A jako że historia powtarza się jako farsa, tym razem kierowcy mieli nieco inne zadanie: nastraszyć Ukrainę. Od marca, gdy rosyjskie wojska stanęły na ukraińskiej granicy, w tamtejszych mediach pojawiają się zatroskani specjaliści z Rosji (w tym pewien były doradca Kremla), podający kolejne daty inwazji wojsk rosyjskich – sprawdzone, pewne, bazujące na dobrze poinformowanych źródłach.
Początkowo to działało, zwłaszcza że towarzyszyły im doniesienia o podejrzanych ruchach sąsiedniej armii, która potrafiła pomaszerować na granicę, by zatrzymać się kilkaset metrów od terytorium Ukrainy. Teraz jednak Ukraina robi swoje. Kolejne miasta są odbijane z rąk separatystów; obszar ich władania szybko sie kurczy.
Jeśli Kijów wierzy Władimirowi Żyrinowskiemu, ze Putin podjął już decyzję o III wojnie światowej, nie pomoże mu nawet najbardziej ugodowa postawa wobec tzw. republik ludowych. Jeśli nie wierzy – a takie i ja mam wrażenie – to w rękach ukraińskich żołnierzy oraz głowach ich dowódców leży wyzwolenie ostatnich skrawków ich ojczyzny.
>>> Czytaj też: Prawy Sektor grozi marszem na Kijów. Ukraina ma 48 godzin na spełnienie żądań
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
