Rosja coraz bardziej wewnętrznie podzielona. Wcześniej czy później sprzeczne interesy obozu rządowego i biznesu doprowadzą do destabilizacji kraju.

Linia podziału biegnie nie tylko pomiędzy władzą a biznesem. Niedawno agencja Bloomberg podała informację, że na Kremlu rywalizują ze sobą dwie frakcje, które mają zupełnie inny pomysł na kierunek, w którym powinna podążać Moskwa. Frakcja „twardogłowych” jest zwolennikiem izolacjonistycznej polityki rodem z okresu zimnej wojny. Jej politycznym priorytetem jest zwiększenie geopolitycznej roli do skali mocarstwa i powrót do układu sił sprzed rozpadu ZSRR.

Zwolennicy twardej postawy wobec Zachodu, w których szeregach dominują ludzie wywodzący się z resortów siłowych oraz szefowie przedsiębiorstw państwowych, próbują sobie powetować straty poniesione w wyniku nałożenia sankcji przez Zachód. „Gospodarczy realiści” myślą natomiast w kategoriach pragmatycznych, zdając sobie sprawę, że jedyną szansą dla harmonijnego rozwoju kraju jest otwarta gospodarka rynkowa oraz symbioza z Europą i USA. Wiele danych makroekonomicznych wskazuje, że Rosja więcej straciła niż zyskała na agresywnej strategii.

Wewnętrzny podział w Rosji uwidacznia się poprzez swoistą schizofrenię działań. Z jednej strony mamy ostre działania wojskowe i wspieranie prorosyjskich separatystów, z drugiej, oficjalne zapewnienia o obronie demokracji i własnych interesów przez Moskwę. Z jednej strony obustronne sankcje na linii USA-Rosja i UE-Rosja, a z drugiej, stałe utrzymywanie handlowych kontaktów z zagranicą. O ile polityczne więzy pomiędzy Zachodem a Rosją zostały rozerwane, o tyle sieć gospodarczych zależności jest ciągle mocna.

>>> Czytaj również: Z Rosji ucieka już wszystko - kapitał, inwestycje, obywatele

Reklama

Wysoka stawka

O co chodzi Putinowi w tej rozgrywce? Pomińmy w tym miejscu osobiste ambicje prezydenta, które trudno jednoznacznie sprecyzować. Nie mamy bowiem tak naprawdę informacji zza kulis samego centrum rosyjskiej władzy. Wiemy bowiem tyle, ile obóz rządzący chce przekazać opinii publicznej. Możemy jednak z dużym prawdopodobieństwem wskazać trzy główne cele strategiczne Moskwy. Pierwszym jest zmiana geopolitycznego układu sił w Europie. Drugim przejęcie kontroli nad Ukrainą (razem z przemysłem zbrojeniowym). Ostatnim jest natomiast zbudowanie podwalin pod powstanie Unii Euroazjatyckiej.

Pierwszy z celów jest najmniej przejrzysty. W największym uproszczeniu chodzi o przesunięcie umownej granicy pomiędzy Rosją a zachodnią Europą na wschodnią Polskę. Po wydarzeniach na Ukrainie UE i USA straciły przekonanie o transformacji Rosji w demokratyczne i pokojowo nastawione państwo. Wydarzenia na Wschodzie doprowadziły do zmiany politycznej i gospodarczej narracji na zimnowojenną. Rosja ciągle podsyca to napięcie, chociażby poprzez częste naruszanie przestrzeni powietrznej europejskich państw przez samoloty wojskowe. Celem tego typu działań jest umocnienie autorytetu Putina i jego obozu w kraju. Silny prezydent wielkiego mocarstwa, który walczy z imperialistycznym zagrożeniem z zewnątrz jest bardziej potrzebny państwu niż prezydent bezpiecznego narodu. Putin chce by Rosją rządził potężny wódz, a nie sprawny urzędnik.

Drugim z powodów obecnej polityki Moskwy jest wasalizacja Ukrainy. Nie chodzi tylko o zdobycie politycznych wpływów. Rosja ma także istotne powody ekonomiczne. Bardzo rzadko zauważa się, że znaczna część przemysłu zbrojeniowego zaopatrującego rosyjskie wojska znajduje się na Ukrainie, albo jest od Kijowa zależna. Silna jest współpraca zbrojeniówek obu krajów. Nawet 80 proc. rosyjskich pocisków balistycznych i znacząca część produkcji lotniczej, w tym najnowsze myśliwce i śmigłowce bojowe powstaje przy współpracy z zachodnim sąsiadem (dane pochodzą z portalu defence24.pl).

