Ekspert lotniczy i wojskowy uważa, że wypadek malezyjskiego samolotu na Ukrainie raczej nie nastąpił z powodu awarii. Zastrzegł, że sprawa musi zostać na razie dokładnie zbadana.

Tomasz Hypki wyjaśnia, że zasięg przenośnych systemów przeciwlotniczych jest zbyt mały, aby dosięgnąć samolot pasażerski na wysokości przelotowej. Jeśli naprawdę doszło do zestrzelenia, mogło się to odbyć jedynie za pomocą stacjonarnego sprzętu o dużym zasięgu lub myśliwca. Takim sprzętem raczej separatyści nie dysponują.

Z drugiej strony ekspert podkreślił, że nie wyobraża sobie, by Rosjanie z premedytacją zestrzelili samolot. Dla wojskowych radarów jest łatwo odróżnić, że ma się do czynienia z cywilnym lotem. Dopóki jednak nie zostaną przebadane szczątki samolotu, nie będzie wiadomo, co wydarzyło się z samolotem.

Ekspert przestrzega też przed dezinformacją z obu stron konfliktu. Doniesienia z miejsca wypadku mogą się często wykluczać, zależnie od źródeł.

Samolot pasażerski lecący z Amsterdamu do Kuala Lumpur zniknął z radarów na wysokości około 10 kilometrów w okolicach Doniecka. Zginęło 295 osób.

>>> Czytaj więcej na temat katastrofy samolotu na Ukrainie