatwo rozwiązać.

– Ceny roamingu od kilku lat spadają, a proces tworzenia nowych ofert na pewno będzie kontynuowany. Nie można jednak wykluczyć, że koncepcje regulacyjne doprowadzą do efektów nieprzewidywanych przez ich autorów. Operatorzy na pewno nie będą chcieli dokładać do interesu. Problem może dotyczyć np. wpływu zrównania cen roamingowych i krajowych w ofertach „no limit” – przyznaje Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange.

Z jego opinią zgadza się Wojciech Strzałkowski z biura prasowego T-Mobile. – Nowe regulacje są wprowadzane, zanim można było sprawdzić efekt działania poprzednich, a których wdrożenie wiązało się ze znacznymi kosztami dla operatorów. Co więcej, operatorzy, odpowiadając na potrzeby klientów, sami wprowadzili bardzo atrakcyjne pakiety roamingowe – przypomina Strzałkowski.

Telekomy, które działają na kilku rynkach europejskich, mają ułatwione zadanie w konstruowaniu ofert z tańszym, ale nie darmowym roamingiem. W T-Mobile od dawna klienci mogą korzystać w UE z pakietów, które pozwalają na swobodne rozmawianie i surfowanie po internecie w roamingu w cenach krajowych. – Nowe regulacje ponownie będą wiązały się ze znacznymi kosztami, które będą musieli ponieść operatorzy na ich wdrożenie. Warto zastanowić się, czy tych środków nie lepiej byłoby przeznaczyć na inwestycje w infrastrukturę – dodaje Strzałkowski.

Tomasz Kulisiewicz z firmy Audytel uważa, że najciekawsze będzie teraz obserwowanie, co w przypadku zejścia z cenami roamingowymi do poziomu krajowego lub bardzo bliskiego krajowemu operatorzy zaoferują tym spośród swoich klientów, którzy mają dziś „nieograniczone” pakiety minut i bardzo duże pakiety internetowe.

Sieci komórkowe mogą podnieść ceny lokalne

Jego zdaniem możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy: sieci komórkowe mogą podnieść ceny lokalne, aby znaleźć się nad poprzeczką cen hurtowych. Drugi: uciekną w mechanizm zapisany w rozporządzeniu FUC (Fair Use Criteria), czyli określą pakiety korzystania z RLAH. Połączenia i internet będą kosztowały tyle co w domu, ale nie obejdzie się bez ograniczeń. Po ich przekroczeniu operatorzy będą mogli ponownie naliczać klientom opłaty według maksymalnych cen detalicznych wyznaczonych przez KE 1 lipca 2014 r. Przypomnijmy, że od tego dnia klienci sieci, przebywając za granicą w jednym z krajów UE, zapłacą 97 gr za minutę wykonanego połączenia, 31 gr za SMS-a i 1,02 zł za 1 MB przesłanych danych.

– Ponieważ telekomy nie są organizacjami charytatywnymi, więc jeśli ceny detaliczne mają zejść do poziomu krajowych, to oczywiście w ślad za cenami hurtowymi. Pytanie, jak będą wyglądały do tego czasu ceny i modele rozliczeń hurtowych. Czy upowszechnią się inne modele rozliczeniowe między operatorami? – zastanawia się Tomasz Kulisiewicz. Dodaje, że pierwszy scenariusz jest mniej prawdopodobny i operatorzy raczej nie podniosą cen usług lokalnych. – Straszyli tym już kilka razy, ale w sumie nigdy się to nie zdarzyło, raczej próbowali to kompensować na inne sposoby.

Granice cen roamingu pozaunijnego

Z kolei podnoszenie cen za roaming pozaunijny też ma swoje granice: klienci krótkoterminowi w takiej sytuacji ograniczają zużycie, ci, którym bardziej zależy, korzystają z różnych międzynarodowych operatorów wirtualnych, jak Lycamobile czy Truphone, a ci długoterminowi lub podróżujący dalej robią to, co my kilka lat temu w Chile, Peru czy Boliwii: przechodziliśmy na tanie lokalne pre-paidy, które bardziej nam były potrzebne do komunikacji na miejscu niż do dzwonienia do kraju – mówi Kulisiewicz.

Problem zbyt wysokich cen hurtowych w stosunku do detalicznych zaczęła dostrzegać też KE. Działająca przy niej BEREC, Europejska Rada Regulatorów Łączności Elektronicznej, rozesłała kilka tygodni temu do wszystkich operatorów ankietę odnoszącą się do kwestii rozliczeń międzyoperatorskich w roamingu. – Problem w tym, że zniesienie roamingu zapowiadane jest na grudzień 2015 r., a wnioski z ankiety mają być wykorzystane w regulacjach, nad którymi KE zacznie pracować w 2016 r. – irytuje się przedstawiciel jednego z operatorów pragnący zachować anonimowość. Dodaje, że wtedy będzie to musztarda po obiedzie.