Import z Ukrainy jest niewielki (wynosi zaledwie 4,4 proc.), ale kluczowy dla przemysłu zbrojeniowego i programu modernizacji sił zbrojnych Rosji. Moskwa nie jest w stanie zastąpić około 30 proc. komponentów takich jak silniki lotnicze, systemy naprowadzania czy komponenty rakiet balistycznych, które powstają na Ukrainie - pisze portal Defence24.pl. Wyżej wymienione zależności pochodzą oczywiście jeszcze z okresu ZSRR, były jednak silne również po jego rozpadzie. Problemy zaczęły się jednak, gdy pojawiła się konkretna groźba utraty kontroli nad tymi przemysłowymi obiektami. Poza przemysłem zbrojeniowym istotną rolę odgrywa dla Moskwy również wschodnia Ukraina, z pasem przemysłowym w okolicach Doniecka.

Trzecim istotnym celem Putina jest zbudowanie fundamentów pod powstanie Unii Euroazjatyckiej. Miałaby ona być alternatywą dla UE i konsolidującego się zachodniego świata. Wygląda na to, że jej kształt miałby być diametralnie inny od brukselskiego. Putin jest przede wszystkim zainteresowany stopniowym przyłączaniem kolejnych państw do Rosji, niekoniecznie formalnie. Po aneksji Krymu dochodzi do destabilizowania sytuacji w północnym Kazachstanie, a kolejnym oczywistym celem jest Białoruś. Inaczej wygląda sytuacja republik nadbałtyckich, bowiem są one częścią NATO. Od siły oporu Sojuszu zależy tak naprawdę przyszłość tych państw.

Strategii izolacji przeciwny jest rosyjski biznes. Polityka prowadzona przez Rosję była może skuteczna w XX wieku, ale nie jest w dobie globalizacji i otwartych rynków. Wszelkie próby izolacji gospodarczej i politycznej kończyły się finansową zapaścią krajów, które do niej doprowadzały. Dobitnym potwierdzeniem tej tezy jest książka Francisa Fukuyamy pt. „Koniec historii”, w której udowadnia on, że demokracja i towarzysząca jej zazwyczaj gospodarka rynkowa są systemami przyszłości i nie ma dla nich sensownej alternatywy.

Rynek dał odpowiedź

Na pytanie o gospodarczy sens polityki Moskwy najlepszą odpowiedź dał rynek. Rosja utraciła od dekady budowane zaufanie światowego systemu finansowego, co przełożyło się na poważne problemy rubla i spadające tempo wzrostu gospodarczego. Rubel od początku roku stracił według dziennika „Wiedomosti” w stosunku do euro ok. 25 proc. Rosja posiada duże rezerwy walutowe, które jednak maleją w zastraszającym tempie. Na obronę waluty Moskwa wydała od początku roku już ok. 65 mld dol. Poziom rezerw walutowych jest najniższy od marca 2010 roku.

Z Rosji ucieka też kapitał. W ciągu trzech pierwszych tygodni października z międzynarodowych funduszy lokujących na rosyjskim rynku inwestorzy wycofali 1,3 mld dol., zaś w ciągu roku fundusze straciły 2,7 mld dol., czyli 4,4 proc. Wraz z nim odpływają z kraju rosyjskie firmy i obywatele. Podstawą rosyjskiej gospodarki pozostaje eksport surowców. Jednak ceny ropy naftowej w ostatnim czasie lecą w dół. Obniżki zaproponowane przez Arabię Saudyjską obniżyły ceny na wczorajszej giełdzie paliw do 76 dol. za baryłkę (WTI) i 83 dol. w przypadku Brent. Ropa Brent, która jest światowym benchmarkiem, jest najtańsza od czterech lat - podaje bankier.pl.

Istnieją dwa główne możliwe scenariusze dalszych rosyjskich działań. Pogłębiająca się izolacja doprowadzi w końcu do marginalizacji rosyjskich koncernów, bezprecedensowego osłabienia waluty i dużego wzrostu cen. Malejące zyski ze sprzedaży ropy naftowej przy wzrastających kosztach wyścigu zbrojeń mogą popchnąć kraj na skraj bankructwa. Zwiększa to ryzyko wybuchu społecznego niezadowolenia i wewnętrznego rozłamu w szeregach władzy.

Drugą opcją jest wyciszenie przez Moskwę sytuacji na Ukrainie i rezygnacja z agresywnej imperialistycznej polityki. Wygląda na to, że demokratyczna Ukraina na dobre obrała zachodni kierunek i jedyne co może zrobić Rosja, to „bezszelestne” destabilizowanie wschodnich regionów tego kraju. Jakiekolwiek drastyczne działania wojenne właściwie dyskredytują Moskwę jako członka wspólnoty międzynarodowej i skazują na długotrwałą marginalizację.

Rosyjski przypadek dostarcza nam niezbitych dowodów na skuteczność gospodarki rynkowej. Możliwe jest sprawne funkcjonowanie modelu autorytarnego państwa z otwartą gospodarką (Chiny). Nie można jednak myśleć o harmonijnym rozwoju państwa z fasadową demokracją i zamkniętym rynkiem. Rosyjska strategia jest ewidentnie dziełem byłego członka służb specjalnych, a nie wytrawnego ekonomisty.