Krzysztof Pawiński: towary spożywcze będą coraz droższe

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
17 października 2008, 04:23
Krzysztof Pawiński, prezes i jeden z założycieli w 1990 roku firmy Maspex. Jest absolwentem krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej
Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu/DGP
Po dwóch latach przerwy jedna z największych krajowych firm spożywczych wraca do planów przejęć na rynkach zagranicznych. Spółka liczy, że dzięki rozszerzaniu działalności jej przychody wzrosną w ciągu roku do ponad 2,5 mld zł.

Jak pan ocenia protesty sadowników i pojawiające się oskarżenia, że firmy skupujące żerują na ich nieszczęściu?

- Cena jabłek w tym roku jest niekorzystna dla rolników. Jest zbyt niska, tak samo jak była zbyt wysoka przed rokiem. Tego typu rozchwianie uderza w obie strony. W ubiegłym roku uderzało to w przetwórców, a w tym roku uderza w rolników. Z drugiej strony jesteśmy ograniczeni otoczeniem rynkowym. Nie możemy więcej płacić i to jest pułapka, w której wszyscy się znaleźliśmy. By do takich sytuacji nie dochodziło, potrzebne są systemowe regulacje dotyczące dopłat do owoców miękkich. Nasz rząd powinien to rozwiązanie promować i wynegocjować je z Brukselą. Trzeba się z tymi propozycjami przebijać i szukać sojuszników, którzy poprą nasze stanowisko. Kształt unijnej polityki rolnej nie jest określony raz na zawsze. Zwykłych ludzi szokuje jednak informacja, że rolnik otrzymuje 20-30 groszy za kilogram jabłek - choć w sklepie jabłka są po 2-3 złote. Ale trzeba mieć świadomość, że mówimy o jabłkach przemysłowych. To nie jest to samo jabłko, które kupujemy w sklepie. To są jabłka inaczej zbierane i transportowane, do przetworzenia na koncentrat. My z owoców, które skupujemy w kraju, produkujemy 70 proc. koncentratu jabłkowego.

Ceny owoców są niższe. Czy konsument to odczuje?

- Mamy niższe ceny niektórych surowców, ale mamy też wzrost innych kosztów: pracy, transportu i przede wszystkim energii. W mojej ocenie nie będzie obniżek cen. W długim okresie należy się raczej spodziewać wzrostu cen towarów spożywczych, bo będą rosły ceny surowców. To się wiąże z kilkoma decyzjami globalnymi - między innymi przeznaczeniem części produkcji rolniczej na biopaliwa. Uważam, że był to błąd, ale na to nie mamy wpływu. Na pewno potężne ruchy spekulacyjne na rynkach towarowych także powodują i będą powodowały wzrost cen.

Czy kurs polskiej waluty wpływa na sytuację przetwórców?

- Dzięki zrównoważonej strukturze importu zaopatrzeniowego i eksportu jesteśmy w miarę odporni na bezpośrednie zmiany kursu walut. Na pewno wprowadzenie euro zdjęłoby z producentów ryzyko kursowe. Im szybciej zobaczymy w naszych portfelach euro, tym lepiej dla konsumentów, jak i producentów.

Jakie są plany inwestycyjne grupy? Będziecie nadal przejmować inne firmy?

- Przez ostatnie dwa lata świadomie zrezygnowaliśmy z przejęć. Wyceny tego, co nam oferowano, były oderwane od jakichkolwiek realiów i przekraczały granice zdrowego rozsądku. Teraz zaczyna się powrót do normalności. Sfinalizowaliśmy rozmowy na Ukrainie w sprawie zakupu udziałów spółki Sesa. Pracujemy również nad innymi przejęciami, ale niestety nie mogę się na tym etapie jeszcze niczym pochwalić.

Niedawno weszliśmy w segment np. świeżych soków. Ostatnio najdynamiczniej rozwija się segment napojów. W Polsce mamy pozycje lidera z bardzo dużą przewagą w kilku grupach: soków, nektarów i napojów owocowych, makaronów, kakao, czekolady do picia, herbat rozpuszczalnych czy zabielaczy do kawy. Mocna pozycja w kraju decyduje o tym, że możemy prowadzić politykę ekspansji na innych rynkach. W Czechach, na Słowacji jesteśmy nr. 1 na rynku soków, nektarów, napojów, wiodącym producentem na Węgrzech, w Rumunii i Bułgarii. Mamy bardzo mocną pozycję na rynku produktów instant, takich jak cappuccino, kakao, herbaty rozpuszczalne itp. w Europie Środkowej i Wschodniej, jesteśmy wiodącym producentem makaronów w Rumunii. Z jednym produktem wycofaliśmy się zaś z rynku niemieckiego. Okazało się, że kategoria soków marchwiowych, przecierowych jest w Niemczech kategorią trudną, inne są upodobania konsumentów i nie udało nam się tam zbudować silnej pozycji rynkowej.

Czy podobne doświadczenia z innymi produktami były na innych rynkach?

- Wyciągamy z potknięć wnioski. Na rynku polskim mięliśmy takie doświadczenia z roolsami, czyli chrupkami chlebowymi. Także rozminęliśmy się z oczekiwaniami konsumentów. To żaden wstyd. To nie jest tak, że zawsze dobrze oceniamy trendy rynkowe. W ubiegłym roku finansowym udało nam się osiągnąć obroty na poziomie 2,3 mld zł. To był wzrost o prawie 16 proc. w stosunku do roku poprzedniego. W kolejnym roku liczymy także na kilkuprocentowy wzrost.

Krzysztof Pawiński jest prezesem i jednym z założycieli w 1990 roku firmy Maspex. Jest absolwentem krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: INFOR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj