Strajk przeciwko przyznanej przez dyrekcję Narodowej Służby Zdrowia zaledwie 1-procentowej podwyżce płac, przegłosowali członkowie 9 związków zawodowych. Jak powiedziała koordynatorka ich akcji, rząd nie pozostawił im innego wyjścia. - Domagamy się tylko uczciwego wynagrodzenia - oświadczyła Christina McAnea.

Ministerstwo zdrowia tłumaczy, że nie stać go na większą podwyżkę bez redukcji personelu. Spór zaostrza świadomość, że konserwatywny premier David Cameron zapowiedział dalszą redukcję zadłużenia państwa i jednoczesne obniżenie podatków, za co płacą pracownicy służb publicznych.

Głębię rozgoryczenia w służbie zdrowia ilustruje fakt, że stowarzyszenie położnych strajkowało po raz pierwszy w całej swojej 133-letniej historii. Związki zgodziły się na pracę na ostrych dyżurach i w nagłych przypadkach. Oba strajki odbiją się jednak o tyle na pacjentach, że powstaną zaległości w przychodniach, a nawet po zakończeniu przestoju, przez tydzień personel medyczny będzie odmawiał pracy w nadgodzinach.

>>> Czytaj również: Embargo oczami rosyjskich przedsiębiorców. Putin krzywdzi małe firmy